Fałszywa emancypacja Miley C.

Wszystko zaczęło się od Miley Cyrus, której występ na MTV VMA’s zapadł mi w pamięci. Lecz nie dlatego, że poczułam się zszokowana twerkingiem, nie dlatego, że uznałam ją za wulgarną lafiryndę – z góry wiadomo, że nagrody MTV to spektakl o charakterze komercyjnym, nacelowany na skandale (jak niegdyś pocałunek Madonny i Britney, czy Kanye ze słynnym „Ima let you finish”)

Najciekawsze, co można było wyciągnąć z MTV VMA’s 2013, to obserwacja zmiany, jaka się dokonała w mentalności współczesnych dziewczyn reprezentowanych przez Miley. Jej bezkompromisowe podejście do seksu, zabawa seksualnością, brak pruderii być może mają związek z postępującym wyzwoleniem kobiet z kwestiach seksualnych oraz z większym dostępem do treści pornograficznych, które przestają być czymś wstydliwym i zarezerwowanym tylko dla mężczyzn. Być może przykład Miley pokazuje, że kobiety zaczynają się inaczej wyrażać dzięki uczestnictwie  w świecie porno również od strony widowni.

 

***

 

 O pornografii, feminizmie i popkulturze

rozmawiam z Jakubem Dymkiem z Krytyki Politycznej,
kulturoznawcą naukowo zajmującym się pornografią,
wykładowcą na seminarium “Pornografia i Nowoczesność”
 realizowanym w ramach Uniwersytetu Krytycznego.

 

 

 

 

Agata Tomaszewska: Miley Cyrus swoim kontrowersyjnym występem oraz ostrym imagem udowadnia ponad wszelką wątpliwość, że wyzwoliła się z roli grzecznej dziewczynki. Czy feministki byłyby z niej dumne?

Jakub Dymek: W przypadku Miley Cyrus byłaby to emancypacja chyba tylko w wąskim kontekście trzeciej fali feminizmu, czyli wolności konsumpcji. Jeżeli chcemy uznać taką emancypację za w jakimś stopniu progresywną, to jak najbardziej. Miley swoim zachowaniem mówi nam: jestem białą uprzywilejowaną nastolatką z Ameryki, mogę robić ze swoim ciałem co chcę i jeżeli mam kaprys sprzedawania swojej seksualności w takim charakterze to jest moja wolność i będę z niej korzystała – To jest jeden z tropów, który można obrać. Tylko miałbym wątpliwości czy tak rozumiana trzeciofalowa emancypacja rzeczywiście jest godna nazwy emancypacji”, czy ona w ogóle jest w jakiś sposób progresywna, ponieważ żeby do takiej formy zinstrumentalizowania własnej seksualności, jaką przedstawia Miley mogło dojść, musi być spełnionych ileś kulturowych i ekonomicznych warunków, które Miely Cyrus spełnia. W jej przypadku “pokazanie tyłka” może być gestem obrazoburczym, wyrazem nonkonformizmu wobec własnej marki jaką jest Disney, co zresztą marka może potem przechwycić i skapitalizować. Ale tylko dlatego, że Miley ma status, o którym wiele nie-zamożnych czy nie-białych dziewczyn może tylko marzyć. Krążymy trochę w takim błędnym kole korzystania z przywilejów, dlatego nazywałbym to emancypacyjnym tylko w takim wąskim sensie, z którego Miley z racji swojej pozycji może korzystać.

 

 

Większość dziewczyn, która słuchają i oglądają Miley nie jest w uprzywilejowanej pozycji – dlaczego one nie mogą się bawić swoją seksualnością tak jak ich idolka?

W tym kontekście interesujące wydają się badania Fareen Parvez, która zauważa prostą zależność – kobiety gorzej sytuowane ekonomicznie i takie, które mają w swoim życiu historię przemocy seksualnej w ogóle nie widzą w porno tego emancypacyjnego potencjału. I dużo częściej łączą takie obrazy z przemocą, która je wcześniej spotkała.

Ale to prawdopodobnie nie jest przypadek Miley Cyrus – ona może się rozbierać, tańczyć na rurze, grać zakonnicę – to wszystko są kulturowe klisze, w których może przebierać.

Do tego dochodzi jeszcze problem zwany w Ameryce “cultural appropriation” – to określenie na przejmowanie kodów obcych kultur na potrzeby własnej rozrywki – białe kobiety ubierające się w sari, azjatyckie dziewczyny udające białe dziewczyny lub na odwrót, korzystające z afrykańskich kodów kulturowych na potrzeby własnej konsumpcji, w ramach lokalnej popkultury.

Miley korzysta z kodów kulturowych pochodzących z getta – jak np. twerking, ponieważ ma tyle kapitałów – majątkowego, kulturowego, symbolicznego, że może nimi pogrywać.

 

 

Czy w, nazwijmy to „seksualnej otwartości” Miley jest coś emancypacyjnego? Słowem, czy Miley można nazwać feministką?

Musielibyśmy sobie zdefiniować feminizm na potrzeby tego pytania. Dla mnie feminizm jest to walka o świat równoprawnych, świadomych i autonomicznych jednostek, które żyją we wspólnocie wolnej od wyzysku – to jest dla mnie feminizm jako cel, strategia i praktyka.

Z Miley jest tak, że nie mogę jej widzieć jako feministycznej w żadnym sensie z bardzo prostego powodu – otóż cokolwiek by nie zrobiła ze swoim ciałem robi to w ramach MTV Video Music Awards, żeby reprodukować kapitał dla kogoś na czubku piramidy medialno-finansowej. I ten ktoś – kimkolwiek by nie był – konserwatystą, protestantką, żydem, kobietą – zaciera ręce i się cieszy, że Miley zrobiła to, co zrobiła. Jej działanie w tej całej narracji ekonomiczno-społecznej sprowadza się do reprodukcji pewnych klisz, których celem jest pomnożenie czyjegoś przychodu.

 

 

Celem całej kultury masowej jest zysk, to wiemy. Nie przeszkadza to jednak kulturoznawcom analizować ją i jej wpływ na społeczeństwo. Ciekawi mnie odbiór prowokacyjnego zachowania Miley przez młode osoby, do których skierowany jest program MTV i które wzorują się na gwiazdach takich jak Miley.

No to spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: kto jest odbiorcą występu Miley?

Głównie amerykańskie nastolatki z dostępem do kablówki, ale oferta MTV jest obecnie tak różnorodna, że trudno powiedzieć, czy ramówka jest celowana tylko do białych, czy do czarnych z bogatych rodzin, czy może biednych latynosów, Rosjan czy Azjatów z klasy średniej. Zważywszy, że Miely w viralowym tempie stała się globalnym memem, jej zasięg jest w zasadzie nieprzewidywalny.

 

A zatem trudno powiedzieć. W tej sytuacji warto przywołać teorię, o którą wzbogaciła feminizm Patricia Hill-Collins, mówiącą o przecinających się osiach opresji. Collins zauważyła, że nie ma czegoś takiego jak jeden podmiot feminizmu i jeden schemat patriarchatu, tylko są pewne osi opresji: to jest kapitał, rodzina, seksualność, rasa. I podmioty feminizmu, wyobrażone jako kobiety, znajdują się w różnych miejscach względem tych osi. I trochę tak jest, że samej Miley Cyrus żaden z tych punktów osi nie dotyka, podobnie jak części z jej odbiorczyń też ta oś nie wikła w bieżące dyskusje w ramach feminizmu. Ale jest też szereg dziewczyn, które te faktyczne problemy dotykają. I dla każdej z nich znaczenie występu Miely jest budowane od zera. Myślę, że czarną dziewczynę z ubogiej dzielnicy, dajmy na to Detroit, będzie raczej kłuło w oczy to, jak emblematy czarnej kultury wykorzystuje Miley dla własnych celów; z drugiej strony, być może, biała dziewczyna z Midwestu, która chciałaby zostać cheerliderką uzna zachowanie Miley za emancypacyjne i uzna że to jest scenariusz dla niej – dziewczyna która była Hanną Montaną, teraz jest seksowaną Miley, która zrobiła karierę dzięki własnemu ciału.

Ale wracając do pierwszego pytania: ta “emancypacja” poprzez nagie ciało, wolność używania popkulturowych artefaktów i bycia sexy wbrew feministkom poprzedniego pokolenia – to też pomysł trzeciej fali.

Czy możesz przybliżyć tę perspektywę?

Trzecia fala musiała się jakoś opowiedzieć wobec wojen seksualnych lat 80. i opracować jakieś stanowisko, które byłoby subsumpcją poprzednich poglądów. I jako że jest to okres utożsamiany z  globalizacją, “płynnym kapitalizmem” i masowym identyfikowaniem się demokracji z wolnością wydawania pieniędzy i kapitałem, to stanowisko części feministek stało się właśnie wypadkową tych różnych punktów i mówi ono mniej więcej tak: jesteś kobietą, jesteś dziewczyną – you’re a girly girl – i nikt nie będzie Ci mówił co masz robić. I jak masz ochotę chodzić na szpilkach i jak masz ochotę przysposabiać te wszystkie atrybuty męskiej opresji – “rób to dziewczyno, nikt ci nie zabroni”. A najlepiej żebyś miała jeszcze przy tym wolność robienia kariery, bo kariera jest najważniejsza. I jest duża grupa osób, która wierzy w to, że dopóki mamy wolność realizowania się w ramach kariery, to nasze ciało jest naszym wyborem i jeżeli użytek ciała na potrzeby reprodukcji kulturowych schematów Miley Cyrus jest jej wyborem, to super. To się mieści też w programie amerykańskiego liberalizmu i pewnej dogmatycznie pojmowanej wolności osobistej: dopóki nikt nie ogranicza twoich praw, to twoim prawem jest robienie co chcesz – jeśli inferioryzujesz status kobiet przez swoje poczynania – “droga wolna dziewczyno, rób co chcesz”.

Chcesz powiedzieć, że Amerykanie bronią Miley Cyrus?

Tak, pisze o tym część amerykańskich blogerek i blogerów, bliskich mainstreamu, tak rozumiejących feminizm, właściwie tylko w perspektywie trzeciej fali.

No to jaka jest twoja opinia, nie trzeciofalowa?

Jeśli patrzę na to politycznie, to zachowanie Miley nie jest po prostu “fajne”, głównie dlatego, że nie uznaje klasowych, rasowych i ekonomicznych różnic między kobietami, stara się je zasypać po prostu kręceniem tyłkiem – to nie ma prawa zadziałać.

Uważam, że przy przekraczaniu różnic narzucanym kobietom przez dysproporcje w porządkach ekonomii, kultury, rasy i klasy, seks i świadomość własnej seksualności jest i powinna być narzędziem. Niemniej Miley instrumentalizuje seks i własne ciało bez najmniejszego rozpoznania, że takie coś jak te różnice istnieją. W tym sensie nie ma prawa nawet stać na półce obok słowa emancypacja.

Ciesze się, że to mówisz, bo cały czas miałam poczucie, że dyskusja o tym, czy Miley jest szmatą czy wyzwoloną kobietą omija sedno sprawy. Wróćmy do tematu feminizmu i porno. W jaki sposób feministki podchodzą do pornografii?

To, co feminizm mówi o porno (a przynajmniej to, co jest utożsamiane z feministycznym stanowiskiem, choć naprawdę jest ich wiele) kształtowało się w Ameryce lat 80., w rzeczywistości konserwatywnej. Była to epoka, w której neoliberalizm triumfalnie wkroczył do myślenia o gospodarce, a konserwatyzm obyczajowy w wydaniu reaganowskim – do debaty publicznej. Zdefiniowała to Susan Faludi w legendarnej książce Backlash. I w tej właśnie atmosferze konserwatywnego backlashu pewne feministki – mam na myśli liderki moralnego uniesienia,  pojedyncze osoby – białe dziewczyny reprezentujące klasę średnią, z dyplomami uniwersyteckimi, głównie ze wschodniego wybrzeża uznały, że właściwie nie musimy szukać strukturalnej opresji kobiet jak marksistowskie feministki dekadę wcześniej. Nie musimy tego robić, ponieważ produkt tej opresji to pornografia – jednocześnie obraz i opresja, signifiant i signifie – naraz. Mamy to przed sobą. Więc zwalczając pornografię damy odpór mężczyznom i patriarchatowi, a jednocześnie unaocznimy wszystkim czym ta opresja naprawdę jest.

Takie podejście było wygodne i skuteczne, ale jednocześnie wymagało sojuszu z konserwatystami, ludźmi walczącymi z aborcją, równą płacą, prawem kobiet, edukacją seksualną. I w momencie, gdy grupa feministek skoncentrowana wokół organizacji Women Against Pornography podała rękę tym ludziom, ustawiło to debatę o pornografii na kolejne 2-3 dekady. I w kwestii porno podzieliła feminizm – ze szkodą, moim zdaniem dla debaty w ramach całego ruchu – na trzy odłamy.

 

Pierwszy już znamy.

Tak, pierwszy to wspomniany ruch anty-pornograficzny reprezentowany przez Andrea Dworkin i Catharine MacKinnon, który na poziomie prawa i konstytucji był w stanie, nie bezskutecznie, walczyć o zakaz pornografii – udało im się na pewien czas, choćby w stanie Indiana.

Drugi odłam to feministki pro-pornograficzne – mniejszościowy nurt, częściowo reprezentowany przez lesbijki, które domagały się uznania porno – w każdej jego formie – za pełnoprawne narzędzie wyrażania różnych dążeń w sferze seksu, a jednocześnie nawet jako gatunek “męski” znakomicie poddający się subwersji. Dla pro-pornograficznego feminizmu porno było czymś co – mimo wszystkich jego wad – da się i powinno być wykorzystywane.

Trzeci nurt stoi w opozycji do obydwu, tzn. jest anty-antypornograficzny. Uważa cenzurę za antydemokratyczną i sprzeczną z amerykańskim porządkiem, a także sprzeczną z doktryną feminizmu i celem jakim, jest jednak szeroko pojęta wolność, a jednocześnie zauważający, że te klisze, które reprodukuje pornograficzny mainstream nie są do pogodzenia z feminizmem i może nie warto tak entuzjastycznie traktować kategorii subwersji jako wytrychu do wszystkiego.

I na te trzy nurty podzieliła się dyskusja. Każdy z nich wyprodukował znaczące książki, każdy z nich miał teoretyczny wkład w debatę i tak naprawdę każdy z nich ma do dzisiaj swoją kontynuację i swoje dziedziczki.

 

 

Choć ciągu ostatnich 10 lat widoczny jest znaczący wzrost treści pornograficznych – zarówno literackich jak i filmowych, produkowanych przez kobiety – co ma związek z ułatwionym dostępem do zarówno produkcji jak i dystrybucji, jaki oferuje technologia, zwłaszcza internet – to wydaje mi się, że większość produkcji ‚kobiecych’ powiela stereotypy na temat kobiet  i mężczyzn.

Kobiety tworzące porno fantazjują o męskiej władzy i przemocy w opozycji do kobiecej uległości i bierności rodem z 50 Twarzy Greya, marzą o zostaniu Sashą Grey, która z hardkorowego porno uczyniła sobie trampolinę do sławy albo podziwiają “zbuntowaną” Miley, która udaje dziwkę dla pieniędzy i jest z tego dumna.

Wydaje mi się, że kobiecy głos w pornografii powinien różnić się od męskiego, nie powielać męskich schematów i nie ustawiać się w centrum męskich fantazji, tylko tworzyć własne, autonomiczne narracje i kody kulturowe. Zgodzisz się ze mną?

 

 

Ja jednak chciałbym najpierw rozbić Twoją perspektywę myślenia o pornografii w kategoriach esencjonalnego myślenia o płci. Bo jak zdefiniujesz kobiecość i męskość? W oparciu o jakie różnice? W oparciu o to bardzo konserwatywne założenie, że kobiety są czułe i troskliwe, a mężczyźni są sadystyczni i pożądliwi?

Nie, w bardzo prosty sposób: w oparciu o to, że firmy pornograficzne są produkowane dla mężczyzn przez mężczyzn i oglądane oczywiście w większości również przez mężczyzn. I jest to świat męskiej fantazji i wyobraźni. I jeżeli kobiety zaczynają interesować się porno i oglądają filmy robione przez mężczyzn dla mężczyzn, to obierają ich optykę, odbierają te filmy jako pewną ‚normę’ i na jej podstawie reprodukują swoje fantazje i swoją seksualność.

 

 

No, ale to dotyczy tylko mainstreamu. Jeśli wyobrazić sobie produkcję pornografii według jakiegoś parytetu, równy udział kobiet i mężczyzn, wszystkich grup i orientacji, to tego problemu by w ogóle nie było, bo wynika on przecież z dysproporcji między, na przykład, mężczyznami reżyserami, a kobietami aktorkami, z którą mamy do czynienia teraz.

Nie chodzi mi o kontrolowanie ilościowe, ale raczej o to, w ogóle możliwe jest kobiece porno nie powielające klisz wyprodukowanych przez mężczyzn? A jeśli tak, to jak wygląda?

To porozmawiajmy o przykładach. Spośród produkcji nazywanych ‘kobiecymi’, ‘dla par’ czy ‘feministycznymi’ jestem osobiście zwolennikiem i konsumentem tych ostatnich. One nie emablują nas takim wygładzonym, softcore’owym obrazem seksu pod pretekstem tego, że “kobiety są jakieś inne” – a kobiety-reżyserki nierzadko same reprodukują tą dziewiętnastowieczną i, w gruncie rzeczy szkodliwą, kliszę, która mówi, że kobiety są co do zasady pasywne, delikatne, a ich seksualność jest “naturalna” i bierna w przeciwieństwie do męskiej…

Przyznam, że przerażają mnie filmy w kategorii ‘sensual porn’ – to jest jeszcze większa katastrofa niż filmy tradycyjnie.


Więc sama widzisz, że mamy tu do czynienia z jakimś problemem, który można opisać w kategoriach fałszywej świadomości, to znaczy reprodukcji przez kobiety klisz wyprodukowanych przez mężczyzn, tylko sto lat wcześniej, które mówią, że kobiety są te ‘sensual’. Więc ja dlatego jestem zwolennikiem tego porno, które samo siebie określa jako feministyczne czy queerowe, bo ono te klisze krytykuje i pewne stereotypy chce rozmontować.

W tym sensie np. Mia Engberg, szwedzka reżyserka i producentka, zrobiła coś, co jest dla mnie emblematycznym dziełem tego nurtu, mianowicie Dirty Diaries – kompilację 12 filmów, która:

  1. Częściowo została sfinansowana przez rząd szwedzki, więc była w pewien sposób wolna od logiki sprzedaży, szukania sponsorów, zaspokajania mainstreamowych gustów
  2. Poparta została manifestem teoretycznym – lepszym bądź gorszym – ale manifestem, w którym Engberg wyłożyła swoje postulaty polityczne idące za pornografią feministyczną,
  3. Zbierała głosy różnych osób – był to projekt oddolny, uwzględniający różne wrażliwości, orientacje i spectra preferencji seksualnych,
  4. Jest, nazwijmy to, post-genderowa, nie uwzględnia tradycyjnych, gotowych schematów konstruujących płeć kulturową.

Taka antologia, jaką jest Dirty Diaries Mii Engberg spełnia ważne ekonomiczne, polityczne i kulturowe postulaty – tak, jak ja je widzę wobec pornografii – i pokazuje, że polityczna i emancypacyjna kobieca perspektywa w porno jest możliwa.

Z jakim odłamem feminizmu się utożsamiasz, bo rozumiem, nie z trzecią falą?

To jest dobre pytanie, bo chyba nie mam na nie gotowej odpowiedzi, ale myślę, że “rewizjonistyczny feminizm drugiej fali” – jeśli coś takiego istnieje – byłby czymś, do czego mi najbliżej. Z bardzo prostego powodu, to na tym etapie myślenia feministycznego najgłośniej wybrzmiał postulat, że kluczowa jest walka o podmiot feminizmu i że nie ma jednej kobiety, uniwersalnej, reprezentatywnej dla “feminizmu jako takiego” – i tym samym powinna to być walka powszechna, uwzględniająca wszystkie rodzaje nierówności. I być może z takim uniwersalistycznym feminizmem też jako mężczyzna, jako osoba o genderze męskim bliżej bym się identyfikował.

Czym jest feminizm dla mężczyzny?

Feminizm to nie jest tylko jednostkowa, partykularna walka kobiet przeciwko mężczyznom w Ameryce lat 70. Dla mnie feminizm to też jest walka młodych mężczyzn przeciwko starym mężczyznom, walka mężczyzn prekariuszy przeciwko mężczyznom szefom korporacji… feminizm to drugie imię równości.

 Czy w kontekście drugiej fali jest coś w Miley pozytywnego?

Jest raczej pozytywną lekcją. Na przykładzie Miley dobrze widać to, czego tak naprawdę biznes i popkultura oczekują od młodych kobiet i mężczyzn: elastyczności rozumianej jako zgoda na wszystko i indywidualizmu, tej fałszywej “emancypacji”, rozumianej jako chęć instrumentalizowania swojego ciała, seksualności, wizerunku i umiejętności dla cudzych celów…

 



 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *