Nie warto czytać książek.

Joanna Bator zdobyła tegoroczną Nike za książkę „Ciemno, prawie noc”.

Byłby to może powód do radości, gdyby nie to, że nikogo to nie obchodzi.  Jest coś groteskowego w przyznawaniu nagród literackich w  kraju,  w którym nie czyta się książek. Bo cóż to za nagroda, która nie wpływa nawet znacząco na wzrost nakładów zwycięskiej książki?

Wśród odzianych na galowo przedstawicieli świata literatury zgromadzonych w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego można było usłyszeć pozbawione złudzeń komentarze o kryzysie literatury, upadku nagrody Nike. Humaniści, przepijając carpaccio z łososia to czerwonym, to białym winem,  snuli czarne scenariusze o przyszłości bez książek, o erze wtórnych analfabetów, która niechybnie nadciąga.

Nastrój pesymizmu panuje nie tylko w literackich kuluarach. Coroczne raporty o czytelnictwie nie zostawiają na czytelnikach suchej nitki. Jak wskazuje ten najnowszy, co trzeci Polak nie czytał w tym roku żadnej książki. Regularnie czyta 11% Polaków, przy czym regularnie to 7 książek rocznie – dużo to czy mało? – aż strach zapytać.

Nie pomagają rządowe programy wspierające czytelnictwo, nie działają nawet delikatne groźbyPolacy w swym nieczytaniu są zdeterminowani i wytrwale walczą o wolność do literackiej ignorancji. I myślę, że mają rację. Bo czytanie w dzisiejszych czasach kompletnie nie ma sensu. Oto 5 powodów dlaczego:

 

1. Czytanie  niczemu nie służy

Prawda jest taka, że człowiek może sobie doskonale radzić w życiu w ogóle nie czytając książek. Można być lubianym, popularnym, odnosić sukcesy i uchodzić za inteligentnego, nie obcując w ogóle z literaturą. I co? I nic! To wystarczający powód by przyznać, że czytanie nie jest potrzebne do życia. To już fejsbuk bardziej się przydaje niż książki.

Jest tyle rzeczy ważniejszych – praca, rodzina, ubrania , zakupy, znajomi, gry, jedzenie, imprezy, seks, sport – i każda z nich przynajmniej na coś się przydaje! A książka nie służy na nic. Ani to towarzyskie zajęcie, ani nie poczujesz się lepiej (na ogół wręcz przeciwnie), imponować tym nijak się nie da.  Po co więc marnować czas na czynność, z której nic nie wynika, skoro można zrobić tyle rzeczy sensowniejszych w życiu?


2. Czytanie zajmuje za dużo czasu

Film: 1,5 godziny. Serial: 30-55 minut. Impreza/knajpa: 6 godz plus ewentualnie kac następnego dnia. Gazeta: 1 godz. Muzyka: Może lecieć w tle, więc tak naprawdę nie marnuje nam czasu.

A książka? Żeby przeczytać powieść trzeba mieć wolnych co najmniej kilkadziesiąt godzin! Kto ma w dzisiejszych czasach taką ilość wolnego czasu? Chyba bezrobotni.

To jest po prostu fizycznie niemożliwe: Człowiek siedzi cały dzień w pracy, wraca zmordowany do domu, idzie na zakupy  i jeszcze musi coś ugotować, zjeść, zająć się dziećmi, partnerem, może zwierzakami… w końcu w okolicach północy prawie pada na ryj, więc resztką sił chwyta piwo z lodówki i przez pół godziny zanim nie zacznie robić dzięcioła klika po kanałach tv, drugą ręką przewijając fejsa. Gdy stanie się cud, dzieci u babci i jest wolny wieczór (ile –  trzy, cztery w miesiącu?) to nie będzie przecież zasiadał do lektury, tylko wiadomo, pójdzie do knajpy ze znajomymi, ewentualnie do kina, a może na mecz pójdzie albo zagra w GTAV. Albo posiedzi na fejsie, cokolwiek. WSZYSTKO zabiera mniej czasu niż czytanie. Rachunek jest prosty.

3. Czytanie jest męczące

Już od czasów podstawówki wiadomo, że czytanie jest męką. Gimnazjum i liceum tylko potwierdza tę smutną prawdę i dopiero  po maturze można wreszcie odetchnąć. Uwolnić się od listy lektur, kartkówek ze znajomości postaci, rozprawek, interpretacji wierszy i epok literackich. Po co ktokolwiek przy zdrowych zmysłach miałby do tego koszmaru powracać?

Bo czytanie jest czynnością męczącą. Nie dość, że zajmuje tak niewyobrażalnie dużo czasu (patrz punkt 2.), to jeszcze wymaga skupienia się długo na jednej czynności, w ciszy i spokoju,  z dala od ludzi oraz wszelkich rozpraszaczy typu net czy komórka.  A przecież jest tyle do zrobienia!

Dlatego Internet wygrywa – hasłowe statusy, artykuły długości paragrafu, no i głównie obrazki. Oraz filmiki. Najlepiej w wielu zakładkach naraz, plus otwarty czat i odtwarzacz muzyki – i czuję, że żyję pełnią życia! Przy takim wielozadaniowym trybie życia czytanie książki jawi się jak jakaś asceza, umartwianie się. Od czasów podstawówki wszystko wydaje się atrakcyjniejsze niż ta papierowa włosiennica.


4. Czytanie nie daje korzyści

I nie chodzi tu o to, żeby nam płacili za czytanie. Po prostu inne czynności przynajmniej w sposób pośredni przyczyniają się do zwiększenia naszego kapitału.  Na imprezach poznajemy ludzi, co może zaowocować współpracą. Na portalach społecznościowych budujemy swój image, co może mieć daleko idące konsekwencja dla naszego życia – inni nas widzą, oceniają,  warto dbać o swój wizerunek w sieci.

Nawet film jest lepszy – pooglądasz go ze znajomymi, podzielisz się wrażeniami – skorzystasz na dobrym samopoczuciu swoim i towarzystwa. Podobnie muzyka – zwłaszcza taneczna lub piosenki, które już znacie – można potańczyć, a nawet zaśpiewać na karaoke, zaimponować komuś (na ogół sobie).

A jak tu pochwalić się książką? Mało prawdopodobne, by ktokolwiek z Twoich znajomych akurast o tej słyszał, a tym bardziej czytał. Nie to, co ostatni odcinek Breaking Bad – jego widział każdy – niesamowity był, c’nie?!

5. Czytasz? Przegrałeś życie

Czytanie jest mało sexy i trochę luzerskie. Ktoś, kto czyta książki,  prawdopodobnie przynależy do jednej z tych grup:

Kujony –  Siedzą w pierwszej ławce, zawsze przygotowani, rzadko dają ściągać. Nie mają życia towarzyskiego ani erotycznego. Boją się fajek i alkoholu. Wpadają w histerię jak dostaną cztery plus. Wszyscy w klasie ich nienawidzą, ale kujony mają to gdzieś, odbijają sobie zachwytem w oczach nauczycieli i punktami za olimpiady.

–  Lamusy – Ci, którzy nigdy nie ćwiczą na wuefie, tłumacząc się astmą lub innym skrzywieniem kręgosłupa. W przeciwieństwie do kujonów nie da się ich pobić, bo posiadają niesamowitą umiejętność znikania gdy robi się niebezpiecznie, a astma magicznie się leczy, gdy trzeba wziąć nogi za pas. Przyparci do muru zaczynają płakać. W wersji żeńskiej – niejadki, beksy i siusiumajtki.

Alieny – Nikt ich nie zna, nikt nigdy nie słyszał ich głosu i nikt nie wie jak mają na imię. Nie mają znajomych poza innymi alienami, których też nikt nie zna. Ich rzekomo nietuzinkowe zainteresowania i wybitne zdolności (zwłaszcza w jednym przedmiocie, jak informatyka lub matma) jeszcze bardziej  odstraszają potencjalnych ciekawskich.

Mole książkowe – Ludzie, którzy mają karty biblioteczne. Znak rozpoznawczy: zawsze noszą przy sobie co najmniej 5kg książek. Ich domy nie służą do mieszkania, lecz do magazynowania zbiorów, dlatego największą tragedią jest dla nich przeprowadzka. Obsesyjnie dążą do powiększania księgozbioru i kompulsywnie kupują wszystko, co jest z papieru, a czego jeszcze nie maja na półce. Śmieją się pogardliwie z ludzi, którzy pytają „i ty to wszystko przeczytałaś/łeś?”.

– Studenci polonistyki – dowolny punkt  listy powyżej plus frustrująca świadomość, że cokolwiek napiszą, nie zostaną drugim Gombrowiczem.

Podsumowując:

Czytanie jest bez sensu w świecie, w którym wszystko  musi mieć swój cel, a każde działanie jest nakierowane na korzyść. Czytanie nie ma sensu w świecie, gdzie czas to pieniądz, a człowiek jest wart tyle, ile umie go namnożyć.

Dlatego moja propozycja jest taka: Niech ludzie uważający, że książki się do niczego, przestaną je po prostu czytać. Niech trwają w swoim świecie przedmiotów, których nie potrzebują, zasad których nie rozumieją i uczuć, których nie są w stanie nazwać. Niech wierzą w to, co widzą i słuchają tych, którzy im mówią jak jest. Niech posłusznie biorą udział w zadanym im wyścigu i tylko broń boże niech o nic nie pytają. A zresztą czemu by mieli pytać? Przecież nie znają żadnych alternatyw.

Dzięki temu umrą szczęśliwi w ramach doskonale funkcjonującego systemu. Nigdy nie doświadczą męki  samodzielnego myślenia, nie poznają cierpienia refleksji nad sobą i światem, nie posiądą bolesnej świadomości, że istnieją inne punkty widzenia i szersza perspektywa  – a wręcz alternatywna wersja historii. Niech zasilają szeregi niewolników, owiec i trybików, bo to właśnie ich miejsce. I nikt im tego nie odbierze. Wręcz przeciwnie – wielu zachęci, wszak bezmyślną masą najłatwiej kierować.

A my, mole i kujony, chodźmy po nową Joannę Bator.


Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *