Kevin sam w domu, albo jak przeżyć Święta.

Tak jakoś wyszło, że poza wigilijną kolacją większość Bożego Narodzenia spędzę raczej sama. Co prawda dzieje się to na moje własne życzenie, ale i tak czuję się z tym dziwnie.  Czuję się jak Kevin. Po pierwsze dlatego, że dużo myślę o ludziach, których przy mnie nie ma. O związku, który się rozpadł i nie umiem się pozbierać, o dziadku, który zmarł dwa lata temu i nie mogę się pozbierać, wreszcie o tacie – tym Wielkim Nieobecnym, który trochę mnie zaprogramował na tą całą samotność.  I choć nikt o mnie nie zapomniał, wyjeżdżając w świątecznym amoku – to jednak poczucie straty jest w tym roku dojmujące. 

Pierwsze święta bez miłości – na myśl o tym braknie mi tchu. Myślę sobie jednak jak wielu z nas spędza ten czas tęskniąc za bliskimi, których już nie ma, albo są zbyt daleko, by dać odrobinę ciepła, rodzinności – bo przecież bez tego Święta to tylko wielka kampania sprzedażowa. Myśl o tym, że dla wielu ludzi Święta są ciężkim momentem w sumie to dodaje mi otuchy. Może trochę każdy z nas jest Kevinem, dzieckiem szukającym ciepła i miłości, mierzącym się ze stratą.

I tu pojawia się drugie podobieństwo do Kevina – te wszystkie mroczne uczucia, które pojawiają się w okresie świątecznym kojarzą mi się z szajką złodziei, którzy wyczuli że Kevin jest SAM W DOMU i chcą wykorzystać okazję.

Smutek. Strach. Złość. Depresja. Osamotnienie. Tęsknota – typy spod ciemnej gwiazdy, które tylko czekają by wtargnąć do wnętrza. Kevin robi co może, by ich odstraszyć. Najpierw chowa się i ucieka, potem jednak odkrywa, że to nic nie da. Oni i tak go znajdą. Więc zaczyna robić to, co umie najlepiej – bawić się. Wymyśla bronie, zastawia pułapki, ośmiesza złoczyńców, odziera ich z powagi by wreszcie skonfrontować się z nimi, pokazując, że nie mają mocy, by mu zagrozić.

Jak to w świątecznym bloku telewizyjnym – w filmie Chrisa Columbusa (!) wszystko kończy się dobrze. Rodzina wraca, złodzieje idą za kratki, a najważniejsze, że Kevin poradził sobie SAM. To jest nauka, jaką w dorosłym życiu chcę wynieść z tego filmu: trzeba umieć być samemu – w domu, w życiu i w sercu. I zrozumieć, że to nie jest koniec świata, a jedynie – rzeczywistość. 

Jak to zrobić? Nie wiem na 100%, ale na pewno jest to zajebiście trudne. Na początek polecam odświeżyć Kevina, ponieważ dzieciak ma dobry plan i realizuje go z wysoką skutecznością. Osobiście stosuję jeszcze: inne pozytywne filmy, pisanie dziennika, wesoła muzyka, spacery w parku, miłe książki, rysowanie pastelami. Złodzieje tego nienawidzą;) Wesołych!

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *