Drive. Bo liczy się styl.

*raczej nie zawiera spojlerów*

Kierowca. Tajemniczy, bezimienny mężczyzna bez przeszłości i bez właściwości – oto bohater filmu Drive. Jedyne, co Kierowca posiada niezaprzeczalnie, to styl. Dużo stylu. Z takim nasyceniem stylu na cm2 wszystkie inne kwestie przestają mieć znaczenie. Bo w Drive nie chodzi o realność, ani o prawdę przekazu. Rzeczywistość nie ma znaczenia. Liczy się tylko styl.

Gdyby rozłożyć Kierowcę na kawałki, uzyskalibyśmy wcale nie ludzkie szczątki, tylko spis kultowych zjawisk popkultury lat 70. i 80. Steve McQueen, James Dean, Clint Eastwood, Sylvester Stallone – ikony minionego wieku i grani przez nich buntownicy bez powodu, szlachetni kowboje i współcześni rycerze walczący ze złem w obronie swej Pani – przebijają przez przystojne oblicze Ryana Goslinga zagryzającego wykałaczkę. Satynowa kurtka kaskadera, biały t-shirt, dżinsowa kurtka i wąskie spodnie Levi’s, skórzane rękawiczki kierowcy rajdowego – to znane wszystkim elementy mody i każdy z nich można nabyć w sklepie (tu szczegółowy opis stylu Goslinga w Drive). Co ciekawe, mimo że look Drivera jest zlepkiem kultowych marek i legendarnych wizerunków, to efekt jest świeży i oryginalny – tak oryginalny, że aż kopiowany jest przez męskich fashion victims na całym świecie.

Drive set

Cały film Drive jest jak jego główny bohater – zbudowany z klisz, kalk i konwencji. Ulepiony ze scen zapisanych w masowej świadomości, znanych każdemu zjadaczowi popcornu. Łączy je jedno: każda ze scen filmu, każdy element, postać, dialog, ujęcie (i muzyka!) są esencją słowa COOL. Jak wiadomo „co za dużo to niezdrowo”, więc istniało duże aprawdopodobieństwo, że taki eksperyment zakończy się kiczowatym fiaskiem. Ale nic takiego się nie stało. Nicolas Winding Refn, niczym kucharz trzygwiazdkowej restauracji, przyrządza posiłek wyłącznie z najlepszych, wyselekcjonowanych składników. Każdy użyty motyw jest esencjonalny i wyrazisty – w mniej wprawnych rękach mogłoby to się skończyć mdłościami. Ale reżyser łączy składniki z wyczuciem smaku i stylu, dzięki czemu efekt jest przepyszny.

Fantastyczna scena otwierająca film nasuwa mi na myśl gry w stylu GTA i chociaż akcja toczy się w Los Angeles, równie dobrze mogłoby to być Vice City albo San Andreas: bohater jest kierowcą i dostaje zadanie. Nie musi wiedzieć nic ponadto, że ma przewieźć coś z punktu A do punktu B, bez szkody dla przesyłki i pasażerów. Nie znamy jego myśli ani motywacji, postać Kierowcy jest pozbawiona aspektu psychologicznego. Jego twarz nie wyraża emocji, głos jest monotonny, pozy wystudiowane. Jaki widzowie nie utożsamiamy się z bohaterem, nie ma chemii, ani bliskości emocjonalnej. Czujemy dystans do tej postaci. Pozostali bohaterowie przywodzą na myśl klasyczne czarne charaktery z gier komputerowych – ich aparycje jednoznacznie sugerują złowrogie zamiary, czyny są okrutne, a dialogi to czysta konwencja. Pełnią swoje role do momentu zlikwidowania przez głównego bohatera, który realizuje swoja misję z taką zimną krwią, precyzją i konsekwencją, że zdobyć się na nią mógłby jedynie wytrawny gracz sterujący swoją postacią. Sceny filmu to typowe ujęcia typowych miejsc, skupione na formie, trochę komiksowe. Kamera przesuwa się powoli po miejskich kształtach i światłocieniach, stylizacji dopełnia pojawiający się często efekt slow motion. Sceny dialogów kojarzą się z fabularnymi przerywnikami w czasie gry, gdzie sztuczna do bólu wymiana zdań odbywa się tylko po to, by wyjaśnić graczowi akcję oraz by nastąpiły niezbędne elementy fabuły, na które gracz nie ma wpływu. Gracz jest tylko widzem. Czy to jeszcze gra czy już film?


czy człowiek bez właściwości musi zakładać maskę?

Zapewne gdyby akcję GTA przełożyć na rzeczywistość, powstałby film taki jak DriveBędący czystą konwencją. Stylizacją. Nie naśladujący rzeczywistości, tylko kopiujący kulturowe reprezentacje rzeczywistości. Jeśli film jest odbiciem rzeczywistości, to Drive jest odbiciem filmu.

 Bo Drive nie odwołuje się do rzeczywistości, tylko jest stworzony tak, jak gdyby jego twórca spędził całe życie z wyizolowanej kabinie, a kontakt ze światem miał jedynie poprzez jego filmowe reprezentacje. Nasuwa się więc pytanie: Jeżeli gra jest symulakrą, a Drive jest jej wiernym odtworzeniem w rzeczywistości, to czy rzeczywistość jest nam jeszcze potrzebna? Jeżeli można stworzyć symulakrę symulakry, to rzeczywistość staje się zbędna. Zwłaszcza że efekt jest bardzo realistyczny – na co doskonałym dowodem jest ten właśnie film.


czyli słynny mem w wersji Drive http://fuckyeahryangosling.tumblr.com/

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *