Hity i kity Openera

*

Ten tekst zacznę od istotnego faktu: Nienawidzę imprez masowych.
Ale nie dlatego, że gardzę spędami motłochu, tanim piwem i atmosferą wiejskiego festynu, jak kolega Żulczyk.

Jest to bliższe nienawiści do pająków lub węży. Ludzkie masy, podobnie jak myszy, wywoływać mogą lęk i napady paniki. Ale nie ludzi się boję, lecz raczej miejsc, z których nie da się wydostać (winda, metro, supermarkety, NFZ, kościół, banki, urzędy – lista wciaż rośnie). Z tłumu trudno uciec.

To oczywiste, że w zaistniałych okolicznościach psychosomatycznych powinnam unikać takich miejsc. A co jeśli mieszka się w mieście? A co jeśli chce się uczesnitczyć w kulturze, a nie jest się sułtanem ani oligarchą, tylko zwykłym odbiorcą skazanym na kolejki, bilety i – tłumy? Trzeba walczyć.

Dlatego po raz drugi w życiu postanowiłam wybrać się na festiwal muzyczny. Pierwszy był Przystanek Woodstock (zainteresowanych odsyłam do notki z 2011), teraz nadeszła kolej na Openera. Nie zamierzam dokonywac analizy porównawczej tych dwóch imprez , bo są to dwa oddzielne światy. I choć uwarzam, że Woodstock istotnie jest inną planetą i okresowym państwem w państwie to, inaczej niż Chaciński,(niestety za paywallem), nie powiedziałąbym tego samego o Openerze. Sorry, ale nie ma czegoś takiego jak naród Openerowy. Muza jest zbyt różna, by stworzyć jednolity charakter tej imprezy. Jest po prostu dla każdego.

Na pytania „Jak było na Openerze” odpowiadam ‚”Cudooownie!”, robię rozanieloną minę i wywracam oczy na znak uniesienia, jakim było 30 usłyszanych koncertów. Ale jak się pewnie domyślacie, uniesienie to tylko część prawdy. Tak, był jeszcze czas na wkurw i sen.

 

 

Ranking Festiwalowy

MUZA

Top koncerty, czyli dla kogo warto było się wybrać na Openera 2013:

1. Tame Impala (psychodeliczny odlot bez wspomagania gwarantowany)
2. Steve Reich i Jonnny Greenwood (geniusz neokolasyki + wirtuoz gitary= WNM)
3. Mount Kimbie (elektroniczne cuda z Londynu)
4. Disclosure (Niby proste taneczne rytmy. A jak porywają.)
5. Nick Cave (Chrytus chodził po wodzie. Nick Cave chodzi po tłumie)
6. Rykarda Parasol (Wszystkie odcienie kobiecości)
7. Savages (Trzy ostre laski i dzika punkowa moc)
8. Crystal Castles (Alice Glass jest tak szalona jak mówią i w ogóle trans na całego)
9. Queens of the Stone Age (ponoć to ich najlepsza trasa – to było słychać)
10. David Podsiadło (zaskakujące, ale pupilek Wojewódzkiego naprawdę jest niezły! Zwłaszcza po angielsku)


[youtube width=”600″ height=”365″ video_id=”N48mCT30eH0″]
Tame Impala
[youtube width=”600″ height=”365″ video_id=”FDT314-man0″]
Jonny Greenwood

Rozczarowanie/lepiej na albumie:

– Kendrick Lamar – nie porwał i cały czas kazał nam machać rękami
– Arctic Monkeys – bliskie spotkania z tłumem skutecznie zepsuło koncert, a z daleka to już nie to samo.
– Kaliber 44 – co było to nie wróci, nawet jeśli przez moment wydawało się, że może. Szkoda.
– Kim Nowak – przy całej mojej miłości do braci Waglewsich i Sobolewskiego, jednak open stage im nie służy. Lepiej namiot, albo klub.

GASTRO.

Top jedzenie:
1. Hummus – pierwszy raz i nie ostatni
2. Carmnik – super hamburgery (w tym z falafela) i belgijskie fryty
3. Avokado – bar wegański. Żarcie jak u wege-mamy. Kasza, kotlet sojowy, surówka. Dobro.

Nie jeść: noodle (bez smaku, ochyda), sushi (mimo że nad morzem, to ze sklepowego łososia)
Pytanie: Dlaczego nie było żadnego baru z rybami? Nad morzem…

Top piwo:
Wybór był żaden: tylko Heineken i Desperados. Rzutem na taśmę wygrał Desperados, ale że stanowisk 10 razy mniej, a ludzi 10 razy więcej, to już sama nie wiem co lepsze.

[youtube width=”600″ height=”365″ video_id=”OLzhLE732Vg”]
Opener’TV – dzień 4

FESTYN:

Top atrakcja:
1. Szatnia – niezastąpiona, nowość festiwalowa. Za 2 kupony można trzymać cały dzień i wyciągać ile sie chce. I super mili ludzie w obsłudze
2. Masaż – niesłychanie dobra metoda na festiwalowa chandrę
3. Bus Althamera – marzenie dziecka: wszędzie można bazgrać
4. Dildo Gomulickiego – festiwalowa wersja Rotundy, tylko ludzi za dużo by kogokolwiek odnaleźć
5. Silent Disco – tak popularne, że aż dziwne (wolą muzę na słuchawkach niż koncerty na zywo?
6. Design Pavilion – z dachu widok na cały festiwal i można wejść z piwem
7. Eko torby – w zamian za 100 plastikowych kubków (tylko takie były) dostawało się torbę szytą na żywo z bannerów Openera. I ludzie naprawdę zbierali.

*Nagrodę specjalną otrzymuje koleś, który robił crowd-surfing na wózku. Czad!

 

RIRI…

Na koniec list do piosenkarki, która co prawda nie była częścią Openera, ale dzień po zakończeniu również dostarczyła nam niezapomnianych dościadczeń. na moim profilu fb zyskał od sporą aprobatę, więc wklejam na pamiątkę:

Droga Rihanno,

Chciałam Ci powiedzieć, że naprawdę bardzo mi przykro, że nie podobała Ci się plaża w Sopocie. Wiem, że dla miedzynarodowej gwiazdy może być prawdziwym szokiem, że ludzie ją kojarzą i chcą ją zobaczyć.

Ze smutkiem patrzyłam, jak ciężko Ci było wyjść na scenę przez pierwszą godzinę koncertu – zapewne bałaś się, że będą tam te okropne dzikusy z plaży!
A już najgorsze, że musiałaś grać dla nas koncert akurat dzień po epickim openerowym melanżu, z którego co prawda niewiele pamiętasz, ale nie martw się – mamy video. Przesłać Ci?

Przyznam, że też bym nie chciała dawać występu na kacu, wkurwie i to dla ludzi, którzy gapią się na mnie na plaży jak na zwierzę w jakimś ZOO.

To pewnie dlatego wolałaś zostać w dresie przez cały koncert. Lepiej nie ryzykować. Ale nie martw się, dla nas nie musisz się przebierać. Nie musisz nawet śpiewać! Nam wystarczy patrzyć jak skaczesz do swoich własnych piosenek puszczanych z playbacku, naprawdę!

A, i dobrze, że powtarzałaś w kółko, że nas kochasz. Naprawdę Ci uwierzyłam! To pewnie z tej miłości tak Cię zatkało, że nie mogłaś wydobyć głosu.

Bardzo mi przykro Rihanna, bo pewnie czujesz, że zmarnowałaś dzień. Pocieszę Cię, że nie jesteś jedyna. Jest nas z 50 tysięcy.

P.S. Najgorsze, że na koniec zagroziłaś: „Jeszcze tu wrócę”. Mam nadzieję że na koncert specjalny dla osób, które kupiły bilet i przyjechały do Gdyni tylko po to, by obejrzeć żenujący występ leniwej, zblazowanej gwiazdki która myśli że Instagram może zastąpić śpiewanie i kroczy ścieżką pociągniętą przez Amy W.

*wszystkie zdjęcia oprócz mojego z piwem pochodzą ze strony opener.pl

stąd

Podziel się ze znajomymi!

Warning: Missing argument 1 for cwppos_show_review(), called in /home/gaata/www/wp-content/themes/flat/content-single.php on line 29 and defined in /home/gaata/www/wp-content/plugins/wp-product-review/includes/legacy.php on line 18

Komentarze

  1. Blog Day 2013 napisał(a):

    […] po tegorocznym festiwalu Heineken Open’er – na FB ktoś podlinkował jej list do Rihanny (na samym dole wpisu). Potem opublikowała głośny (znalazł się na […]