2014: 1/2 Playlista

 

podsumowanie polrocza

 

Bez zbędnych wprowadzeń: oto gotowa do odpalenia playlista z co ciekawszymi kawałkami z pierwszej połowy roku, w sumie 5,5 godz. słuchania:

 

 

A teraz po kolei:

top 10 singli

top 10 albumów

3 wyróżnienia

3 albumy, które można sobie darować

 

TOP 10 – SINGLE

1. Inc + FKA Twigs “FKA x Inc.”

2. Jensen Sportag “Let the Queen be the Boss”

3. Moderat “Last Time”

4. Lana Del Rey “Brooklyn Baby”

5. Iamamiwhoami “Vista”

6. Wu Tang Clan “Keep Watch”

7. FKA Twigs “Two Weeks”

8. Banks “Brain”

9. Falty DL “Do Me”

10. Shift K3y “Touch”

 

 

TOP 10 – ALBUMY

 

1. Todd Tejre “It’s Album Time”

Choć pierwsza połowa roku obyła się bez jednogłośnego zwycięzcy, Todd Terje był definitywnie najbliżej tego tytułu. Soczyste połączenie zabawy, sentymentu, kiczu i humoru na nowym krążku norweskiego producenta wywołuje stan ekstatycznego zachwytu i natychniastową potrzebę odwiedzenia najbliższego dancingu.

 

2. Taylor McFerrin “Early Riser”

Idealne połączenie neo-soulu, jazzu i subtelnej elektroniki. Słoneczny sobotni poranek w pościeli z ukochanym.

3. Mac Demarco “Salad Days”

Beztroski, wyluzowany soft-rockowy album przywodzący na myśl senne brzmienie Ariela Pinka i psychodeliczne ballady Johna Lennona. Wakacyjny stan umysłu.

4. Fennesz “Becs”

Wielowarstwowe kompozycje, pełne syntetycznych zniekształceń i ambientowych przestrzeni, pieczołowicie budowane struktury rozsypujące się na kawałki i płynnie przechodzące w nowe formy . Wzruszające doświadczenie.

5. Tinariwen “Emmaar”

Amerykański blues połączony z malijską muzyką ludową. Gitarowe ballady hipnotyzujące bębnami,  ciemne jak noc na Saharze, ciepłe jak pustynny wiatr, bolesne jak tęsknota za ukochanym krajem, do którego nie można już powrócić.

6. Plaid “Reachy Prints”

Doskonale skrojona kolekcja łącząca wpływy elektroniki, popu i alternatywnego r’n’b. Dowód na to, że IDM wcale się nie skończyła, a może nawet odżyła na nowo.

 

7. MØ “No Mythologies to Follow”

Wschodząca gwiazda duńskiego electro-popu. Jej dźwięczny wokal przywodzi na myśl ubiegłoroczny debiut Lorde i  doskonale zgrywa się z metalicznymi aranżami Ronniego Vidhalha.

 

8. Temples “Sun Structures”

Brytyjscy debiutanci eksplorujacy znaną i lubianą estetykę psychodelicznego rocka z końcowki lat 60-tych. Inaczej niż formacja Tame Impala, badająca obszary na styku transcendencji i elektroniki, Temples wzbogacają swoje brzmienie o chwytliwe riffy i popową wrażliwość. Niby nic nowego, a efekt zaskakująco przyjemny.

 

9. Sun Kil Moon “Benji”

Nostalgiczne folkowe ballady w minimalistycznej aranżacji ograniczającej się w większości kawałków do gitary akustycznej i głosu Marka Kozelka. Każda z piosenek to literacki majstersztyk, dostarczony w rozbrajająco szczery, melancholijny sposób, niepozbawiony subtelnego poczucia humoru. Mini powieść w odcinkach.

 

10. Lana del Rey “Ultraviolence”

„Jarałam się Videogames  zanim to było modne” i od tego czasu jestem cichą fanką królewny smut-popu. Muzyka i wierunek Lany, mimo różnych potknięć i śmiechostek, tworzy całkiem spójne uniwersum, w którym tęsknota za utraconym amerykańskim rajem, młodością, miłością i życiem w ogóle przybierają formę melancholijnego snu, którego wspomnienie nie przemija jeszcze długo po przebudzeniu. Tu właśnie operuje Lana i ja to kupuję.

 

 

WYRÓŻNIENIA
*najlepszy cover
MØ “Say You’ll Be There”
Gdy po raz pierwszy usłyszałam ten kawałek, byłam w 100% pewna, że skądś go znam. Dopiero po minucie z odmętów niepamięci dotarło do mnie zaskakujące rozwiązanie zagadki. IMHO cover doskonały – wszystkie przestarzałe częsci mechanizmu zamieniono na nowe, ale esencja pozostała ta sama.

 

*najlepsza okładka
Baths “Ocean Death”

Jest w tym zdjęciu coś, co sprawia, że nie można się od niego oderwać, wciąga człowieka do środka i stanowi idealne tło do słuchania całego albumu.

baths cover

*najlepszy teledysk
Sia “Chandelier”
Taneczne mistrzostwo w wykonaniu najnowszego cudownego dziecka Ameryki, 13-letniej Maggie Ziegler. To się tak dobrze oglądą, że nawet nieznośnie bombastyczny refren przestaje mieć znaczenie.

 

OLAĆ:

Pharell “G I R L”

Wiadomo że wszystko, czego ten typ dotknie zmienia się w platynę. Ale tegoroczny solowy album amerykańskiego producenta wydaje się uboższym, nieokrzesanym krewnym świetnego longplaya “Random Access Memories” formacji Daft Punk (który częściowo zresztą wyprodukował). Krewnym na tyle cwanym, że wyciśnie dla siebie  ile się da z sukcesu starszych kolegów.

 

Kelis “Food”

Po technowpadce z 2010 artystka wycofała się w bezpieczne tereny retro soulu zdobyte wcześniej przez Duffy i Adele. Niby wszystko ładnie i gładko brzmi, ale coś tu jednak nie gra. Trochę tak, jakby ta ostra kobitka obdarzona aksamitnym głosem i wybuchowym temperamentem marnowała się w krainie muzycznej kuchni light. Chcemy więcej mięsa.

 

Mariah Carey “Me. I am Mariah… The Elusive Chanteuse”

Maryśka za nic nie chce dopuścić do świadomości faktu, że czas istnieje. Na okładce wygląda jakby miała 18 lat, teksty brzmią jakby pisała je 14-latka, a muzyka to mętne wyobrażenie 45- latki o tym, czego słucha obecnie młodzież.  Podejrzewam, że za sto lat diva glitter popu będzie nadal wydawała swoje słodziakowe kawałki, tyle że suchać ich będą chyba tylko  hologramy.

 

 

Buziaczki i do usłyszenia za pół roku
Agata Tomaszewska

Podziel się ze znajomymi!

Warning: Missing argument 1 for cwppos_show_review(), called in /home/gaata/www/wp-content/themes/flat/content-single.php on line 29 and defined in /home/gaata/www/wp-content/plugins/wp-product-review/includes/legacy.php on line 18