Drugie pół 2015

podsumowanie muzyczne drugiego półrocza 2015

2/2 2015

Podsumowanie muzyczne drugiego półrocza

 

Po raz kolejny udało nam się dotrzeć do końca roku. W nagrodę a zarazem na pamiątkę – pęk piosenek, które będą nam się z tym rokiem kojarzyć. A przynajmniej mi.

Mimo że nie doczekaliśmy się najbardziej oczekiwanych albumów Franka Oceana, Rihanny, Kanye Westa i Radiohead, półrocze obfitowało w mocne premiery. Renesans przeżywał zwłaszcza rap, gdzie mixtape’y lały się nieprzerwanym strumieniem. Zaskoczył też Beach House, wydając dwa albumy w ciągu czterech miesięcy. Nie było oczywistych rozczarowań, moge tylko powiedzieć z mojej perspektywy, które premiery zawiodły mnie troszeczkę:

  • Lana Del Rey nagrała album monotonny i daleki od przebojowości, co dowiodło, że jednak nie jestem psychofanką jej coraz bardziej hermetycznego stylu;
  • Tame Impala wydali album przez wielu okrzyknięty najlepszym w ich karierze, lecz nie jestem w gronie zachwyconych i nadal wyznaję „Innerspeaker” i „Lonerism”;
  • nowy album fka Twigs kontynuuje zbieranie pochwał od krytyków, lecz z moim gustem konsekwentnie się rozjeżdża od czasow EP1 z 2012r i chyba już nie zawróci.

Przechodząc do rzeczy: podsumowanie składa się z trzech części: top 10 singli, top 10 albumów półrocza oraz playlista spotify ze wszystkimi co ciekawszymi kawałkami, zebranymi od sierpnia (w ramach dostępności w spotify).

Albumy opiszę szerzej w podsumowaniu rocznym, które pojawi się w pierwszych dniach stycznia i oprócz zestawienia muzycznego roku będzie zawierało też, wzorem nieocenionej Listmanii, inne, nieszablonowe besty z roku 2015. Zapraszam na finał.

 

Single: Top 10 2/2 2015

 

10. Dornik “Mountain”

Instrukcja do napisania recenzji debiutu brytyjskiego muzyka: perkusista Jessie Ware, brzmi jak Michael Jackson, tworzy r’n’b podobnie jak Frank Ocean, Weeknd i Miguel. I to wszystko prawda. Na korzyść Dornika wpływa opieszałość Franka, nie spieszącego się z nowym wydawnictwem. Dlatego jest on trochę substytutem, ale zarazem jest w nim jakaś wyrazistość, która podkręcona mogłaby go wyróżnić, zamiast upodabniać. Mountain wydaje się być krokiem w dobrym kierunku.

 

9. U.S. Girls “Navy & Cream” / „Window Shades”

Dwie piosenki zdecydowanie wyróżniające się na szóstym albumie art-popowego projektu Meg Remy, w którym oddaje głos amerykańskim kobietom,  w każdej piosence opowiadając inną historię. W „Navy & Cream” nawiedzony elektro-pop z wokalem hołdującym Davidowi Bowie brzmi jak spowolniony soundtrack do Rydwanow Ognia puszczony na walkmanie z zużytą baterią. Meg ma głos słodki jak Kate Bush, a gitary skrzeczą idealnie, by zbalansować nadmiar słodyczy który w innym wypadku mógłby zostać posądzony o powinowactwo z twórczością Duffy. „Window Shades” jest jeszcze bardziej nawiedzony dzięki samplowi z lat 70tych, któremu Meg nadaje drugie życie –  trafiające do mnie bardziej niż soulowy oryginał. Stuart Berman pisze o albumie, że „The album sounds like your favourite golden-oldies station beamed through a pirate-radio frequency, seamlessly fusing ’60s-vintage girl-group serenades and smooth ’70s disco into dubby panoramas and horror-movie atmospherics.” I te dwa kawałki najlepiej chyba odzwierciedlają ten zamiar.

 

 

 

 

8. Obey City „Waterbed”

Zgodnie z treścią teledysku, utwór zalewa niczego niespodziewającą się słuchaczkę wodospadem powidoków oraz całkiem konkretnych skojarzeń – każde z nich tak bliskie i uwielbiane że, niczym dobre seo, jeszcze bardziej podbija ranking słowa kluczowego. Podczas pierwszego odsłuchu pomyślałam: szkoda, że Inc. nie poszli w tę stronę. I choć uwielbiam braci Aged, to jednak Hoodie Allen aka Steven Markovitz pchnął najntisową fantazję dalej – zarówno pod względem treści jak i jakości produkcji. Czego tu nie ma! Echa Aaliyah z „Rock the Boat”, R.Kelly z erotycznym bagażem „Bump’n’Grind”… ale przede wszystkim, przede wszystkim tak bardzo TO.

 

7. Shift K3Y „Beep Beep”

Moją uwagę zwrócił w ubiegłym roku singlem „Touch”, będący, idealnym przełożeniem na jezyk współczesny kawałka Ghost Town DJ’s z 1996 roku. Ale dopiero po majowym singlu „Name and Number” ustawiłam sobie na stałe powiadomienia o tym trochę-zbyt-zdolnym-ja- na-22-latka Londyńczyku, żeby nie ominąć żadnej perełki jego produkcji. Nie musiałam długo czekać – już w sierpniu ukazała sie epka „Off the Record”, a na niej – kolejna inkarnacja taneczno-popowej lovesong ery PC Music i J-popu. Podobnie jak w poprzednich numerach – jest syntetycznie jak w reklamie sklepu RTV, ale też emocjonalnie w dziwny sposób, który chyba tylko bohaterki Spring Breakers mogłyby zrozumieć. Miłość czasów web 3.0 wymaga muzyki, która bliższa jest dźwiękom smartfonów niż stadionów. Rozumita?

6. Wolf Alice „Your Love’s Whore”

Niby nic nowego. Ściany gitar, dziewczęcy, 90-sowy wokal i perkusja. Ale ta dynamika. Zawieszania perki budujące napięcie, minimalistyczne zwrotki, ekscytujące rozbiegi gaszone kolejna zwrotką i wreszcie… ekstaza refrenu. Uczta!

5. Royce Wood Junior “Midas Palm”

Minorowe melodie dobrze wpisywały się w krajobraz drugiej połowy 2015. RWJ świetnie zarząca ciarkami na plecach, a to dzięki kilku zabiegom. Po pierwsze – sprytnie nawiguje między akustyczną intymnością zwrotki, a zwielokrotnionym, prawie katedralnym chórem w refrenie. Po drugie – pięknie wykorzystuje melancholijne brzmienie zapożyczone od Thoma Yorke’a i basy chyba najbardziej kojarzące się z Jamesem Blakem. Rozrywa serce za każdym razem.

4. Kelela “Rewind”

W pojedynku gigantek nowofalowego r’n’b w tym roku fka Twigs musi oddać koszulkę liderki. Amerykańska artystka zrobiła zamieszanie już w 2014 roku featem w świetnym kawałku Bok Bok, udowadniając, że pulsujące electro pasuje do r’n’b niezgorzej niż szklane domy tworzone przez Arcę. Oprócz wspaniałego głosu Keleli, przywodzącego na myśl najlepsze momenty współpracy Solange i Blood Orange, robotę robi niby od czapy włożony w refren, ‚”bambusowy” bas, który okazuje się absolutnym brakującym ogniwem. Oto wzorcowe r’n’b A.D. 2015, które ma jednocześnie klasę, świeżość i lekkość bez przeprodukowania.

3. PREP “Sunburnt Through the Glass”

Jeśli Bounty to smak raju, to PREP jest jego dźwiękiem. Poszukując kogoś, kto wypełni pustkę po cudzie eskapizmu jakim był ubiegłoroczny „It’s Album Time” Terje Todda, odnalazłam PREP – brytyjską formację, która idzie jeszcze dalej w dekonstrukcji tzw. muzyki wakacyjnej, dodając do niej niezmiennie fetyszyzowany przeze mnie pierwiastek r’n’b. Tytul singla trafia w sedno – bit leniwie leży na plaży, wokalista upija się daiquiri, a sewencje klawiszowe rażą w oko wprost przez retro Raybany. Powstaje gęsty wyciąg ze szczęścia rocznik 2015 – zaleca się spożywać w dużych dawkach przez zimowe miesiące, w oczekiwaniu na album i na słońce.

 

2. Gesu no Kiwami Otome “Watashi igai jai no”

Pamiętam, jak w okolicach lipca na Porcys pojawił się ten artykuł – i po nim nic już nie było takie samo. Po odsłuchu dwóch najnowszych singli nie miałam wątpliwości, że wysokie 8/8.5 przyznane im przez Piotra Ejsmonta to nie jest ocena na wyrost. Twórczość japońskiego kwartetu jest zaskakującym połączeniem wpływów japońkich i zachodnich – funkowa energia nie przeszkadza wirtuozerskim popisom, które z kolei nie odbierają bezpretensjonalności i popowej łatwości w odbiorze singlom, z których każdy jest murowanym hitem w Japonii. Czekam na album. Czekam na angielską wersję strony i jutuba. Uwielbiam teledysk, który jest śmieszny w ten specyficzny japoński sposób. Jestem uzależniona od twarzy Enenona Kawatami i stylu Hony Ikoki. I oczywiście od tego refrenu: Nie ma innej mnie, nie ma innej mnie niż ja.

1. Thundercat “Hard Times” / “Them Changes”

Dwa kawałki z epki kalifornijskiego multiinstrumentalisty (w tym jeden będący zaledwie minutowym mgnieniem), kumpla Flylo i Kamasi Washingtona, to najlepsze dźwięki, jakie usłyszałam w tym półroczu. „Hard Times” składa się z 73 sekund wzbudzających we mnie najsłodsze znane człowiekowi uczucia melancholii. Czy trzeba dodawać, że opowiada o umieraniu? (a dokładnie o stanie limbo, znanym użytkownikom DMT oraz fanom „Enter the Void”). To, że utwór kończy się w momencie, gdy powinien dopiero się rozwinąć, tylko dopełnia uczucie straty czegoś pięknego. Dla równowagi „Them Changes” to melancholia parkietowa, rozpaczliwie radosne gibanie się, którego amplitudę wyznaczają kumkające basy Brunnera. Doskonale ilustruje to moment opisywany przez Thundercata: chwila, gdy ogarnia Cię przerażenie, bo właśnie się zakochujesz na zabój i wiesz, że to nie skończy się dobrze. Ale nic nie możesz nic z tym zrobić, tylko bujać się tak, jak ci zagrają i obserwować nadchodzącą katastrofę, która przynajmniej odbywa się przy dobrym soundtracku.

 

Albumy: Top 10 2/2 2015

 

 

10. Justin Bieber „Purpose”

9. Rycerzyki „Rycerzyki”

full: https://rycerzyki.bandcamp.com/

8. Tink „Winters Diary 3”

 

 

7. Natasha Kmeto „Inevitable”

6. Young Thug „Slime Season”

 

5. Tamaryn „Cranekiss”

full: https://tamaryn.bandcamp.com/album/cranekiss

 

4. Oneohtrix Point Never „Garden of Delete”

full: https://open.spotify.com/album/4l4tgdU69cbukMzliC4xI6

 

3. Sunny Day in Glasgow „Planning Weed Like it’s Acid / Life is Loss”

full: https://asunnydayinglasgow.bandcamp.com/album/planning-weed-like-it-s-acid-life-is-loss

 

2. Future „DS2” / Future+Drake „What a Time to be Alive”

 

1. Vince Staples „Summertime 06”

Playlista 2/2

 

Podziel się ze znajomymi!

Warning: Missing argument 1 for cwppos_show_review(), called in /home/gaata/www/wp-content/themes/flat/content-single.php on line 29 and defined in /home/gaata/www/wp-content/plugins/wp-product-review/includes/legacy.php on line 18