Daj się skatowicować. Kultura śląska a sprawa polska.


bardzo lekko


Jakiś miesiąc temu od przyjaciółki usłyszałam że znalazła mi idealną robotę. J od tego zaczyna się opowieść.
Gazeta Wyborcza, a dokładnie jej Katowickie wydanie, wypuściły parę miesięcy temu w  odmęty sieci dziwne ogłoszenie o pracę. Można je nawet  było znaleźć na portalu gazeta.praca. Redakcja postanowiła wypromować Katowice na kulturalne miasto, zmenić jego wizerunek na bardziej human-friendly, wywołać konotacje nie tylko z kopalniami i hałdami, ale też młodzieżą, klubami, sztuką, imprezami. A może po prostu postanowili wraz z władzami miasta na poważnie zabrać się za przygotowania do innego konkursu – na Europejską Stolicę Kultury 2016, w której to roli marzy im się właśnie Śląska metropolia.
Jak piszą w Gazecie Katowice, jest duża szansa na wygranie bitwy z innymi polskimi miastami (na rok 2016 miano ESK uzyska jedno miasto hiszpańskie i jedno polskie).  W pomysł zaangażował się sam prezydant Katowic, Piotr Uszok, namiawiając do współpracy władze innym śląskich miast. Sporo się zgodziło: [Prezydent Uszok] O deklaracje wsparcia prosił do 3 kwietnia. Do poniedziałku odpowiedzieli mu prezydenci Bytomia, Chorzowa, Mysłowic, Piekar Śląskich, Rudy Śląskiej, Sosnowca, Tychów i Zabrza, pisze Przemysław Jedlecki w Wyborczej.


Dziennikarze i radni już uwierzyli, że Śląsk „kulturą stoi” i że może równie dobrze stać się jej stolicą na skalę europejską. Ale jak przekonać resztę Polski? Jak wygrać z Warszawą, Wrocławiem, Toruniem, Poznaniem, Szczecinen, Gdańskiem? Kraków odpada, bo stolicą już był, w 2004r. Podobno nie wszystko stracone. Wzorem dla Śląska ma być niemieckie Essen, przemysłowa stolica Zagłębia Ruhry, która wygrała dzięki zaangażopwaniu całego przemysłowego regionu.
Tak naprawdę oferta miasta w Nadrenii Północnej-Westfalii została wybrana, bo przygotowało ją całe Zagłębie Ruhry. „Gazeta” od wielu tygodni przekonuje, że Katowice, wspierane przez wszystkie miasta metropolii, miałyby ogromną szansę zdobyć tytuł. Śląska aglomneracja wspólnym wysiłkiem ma duże szanse – przekonuje następnie dziennikarz Wyborczej.
Przewagę ma dać Katowicom to, że nie są zbyt oczywistym kandydatem i że tytuł ESK (i przyznawana na ten cel dotacjea wysokości 1.5 mln euro) pozwoli miastu rozwinąć kulturalne skrzydła.

git logo


Katowice nie mają opinii miasta o bujnym życiu kulturalnym. Narzekają nawet sami mieszkańcy.
Niewiele dała kampania reklamowa „Śląsk. Pozytywna Energia”, którą wielu uznało za infantylną i nietrafioną. Jak dowiedli młodzi internauci, siła tkwi w sieci i w inicjatywach oodolnych, takich jak np. Partyzantz – off-marketingowy kolektyw zajmujący się promocją aglomeracji, w tym Metropolii Silesia.

Przesadą byłoby nazywanie akcji Gazety Wyborczej „oddolną”. Raczej outsourcingową. Na szczęście skierowaną nie do korporacji i zawodowców, lecz do amatorów-internautów. Kuszenie młodzieży wizją półrocznej imprezki w Kato budzi wiele kontrowersji, ale też mocne zainteresowanie. Daj się zepsuć! – głosi tytuł tej konkurso-kampanii promocyjnej.
Inspirując się genialnym australiskim pomysłem na najlepszą pracę na świecie, do którego zgłosiły się 34 000 osób z całego świata,, stworzono śląską wersję stanowiska zarządcy tropikalnej wyspy: kawalerka na budowanym właśnie katowickim osiedlu Dębowe Tarasy, 2500 tys. na rękę miesięcznie i elektryczne auto (żednych skojarzeń z nieekologicznymi paliwami czy, tfu, przemysłem :D). A praca ma polegać na masowej konsumpcji kultrury śląskiej i codziennym przelewnaiu wrażeń na bloga i do gazety. Wyborczej oczywiście. Nie wiem czy tak wygląda szczyt zepsucia, śmiem wątpić. Tak chyba pracuje wielu dziennikarzy, nawet tych porządnych. Ale możliwość robienia w ramach pracy tego, czym przeciętny  dwudziestoparolatek zajmuje się po godzinach, ma swój nieodparty urok.
W całej Polsce ruszyła kampania reklamowa poszukująca chętnych na stanowisko naczelnego blogera kulturalnego Ziemi Śląskiej. Jedno zastrzeżenie: kandydat ma PRZYBYĆ do Kato. Czyli nie może pochodzić z tych okolic. Musi być gorolem. Zapewne inaczej nie udałoby się wzbudzić zainteresowania na szerszą skalę, bo przecież Szczecinianin nie wygra z Mysłowiczaninem w kwestii znajomości jego świata, historii, kultury, miejscówek i ziomali. Paradoksalnie, do promocji Katowic zaproszono całą Polskę z wyjątkiem Katowic. Na miejscu mieszkańców, zwłaszcza kaowców, poczułabym się co najmniej zrobiona w konia.

 

„Pomnik”, fot: Maciej Markowski,  I kl. L.O. im. J. Długosza
2mce w konkursie liceów katowickich.

 

No i się zaczęło. Zgłoszenia przyjmowano do 30marca. Wyzwanie aplikacyjne polegało na nagraniu 2-minutowej autoprezentacji wideo. Plus standardowe cv, lm, klauzule podpisane. Na fejsbuku ruszył profil Daj Się Zepsuć. Trochę filmików pojawiło się na youtubie. Miała też ruszyć strona www.dajsiezepsuc.gazeta.pl, gdzie do 8. kwietnia jury powinno było bwyłonić finałowa dwudziestkę – wedle regulaminu. Ale jakoś nie ruszyła. Na fejsie jest poand 400 fanów akcji. Aplikanci bezwstydnie lansują się na Ścianie, prześcigając się w udowadnianiu swej kulturalnej kreatywności, zajebistości, pomysłowości i aktywności. Królowe/ie autopromocji. Ciekawe czy tak samo dobrze im pójdzie promocja czegoś innego niż siebie. Zobaczymy. Ja też tam oczywiście jestem. Wiedziałam, że jeśli nie spróbuję, to będę potem żałować. No to trzasnęłam filmik. Posłałam grzecznie co trzeba. Czy tego chcę? Nie wiem. Po prostu robię rzeczy. Żeby poznać coś nowego. Na przykłąd pierwszaa nauka, jaką wyniosłam, to że robienie filmów jest zajebistą sprawą. Prawie tak fajną jak pisanie bloga.




mój blaz

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *