Jak chorować kulturalnie

Czas choroby, poza wszystkimi niedogodnościami z nią związanymi, niektórym jawi się jako dar od losu. Bo nie dość, że jesteśmy usprawiedliwieni z nieobecności we wszelkich elementach życia społecznego – praca, imprezy, rodzinne spotkania, zakupy – okazuje się, że mogą dziać sie bez nas – to nasza niemoc zmusza do pozostania we wnętrzu. Przykuwa do łóżka ciało, które przestaje być nami, a staje się polem bitwy jakichś niewidzialnych mocy, które niektórzy zwą wirusami, bakteriami, drobnoustrojami, ale równie dobrze może to być szatan.

To akurat miłe, bo któż nie lubi leżeć w łóżku? Przeczuwając chorobę już sie cieszymy na myśl ile to książek zaległych przeczytamy, ilu znajomym odpiszemy na zaległe listy, ile klasyków filmowych nadrobimy, kto wie, może sami z tego cierpienia zaczniemy tworzyć wersy i rozdziały?

Niestety w rzeczywistości nic takiego nie następuje. Zmieniamy się w płaczliwe dzieci, które nie mają siły podnieść ręki po chusteczkę, a podróż do kuchni zajmuje im pół dnia. Zamiast zabrania się za W poszukiwaniu straconego czasu czy Ulissesa, tracimy cenne godziny, dni, tygodnie na wierceniu się, biciu z poduszką, a nasza działalność twórcza ogranicza sie do produkowania niezliczonej liczby rzeźb ze śluzu i chusteczek. Czas choroby po równo dzielimy na smarkanie i podziwianiem cielesnych wydzielin oraz  przewijanie wszystkich odmóżdżających stron, jakie tylkie tylko znamy w sieci i – co za ulga – po raz pierwszy bez wyrzutów sumienia.

Odmóżdżenie to przykra konsekwencja chorowania. Całe moce przerobowe organizm przerzuca na inne fronty, a nasz łeb zostaje wyłączony i służy już tylko jako dość marne narzędzie monitoringu. Ale za to ciało zmienia się w hiperczuły czujnik o zmysłach tak wyostrzonych, że nie umknie im żaden ból, skurcz, bulgot czy szum organimu. Możemy być pewni, że cokolwiek nam dolega – na pewno to poczujemy.

Ale jest też dobra strona chorowania. Otóż człowiek chory nabiera wrażliwości poety. Każda myśl go wrusza, każdy piesek i dziecko w sieci go wzrusza do łez, każde przeczytane słowo nabiera wymiaru uniwersalnego,  a istnienie staje się tylko pasmem cierpień z krótkimi przerwami na sen.

„Choroba zniechęca nas do długich kampanii, jakich wymaga proza.” – pisze w 1925 roku Virginia Woolf, prawdziwa specjalistka od chorób ciała i duszy. I choć przyznaje, że lektura powieści nie sprawdza się w rekonwalescencji, to jednak nie wszystko stracone:

 

[quote]W chorobie słowa nabierają cech jakby mistycznych. Chwytamy to, co znajduje się pod powierzchnią ich znaczenia, instynktownie gromadzimy to, tamto, i jeszcze coś – dźwięk, kolor, tu akcent, tu pauzę, które poeta, świadom jak bardzo marne sa słowa w porównaniu z ideami, rozsiał po stronicy, by, kiedy się je zbierze, wywołały stan ducha, któego ani słowa nie opiszą, ani rozum ni wyjaśni. Niezrozumiałość ma nad nami w czas choroby ogromną władzę i to zasadniejszą niżby to chcieli przyznać wyprostowani. W zdrowiu znaczenie zagłusza dźwięki. Inteligencja dominuje w nas nad zmysłami. – Virginia Woolf, O chorowaniu, s. 41[/quote]

 

Moje doświadczenia potwierdzają słowa Pani Woolf. Kiedy ambitne plany czytelnicze ustąpiły miejsca postępującemu odmóżdżeniu, tak że nawet 10-stronicowy esej O chorowaniu okazał się nie do pojęcia, odkryłam przypadkiem (wywiad z poet/k/ami ’80), że jak nigdy przyswajam młodą polską poezję – a zwłaszcza genialnie szalonego Konrada Górę (wiersz, teksty, wywiad).

Choroba pozbawia warstwy ochronnej, tracimy powłokę odpowiedzialną za obojętność. I zastaje poezja takiego człowieka czułego, przerważliwonego i niezdolnego do samoobrony przed bodźcami, które ze wszech stron atakują pozostające w stanie alarmowym zmysły. Co zrobić? Lepiej się poddać i coś poczytać. Chocby nowy tom wierszy Świetlickego, Jeden.

Być może niektórych taki stan może natchnąć to pisania (rumuński pisarz Max Blecher nie zacząłby pisać, gdyby nie zachorował na gruźlicę kręgosłupa), mnie natchnął do zakupienia tomu wierszy Poeci na nowy wiek. Najbardziej jednak boję się tego, że jak przyjdzie, to będę już zdrowa.

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *