Dzieje buntu, czyli dlaczego Kurt nigdy nie zazna nirvany.

 

Klikam „like’ przy komentarzu „kiedy kurt był małym gnojkiem myślał że jest alienem’ na jutubie. I piszę dziś ku czci i chwale ludzi w flanelowych koszulach. Byłam 9-letnią gnojówą zarówno wtedy, kiedy Cobain był alienem, jak i wtedy, gdy sobie palnął w głowę i w obu przypadkach nie wiedziałam jeszcze o jego istnieniu. Musiało minąć parę lat by nadeszły nastoletnie niepokoje a wraz z nimi odkrycie, że twórczość Nirvany jest idealnym wyrazem bólu, jaki trzeba znieść, by dorosnąć. Potem wszystko ucichło. O Nirvanie już tylko w czasie przeszłym. A jednak…


W grudniu 2010 czytelnicy branżowego pisma „The Q” uznali album „Nevermind” za drugi najlepszy album 25-lecia.  Wyprzedził ich tylko wizjonerski „OK Computer” Radiohead. Może jednak Nirvana to nie tylko przebrzmiałe echo młodości, może ich twórczość jest ponadczasowym wyrazem stanu ducha i emocji trudnych do wyrażenia, a jeśli już to krzykiem? Ok, Radiohead był pierwszy, ale Yorke żyje, króluje i tworzy, a nagrodzony album był zaledwie pierwszym krokiem na drodze muzycznej, którą idzie z zespołem do dziś. Kroki Nirvany ucichły 3 lata po wydaniu „Nevermind”, który na dodatek nie był żadnym przyłomem, a zespół – ledwie jednym z wielu im podobnych. A jednak echa nie chcą ucichnąć.


Parę tygodni temu echa powróciy też do mnie. Nie wiadomo skąd dziesięć lat po porzuceniu glanów zaczęło mi się po głowie łomotać „Stay Away „. Początkowo nie wykluczałam regresu psychicznego, podświadomej chęci ucieczki w bezpieczny świat dzieciństwa. Freud jeden wie. Ja natomiast już wiem jedno: żadna inna piosenka nie przebija „Stay Away” natężeniem rasowej wścieklicy. Jak można się z tym boskim szałem nie utożsamiać? To samo co 9 lat temu wywracało mi flaki na lewą stronę, robi to nadal, tylko mocniej o całą dawkę sentymentu i dokładniej o całę dekadę powodów do wściekłości. Muza dla dzieciaków? Skądże. Gdy minęło mi dziwne uczucie wstydu, uznałam że to naprawdę świetna sprawa, że nadal jara mnie Nirvana. Paranoiczny, nieobliczalny blondas bezbłędnie wyraża ból całego wszechświata i stan bynajmniej daleki od pływania w spokojnym oceanie nirvany. Podejrzewam, że nie rozstaniemy się za szybko, zwłaszcza że łączy nas historia: ojcowie założyciele z Seattle, czyli Cobain i Novoselic poznali się właśnie w rok moich narodzin..


Po kilku dniach dociekań okazało się, że niewiele osób podziela moją euforię, przeważnie uważają, że Nirvana jest raczej obciachem. Obiegowa opinia mówi, że to bunt w trampkach, bo przecież słuchanie Kurta i spółki to typowy objaw dorastania – trzeba go przechorować jak ospę, bo zarażenie się w dorosłości może mieć groźne skutki. Równie powszechnie przyjęte jest, że ból egzystencjalny i niezgoda na otaczającą nas rzeczywistość łapią nas za nastolatka. Mówią tak ci, którzy utożsamiają bunt z wiekiem nastoletnim, a dorosłość z jego brakiem. Dojrzałość to umiejętność akceptacji, kompromisu, panowania nad emocjami i dostosowywania się. Co prawda są ludzie, którzy „nigdy nie dorosną”, ale należą do szerokiej rzeszy życiowych nieudaczników, którymi nie należy się przejmować bo na zawsze pozostaną nikim. W pewnym momencie trzeba się uczesać, wyjąć kolczyki, wystroić w garnitur/garsonkę i z ustami gotowymi do całowania tyłków wkroczyć do świata dorosłych.


Zastanawia mnie, dlaczego należy wypierać się swego poczucia buntu i wątpliwości. Przecież uczucie, które ogólnie zwie się nastoletnim buntem to początek filozoficznej drogi ku samopoznaniu, zrozumieniu świata, jego sensu i swojej w nim roli. Każdy pamięta to uczucie, kiedy pewnego dnia, otwierając oczy, widzimy coś zupełnie innego niż zwykle, a przekonanie, że świat jest dobry zamienia się w wątpliwość. Trzeba znowu postawić znak zapytania obok każdej wartości, jakiej nas uczyli, nadchodzą trudne wybory i ich nieuchronne konsekwencje, zastanawiamy się kim naprawdę jesteśmy, w co mamy wierzyć i po co. – Nie zgodzę się, że to tylko etap przepoczwarzania się w dorosłego. Powyższe problemy, raz rozpoznane, nigdy nie pozostaną zamknięte i ostatecznienie rozwiązane, bo nie chodzi tu o uzyskanie wyniku, lecz o życie z nimi. Wraz ze swoim nosicielem bunt w tramkach pokonuje kolejne etapy, bo pytania które mu towarzyszą, nigdy nie tracą na aktualności.



Niestety logiczną konsekwencją opinii, że Nirvana to obciach jest przeświadczenie, że bunt to obciach. Więc tym bardziej to obciach, że uważam bunt za kuszący pomysł na dorosłe życie. Niekoniecznie bunt rozumiany jako prowokacyjny ubiór i grupa znajomych spod ciemnej gwiazdy, bardziej jako postawa wobec świata i wartość sama w sobie. Starszym bratem buntu wydaje się być myślenie krytyczne, ale z definicji pozbawione jest elementu czynu. Natomiast bunt młodzieńczy z natury pozbawiony jest elementu doświadczenia i racjonalności. Z sumy tych dwóch składowych uzyskujemy bunt, który kontestuje rzeczywistość i nie zgadza się na nią, ale też reaguje, nie boi się działać, działania swe popierając wiedzą. Niby banał, ale kto rzeczywiście o tym myśli? Ile decyzji podejmujemy automatycznie, realizując społeczne schematy a nie kierując się własnym systemem wartości, którego często nawet nie jesteśmy świadomi? Czy kiedyś usłyszeliście pytanie „czego ty tak naprawdę chcesz w życiu?”, „co jest dla ciebie najważniejsze?” – budzą one niepokój, wahania, bo nasze odpowiedzi na nie nie są stałe, tylko kreowane zależnie od kontekstu – jesteśmy elastyczni. Kurt był nieelastyczny, nie umiał się odnaleźć i wiadomo jak skończył. Buntownik bez powodu…


Świat nie jest przychylny outsiderom, choć często wykorzystuje ich dla swoich celów – tak jak garażowy zespół, który z zapyziałego Seattle nagle zostaje wciągnięty na świecznik showbiznesu. Czy bunt jest nadal buntem, kiedy staje się modą? Czy Cobain chciał być idolem nastolatków, ikoną młodzieczgo buntu, symbolem nieodpowiedzialności, słabości i życiowego nieogaru?


„Muzyka dzieci z rozbitych rodzin”, tak ochrzcili grunge dzienikarze muzyczni w latach 90. Bo naładowana mało sympatycznymi tonami frustracji, rozpaczy, autdestrukcji, zniechęcenia i kontestacji rzeczywistości. A wszystko przez kryzys gospodarczy i brak perspektyw – to one sprawiły, że w Seattle stało się muzyczną enklawą – w garażowych mikroklimatach dzieci z rozbitych rodzin zdołały wyhodować odrębną wrażliwość muzyczną. Naukowcy szybko doszli do wniosku, że dzieci dorastające w czasach kryzysu gospodarczego i na dodatek wychowane w niepełnej rodzinie mają więcej skłonności kontestacyjnych. Cobainbył jednym z nich. Szykanowany w szkole, za to, że nie chciał mieć kolegów, nie potrzebował akceptacji ani dobrych ocen. Miał przerąbane, bo kumplował się z gejem. Jak już dorósł to przyznał, że mu to odpowiadało, bo nie lubił ludzi, a z taką łatką nikt mu nie zwracał głowy. Chciał być gejem, choćby tylko po to, żeby wkurzyć homfobów. I tak zawsze czuł, że jest obcy.


Członkowie zespołu przeczuwali, że Kurt umrze młodo. „Niektórych po prostu nie uratujesz przed nimi samymi”, mówili. W jego piosenkach było dokładnie słychać jaką walkę musi staczać z ciemnymi mocami w sobie. Teraz nie da się go słuchać bez świadomości, jak bardzo prawdziwe były to kawałki. Wielokrotne próby samobójcze, uzależnienie od heroiny, ciężka depresja, mają swój duży wkład w sukces Nirvany. Bunt Cobaina był mroczny, autodestrukcyjny, niszczący i nie dający nadziei; był swoistym dziełem ostatecznym, artystycznym manifestem bezsilności wobec świata i samego siebie.


Bo z buntem trzeba uważać. Zrozumieć jego mechanizm, by dobrze trafiać do celu. Bunt stosować tylko wtedy, gdy się umieć wybierać cele. Żeby tym najłatwiejszym nie okazała się nasza własna głowa.


                                                           I like ur haircolor

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *