F*CK CHRISTMAS

Tak, wiem że to wulgarny okrzyk, niegodny osoby kulturalnej (ale czyż ta gwiazdka nie dodaje mu świątecznej aury?). A poniżej będzie jeszcze gorzej. Więc wszystkim kulturalnym  odradzam dalszą lekturę i radzę powrócić zerowania sobie kont, hodowania żylaków w kolejkach, pichcenia dziwnych ilości żarcia i obwieszania drzew zabawkami.

I wesołych!

**************************************************************************************************************

To do rzeczy.
Dzisiejszy dzień zdecydowałam się poświęcić na zakupy świąteczne. Niektórzy powiedzą: co tak późno, inni:  wyluzuj, przecież jeszcze 8 dni!  Tak czy siak, jakoś dzisiaj naszła mnie ta metafizyczna potrzeba uczczenia spełnienia mojego obowiązku wobec  Ducha Świąt Bożego Narodzenia.

Najgorsze jest to, że wcale nie czuję potrzeby celebracji narodzin Jezusa, tak jak i nie celebruję narodzin Buddy czy  Mahometa. Ani go dobrze nie znałam, ani też od niego nie dostałam nigdy prezentu, no więc się nie poczuwam. Ale od paru dni rośnie we mnie typowa  grudniowa psychoza, nieodparte przeczucie, że muszę. Że muszę coś dać. Że nie mogę zranić najbliższych, pozbawiając ich radości otrzymania ode mnie prezentu.

Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko dawaniu prezentów, wręcz otwarcie to popieram.  Ale nie lubię być  do niczego zmuszana, nawet przez samą siebie. Pytam więc, dlaczego akurat dzisiaj narodziła się we mnie potrzeba rzucenia się w obłed światełek, plastikowych choinek i popowych kolęd? Wiedziona wewnętrznym głosem, kroczylam mroźnym szlakiem, przez lodową pustynię, przez śniegi i zawieruchę.

Czy tak właśnie czuli się trzej królowie, kierowani przez migoczący  gwiazdy północnej blask? Przecież gdzieś musieli kupić swoje prezenty. Może to o tę tradycję chodzi z prezentami. To były miało jakiś sens. Tylko skąd się wziął ten czerwony grubas? Nie wiem, nie pamiętam go w stajence. Ale dobrze go  kojarzę z reklam coca coli „coooorazbiżejświęta”. Mniejsza z tym, że współczesny obraz Santa Klausa w dużym stopniu rozpowszechniła softdrinkowa korporacja, a nie kościół katolicki. Co w tym złego? Przecież ateiści też mają prawo celebrować święta, zwłaszcza tak radosne jak te grudniowe, prezentowe.

Być może dawanie prezentów jest pewną formą terroru, jak każda tradycja. Ja się poddałam temu terrorowi i udałam się w samo oko cyklonu. Złote Tarasy. Choć już nie złote, tylko świąteczne, radośnie rozśpiewane, błyszczące, migotliwe, pełne bombek , aniołków, wstążek  i paczuszek, zapchane wężykami dobrych ludzi, pragnących zrobić prezenty swej kochanej rodzinie.

Nie twierdzę, że ktoś z naszego świątecznie skołowanego tłumu  w Złotych lubi takie zakupy. Szczerze w to wątpię.  Wymaga to nie lada chartu ducha, bystrego oka i nieludzkiej cierpliwości.  Dlatego szapoba, dzielni galernicy. Ja tym razem nie podołałam. Porażka, wróciłam z niczym. Choć nie, sprezentowałam sobie lekki rozstrój nerwowy i migrenę.

Może własnie dla takich jak ja w Złotych Tarasach działa „Pogotowie Prezentowe” ? Podobno rozpoznacie ich po pielęgniarskich ubrankach. Czy są opłacani przez NFZ? Czy będą mnie chronić przed groźnymi skutkami świątecznych zakupów? Mogą np zbijać świąteczną gorączkę, prowadzić grupy wsparcia dla zakupoholików, a tych, których ogarnie szał zakupów  obwiązać wstążką i zapakować do izolatki. Cieszę się, że Złote Tarasy pomyślały o naszym bezpieczeństwie. Niestety moje oszołomienie i przerażenie nie sprowadziło żadnej siostry, widocznie to tylko typowa reakcja.

Teraz już za późno. Nie wiem co zrobić. Rozglądam się po pokoju. Ani jednej bombki, ani źdźbła choinki! Nie mówiąc już o prezentach. Gdzie jest Mikołaj, gdy go potrzebuję? Mógłby raz za mnie zrobić zakupy, przecież to jego praca. A tak, zajęty swoim napojowym biznesem wszystko zrzucił na nas. Zły Mikołaj. Złe Święta. Merry F*ckin Xmas.

 

I parę pomysłów na prezent:
Rule nr1: don’t forget to F*ck Xmas!


Obowiązkowy Wigilijny stajl: gwiazdkowy sweterek (tylko uwaga na kompromitujące zdjęcia!)


Hit 2009 dla każdej gospodyni – lepienie uszek raczej odpada. Choć patrosznie karpia może się udać.


A w jakiej fryzurze TY przywitasz dzieciątko J? H&M na na wszystko odpowiedź.

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *