Czy Neo byłby wege, gdyby wiedział? Dieta jako pole walki

Kwestia, jaką chcę poruszyć w tym tekście nie dotyczy standardowego pytania: jeść albo nie jeść (zwierząt). Problem tkwi raczej w wyborze wiedzieć czy nie wiedzieć – o tym, co dzieje się ze zwierzętami zanim trafią na talerze. Bo jak się wie, to już trudniej zachować obojętność, trudniej usprawiedliwić przed samym sobą bierność. Wiele osób woli nie wiedzieć. Większość wybrałaby niebieską tabletkę, gdyby bylli na miejscu Neo.

Gdyby stworzyć alternatywną, jedzeniową wersję Matriksa, i nazwać go na przykład Meatrix, to Neo byłby typowym wszystkożercą, Morfeusz – działaczem PETA, Syjon – gospodarstwem ekologicznym, a Mr Smith – prezesem Monsanto*. Punktem zwrotnym akcji byłby natomiast ten moment:

[quote]Masz tu dwie pastylki. Decyzja należy do ciebie. Jeśli weźmiesz niebieską, wszystko pozostanie takie, jakie jest, również twoja wiara w to, w co chcesz wierzyć. Nie będziesz musiał przyjmować do wiadomości, jak twje zachowania konsumpcyjne wpływają na życie innych ludzi i zwierząt, i nikt nie będzie robił ci z tego powodu wyrzutów. Jeśli weźmiesz czerwoną, dowiesz się jak jest naprawdę. Oferuję ci tylko prawdę, nic ponadto. Nie obiecuję, że będzie ci z tym lekko, powiem ci tylko, jak się sprawy mają. A gdy raz podejmiesz decyzję, nie będzie  już odwrotu. (Karen Duve Jeść Przyzwoicie. Autoeksperyment)[/quote]

Jeśli zdecydowanie skłaniasz się ku niebieskiej pastylce, to tracisz tylko czas czytając. Ale jeśli nie wykluczasz czerwonej tabletki, albo ciekawi Cię poznanie prawdy, to zapraszam do Meatrixa.

Pierwsza książka opisuje hodowlę przemysłową, druga pokazuje jak to jest stosować diety bezmięsne na własnej skórze, trzecia jest zwana biblią wegetarianizmu, z przepisami i poradami dietetycznymi.

 

*(albo Smithfield , Tyson Foods czy innej potęgi hodowli przemysłowej)

 

1. Czym jest Meatrix

Zjadanie zwierząt – Jonathan Safran Foer

*

Książka ta powstała w wyniku postawienia sobie przez autora prostego pytania: czym karmić mojego syna, gdy już go odstawią od matczynego mleka? A że ciekawość to pierwszy stopień do czerwonej tabletki, dalej już potoczyło się samo:

Czy to, co je niemowlak ma być zdrowe? Wiadomo. Ekologiczne? A może bio? I jaka jest różnica? A mięso? Czy ma jeść mięso? Czy istnieje mięso bio? I co to znaczy? I czym się różni od zwykłego mięsa? I w ogóle jak powstaje mięso? – odpowiedzi znajdziecie w książce Zjadanie Zwierząt.

W czasie lektury czuć, że książka jest mocno inspirowana bestsellerem Michaela Pollana z 2006 r. pt. Omnivore’s dilemma (Dylemat Wszystkożercy). Przecztałam ją 5 lat temu jednym tchem i zmieniła na zawsze moje postrzeganie jedzenia – szkoda że nie wyszło polskie tłumaczenie.

Foer idąc śladem Pollana również opisuje co się dzieje z jedzeniem zanim trafi na nasze talerze, ale skupia się wyłącznie na mięsie. I robi to bardziej po pisarsku niż po reportersku (Pollan jest zawodowym dziennikarzem, Foer – pisarzem). Na podstawie badań, własnych ‚śledztw’ i wywiadów Foer opisuje metody hodowli przemysłowej kur, świń, krów oraz ryb. Podaje też kontr-przykłady “humanitarnych” rzeźni i gospodarstw.

Będę szczera: nie jest to lektura przyjemna. Wiele razy musiałam przerywać, bo nie mogłam znieść zawartej w niej dawki okropności. Kilka razy płakałam. przez cały czas lektury chodziłam jak struta. Ale czy Neo był radosny, gdy go odłączyli od Matrixa i gdy ujrzał ludzi uprawianych przez roboty? Czy to nie ten szok z zobaczenia prawdy spowodował, że postanowił walczyć z systemem, mimo że walka wydała się z góry skazana na porażkę?

 

[quote]Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem. (Paul McCartney)[/quote]

 

Czy fakt, że prawda jest straszna, oznacza że możemy ją ignorować? Czy to, że książka Foera miejscami przypomina horror znaczy, że należy trzymać się od niej jak najdalej?

Nie przeczytałam całej książki Foera – zbyt dużo okrucieństwa (czasem mam wrażenie, że tak mocno skupia się na kreowaniu dantejskich opisów, jakby czerpał z tego przyjemność), poza tym pod koniec pisarz zaczyna się już powtarzać. Trochę też irytuje mało dziennikarska jednostronność – autor idealizuje bio-farmerów i demonizuje pracowników ferm przemysłowych. A przecież jeszcze niedawno sam wcinał kotlety ze smakiem. Trochę więcej empatii – chciałoby się powiedzieć – nie tyko dla zwierząt, ale też dla ludzi.

Momentami czułam się wręcz szantażowana moralnie do postawienia się po ‚właściwej’ (w mniemaniu autora) stronie. A ja nie lubię, jak ktoś za mnie myśli. Oskarżanie czytelnika, stawianie go w roli winnego całej tej przerażającej masakry i cierpienia miliardów stworzeń nie wpływa wcale na moją chęć zmiany zachowania. Zawsze mogę sobie wytłumaczyć, że to się przecież dzieje w tej ‚zepsutej Ameryce’, a u nas na pewno jest inaczej. Poza tym cóż zmieni jeden plasterek szyneczki? Jedna kiełbaska z grilla?

Jesteśmy mistrzami wymówek, a droga to świadomego jedzenia chyba nie wiedzie przez zastraszenie i szantaż.


2. Czym jest Syjon

Jeść Przyzwoicie. Autoeksperyment – Karen Duve

 

*

Po makabrze ukazanej w książce Foera, gdzie trup się ściele gęsto i dla zwierząt nie ma happy endu, książka Karen Duve jest jak balsam na zbolałe wnętrze. To z jej książki pochodzi cytat o z początku tekstu. Autorka w swojej książce również bada jedzenie, ale od strony praktycznej. Postanawia sprawdzić kilka rodzajów diet i co parę miesięcy rezygnuje z kolejnych rodzajów jedzenia. Na pierwszy ogień idzie mięso (wegetarianie). Potem mleko, jajka i wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego, jak miód, wosk i skórzane produkty (weganie). Na koniec zostawia sobie tylko te warzywa i owoce, które nie zabijają całej rośliny (frutarianie). Pół żartem Duven pisze, że chciała też spróbować odżywiania się światłem (witarianie), ale nie spotkała żadnego żywego reprezentanta tej diety.

Książka Jeść Przyzwoicie utrzymana jest w lekkim, bezpretensjonalnym tonie. Autorka jest szczera do bólu, nie pozuje na zaangażowaną aktywistkę i bojowniczkę o moralność (tę rolę wyznacza swojej przyjaciółce), nie próbuje w nas wzbudzić wyrzutów sumienia. Sama jest wielbicielką rybnych paluszków kapitan Igloo i słodycze, ma nadwagę i nie ukrywa że jest osobą leniwą. Ta perspektywa dobrze robi jej książce. Poczucie humoru, zdrowy dystans – również do siebie – żadnej obsesji wokół zdrowego jedzenia i Foerowskiego nawracania ‚niewiernych’ i ‚grzesznych’ wszystkożerców. Po prostu człowiek ze swymi słabostkami, który stara się być lepszy, ale nie jest w stanie zrezygnować z ukochanego ketchupu curry czy pożegnać się z kolekcją wypchanych zwierząt (tak, autorka ma takie hobby).

Z ciekawością śledzimy wzloty i upadki Duven w potyczkach z produktami bio i meandrami wegańskiego stylu życia, a przy okazji, prawie mimochodem przyswajamy sporą dawkę wiedzy o rodzajach diet i ich konsekwencjach, przemyśle zwierzęcym, prawach zwierząt i sposobach na osłodzenie sobie najbardziej nawet wymagających diet (tak, istnieją weganie z nadwagą). Duven po prostu nie da się nie lubić. I choć może nie traktuje swoich diet zupełnie poważnie, to unika dzięki temu jednostronności i nie męczy czytelnika natrętną ideologią. Jest tak niedoskonała jak my i współczuje zarówno zwierzętom, jak i samej sobie.

Czytając tę książkę nie trzeba się martwić o złe samopoczucie. Pytanie tylko, czy taka lektura da nam coś oprócz ciekawej lektury.

3. Czym jest opór 

 Zostać Wegetarianinem – Vesanto Melina, Brenda Davis

Gdy Wege-Neo odkryje prawdę o Meatriksie i pozna mieszkańców Syjonu,  czas na zapoznanie się ze strategiami oporu. A strategia jest porsta, bo jednyna skuteczna broń, jaką posiada każdy konsument to swój własny portfel. Neo postanawia  kupować tylko produkty zgodne z jego kodeksem etycznym. Może wybrać kilka dróg, np.:

– zostać świadomym wszystkożercą

– zostać wegetarianimem

– zostać weganinem

Jeśłi obierze drogę bezmięsną, to przyda się w książka pt. Zostać Wegetarianinem, która została napisana po to, by wspierać osoby stosujące diety wegetariańskie, przekonując, że jest to dieta pełnowartościowa, optymalna i zdrowa nawet dla dzieci. Książka napisana przez dwie doświadczone dietetyczki stanowi kompendium wiedzy, którą każdy wegetarianin przyswoić powinien dla własnego dobra – lub przynajmniej wiedzieć, gdzie jej szukać.

Bo jeśli ograniczymy naszą dietę wegetariańską do kanapek z serem i frytek z ketchupem, to świata na takim paliwie raczej nie zbawimy. 

P.S. Jak się okazuje, nie tylko ja odkryłam istnienie Meatrixa:

[youtube width=”600″ height=”365″ video_id=”rEkc70ztOrc”]

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *