Daniel – typowy millenials

Daniel Lopatin

 

Z muzyką eksperymentalną tak już bywa, że fajnie jej słuchać na spontanie, ale jeszcze lepiej po uprzednim przygotowaniu. Tu znajdziecie obie te rzeczy  naraz.

W moim osobistym rankingu Daniel Lopatin powoli wyrasta na ikonicznego reprezentanta naszych czasów, którego losy odzwierciedlają doświadczenia typowego millenialsa. I choć pewnie każde pokolenie tak twierdzi, to mało które pokolenie było świadkiem tylu przełomów, co dzisiejsi 20-30 latkowie i zaraz powiem dlaczego. A sam Dan jest moinm zdaniem postacią przełomową – i to nie tylko z powodu biografii charakterystycznej dla dziecka przełomu wieków.

 

“Boring Angel”

 

Choć aktualnie jest rezydentem nowojorskiej bohemy, to jego biografia jest bliższa przeciętnemu mieszkańcowi Europy Środkowowschodniej. Ponieważ Dan Lopatin swoje egzotyczne nazwisko zawdzięcza narodzinom w Sankt Petersburgu, w rodzinie rosyjskich muzyków.

 

Teraz uchodzi prawdziwą gwiazdę niezalu i proroka eksperymentalnej elektorniki, to przez większość życia był klasycznym prekariuszem, mieszkającym po piwnicach, dziergającym na swoim pececie plan muzycznego podboju sieci (kto by tam myślał o świecie, skoro mamy sieci).

 

Po upadku Związku Radzieckiego (przełom polityczny – komunizm vs kapitalizm), rodzina postawowiła wyemigrować do USA (przełom geograficzny – Wchód ws Zachód), gdzie osiedlili się na przedmieściach Bostonu, wiodąc skromne życie klasy średniej, ale jakże inne od życia w republikach radzieckich (przełom klasowy – z niższej do średniej).

 

Pierwszy vapor ever pod szyldem Sunset Corp

 

I być może nasz bohater byłby zwyczajnym hipsterem zajaranym jazz fusion spod znaku Return to Forever i hiphopem Gangstarra  gdyby nie rodzice – zawodowi muzycy, którzy mimo wykształcenia klasycznego, na 18stke sprezentowali synowi sampler (przełom muzyczny – klasyka vs elektronika).

 

To w połączeniu z typową dla dzieciaka lat 90. fascynacją komputerami (przełom technologiczny – analog vs cyfra) i studencką fascynacją nowoczesną myślą krytyczną (przełom filozofoczny – idealizm vs materializm) ukształtowało postać, że zaryzykuję stwierdzenie, ikoniczną dla swoich czasów.

Przełomowość Lopatina jako artysty objawia się faktem, że jego muzyka jest lustrzanym odbiciem wyżej wymienionych przełomów. Dan przetwarza wspólne dla wszystkich born in the 80s & 90’s kody i znaki na poziomie estetycznym w nową, a przecież spójną jakość będącą autentycznym (a przecież syntetycznym) znakiem naszych czasów.

 

“Problem Areas”

 

Jak można się domyślić, materiałem, z którego Dan rzeźbi w ramach swojego projektu muzycznego Oneohtrix Point Never, są sample. Ale sample dalekie od klasycznych winyli czy koncertów symfonicznych. Jego ulubioną sferą wykopalisk dźwiękowych są tła starych reklam, radiowe dżingle, melodyjki z windy i urodzinowych pocztówek, utwory ze stocków i wszelkiego rodzaju badziewie muzykopodobne. Lopatin  kolekcjonuje produkty uboczne kultury zasuwającej na śmieciowej umowie na usługach turbokapitalizmu, zbiera reminiscencje, cienie, tła i zgrzyty, które nigdy nie miały zostać wychwycone, wyodrębnione, a tym bardziej użyte w innych celach niż konsumpcyjny. Można powiedzieć, że operuje w sferze, którą Lacan nazwałby realnym, Freud – nieświadomym, a Marks – ideologią (ta sama zresztą sfera umożliwia istnienie kolejnej inspiracji działalności artysty, realizmu spekulatywnego – Q.Meillasoux, Kronos1/12, s.24).

 

Lopatin twierdzi, że inspiracje dla swoich tekstów czerpie z prac ulubionych filozofów (Latour, Derrida, Deleuze, Guattari – link electronicbeats), ale kto choć raz posłuchał album “R Plus Seven” wie, że używa ich w sposób specyficzny, przypominający raczej metody poezji proceduralnej i kolektywu poetyckiego OuLiPo niż tradycyjne piosenki.

 

W efekcie powstaje coś w rodzaju muzycznej wersji “Stu tysięcy miliardów wierszy” Queneau, gdzie pocięte na kawałeczki zdania tracą swój  pierwotny sens, ale w zamian zyskują  nieskończoną ilość nowych potencjalności. Jak wygląda przepis OPM na (ro)zmontowanie tej dźwiękowej układanki? Lopatin tłumaczy to w jednym z wywiadów. Teksty znalezione często na chybił trafił w pracach postmodernistów (wygrzebanych w sieci bądź spiraconych) zostają przepisane na komputerze  i przeczytane przez program komputerowy. Następnie nagrane jako audio, przekonwertowane na midi, puszczone od tyłu i podłożone pod przygotowane wcześniej na starym Korgu ścieżki w programie Ableton Live. Brzmi skomplikowanie, ale w praktyce każdy domorosły producent muzyczny zna dobrze te zabawy. Tylko, jak to zwykle ze sztuką konceptualną bywa, żaden wcześniej na to nie wpadł.

“Still Life (Betamale)”, Jon Rafman + Oneohtrix Point Never, 2013 – NSFW, ale bez przesady

Still Life (Betamale), Jon Rafman + Oneohtrix Point Never, 2013 from jonrafman on Vimeo.

 

Wątpliwe, żeby album “R Plus Seven” kiedykolwiek trafił do mainstreamu, nawet jako ciekawostka. Większości słuchaczy trudno zaakceptować muzykę, w której nie ma zwrotek, refrenu i słów, nie mówiąc już o formach eksperymentalnych. I dużo tracą, bo Oneohtrix Point Never nie jest wcale tak trudny do słuchaniaa z pewnością poszerza granice tego, co możemy pojmować jako muzykę. Utwory, choć rozparcelowane na drobne kawałeczki dźwiękowych wydarzeń, mają dostrzegalny zamysł kompozycyjny, nigdy całkowicie nie osuwają się w chaos i kakofonię. Każdy utwór to oddzielny krajobraz dźwięków, budowany za pomocą zapętleń, kontrasów, zmian tempa oraz dynamiki zmieniającej się dokładnie w taki sposób, jakiego oczekuje się po dziecku z ADD – symptomatyczną chorobą XXI wieku.

Twórczość  Lopatina to też znak narodzin nowego człowieka, żyjącego w erze niepodzielnego panowania kapitalizmu oraz internetu.To muzyczne wyznanie miłości do epoki konwergencji, hołd złozony kulturze reprodukowanej w rzeczywistości meta-medium. W wytworach OPN nie ma ani kropli lęku przed kulturą masową szkoły frankfurckiej, orwerllowskiego strachu przed wielkim bratem i konserwatywnej nieufności wobec zdobyczy technologii. W zamian  jest ekstaza komunikacji i żonglerka symulakrami ze świadomością, że są to jedyne rekwizyty jakie nam pozostały w cyrku hiperzeczywistości. Sieć nie jest dla Lopatina i jemu podobnych wrogiem, zagrożeniem, końcem świata. Jest jego początkiem.

Daniel Lopatin

Transhumaniści (propagatorzy bio- i nanotechnologii w służbie ludzkości) traktują technologię jako logiczną konsekwencję ewolucji, ostateczną emancypację z ograniczeń ciała. W przyszłości może ona umożliwić uwolnienie i unieśmiertelnienie człowieka i finalnie – połączenie się z nowym, przepowiadanym przez realistów spekulatywnych absolutem – bogiem technologicznym, wielką świadomością sieci.

Oczywiście jest to tylko teoria, póki co mało realna i Lopatin nie jest jej żadnym propagatorem a tylko luźnym skojarzeniem, lecz wydaje się, że muzyka OPN stanowi idealny soundtrack do zachodzących przemian cywilizacyjnych. Dan sam o sobie mówi, że jest antropologiem sieci; internet jest zarazem punktem odniesienia, źródłem, celem i kontekstem jego twórczości. Muzyka OPN to zarazem konceptualna uczta dla obsesyjnie dekonstruujących treści kulturożerców (TO ON NAS), jak i ujmującym doświadczeniem dźwiękowym samym w sobie, które bez zbędnego rozkminiania daje niesamowite uczucie, że coś “brzmi jednocześnie jak  wszystko i nic co wcześniej słyszałam” 

Oneohtrix Point Never

Od razu nasuwa się skojarzenie ze zjawiskiem “doliny niesomowitości”, czyli uczuciem niepokoju, jakie powoduje w człowieku widok robota zbyt podobnego do niego samego. Takie własnie uczucie powoduje muzyka OPN – jest bliska, ciepła, emocjonalna i przywołująca odległe echa skojarzeń, a zarazem obca, zimna, sztuczna i nieludzka, bo zrobiona z wysokoprzetworzonej masy muzycznopodobnej. Wyrasta z doświadczeń człowieka będącego świadkiem przemiany cywlizacyjnej z analogowego, sowieckiego świata dzieciństwa, do cyfrowej ekstazy zachodniego turbokapitalizmu. Czy na taki przełom można zareagować prostymi piosenkami z refrenem? Nie sądzę.

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *