Kopciuszek je, modli się i kocha

Na hasło „współczesny Kopciuszek” większości z nas zapewne pojawi się przed oczami panna Carrie Bradshaw z Seksu w Wielkim Mieście, Blaire Waldorf z Plotkary, albo Kate Middleton z Windsorów. Wszystkie wymienione panie dzielnie, choć z różnym skutkiem, realizują masowy kobiecy sen o księciu na białym koniu. Co ciekawe, sen ten pozostaje aktualny od ponad 1200 lat – pierwowzór baśni o Kopciuszku powstał ok. VIII wieku n.e. W jaki sposób świadczy to o naszej płci niech pozostanie pytaniem retorycznym..

Co ma wspólnego wyzwolona Carrie Brandshaw i mała Chinka z dynastii Tang? Obie marzą o mężczyźnie z klasy wyższej (książę), którego oczaruje na balu na który dostanie się po znajomości (wróżka) i który potem ją odnajdzie (mierzenie pantofelka) i wybierze spośród innych (pasuje). I nadal żyłabym w przeświadczeniu, że nigdy się ta bajka nie zmieni, gdyby nie film z gatunku „guilty pleasures” na który trafiłam przypadkowo i już zostałam do końca.

                                      I jak tu się dziwić że kobiety mają obsesję na punkcie butów?

Otóż obejrzałam film, który jest sygnałem, że kobiece marzenia nie są wcale aż tak krzycząca biologią ewolucyjną jak się wszystkim wydawało. Obraz pt. „Jedz Módl się i Kochaj”, będący ekranizacją niezwykle poczytnego poradnika jakżyciowego o tym samym tytule, oprócz bycia banalną, naiwną i nierzeczywistą bajką, jest również banalną, naiwną i nierzeczywistą bajką będacą wariacją na temat baśni o Kopciuszku.

Już mówię, dlaczego wariacją. Kopciuszek jest dojrzałą kobitą. Ma stabilną sytuację finansową, odnosi sukcesy w karierze, jest niezależna od nikogo. A jednak jest samotna i nieszczęśliwa (jak tradycyjny Kopciuszek) – tylko przyczyny są inne. Nie jest nędzarką i sierotą traktowaną jak niewolnica przez złą macochę – grana przez Roberts Elizabeth odczuwa po prostu życiową pustkę. Nawet nie jest singielką – ma partnera, ale pełni on raczej rolę złej macochy – znęca się nad Lizzy psychicznie, utwierdza w poczuciu niższości i przekonaniu, że jest bezwartościowa. Ona jest jego emocjonalną niewolnicą, ale wydaje się pogodzona ze swoim nędznym Kopciuchowatym losem. Jednak w głębi serca nadal o czymś marzy…
I wredy pojawia się Dobra Wróżka. Rolę Fairy Godmother pełni tu szaman, poznany na wakacjach w Bali, który sprezentował Elizabeth kartkę z obrazkiem-modlitwą. Okazała się ona dla Kopciuszka tą odrobiną magii, która pojawiła się we właściwym momencie i dałą jej odpowiedź na to, czego potrzebuje i co chce zrobić. Rozpoczynają się wielkie przygotowania na Bal – na Bali oczywiście 🙂

                                           Pure. Magic.

I tu pojawia się zasadnicza różnica w obu historiach, bo nowoczesna Kopciuszka nie potrzebuje wcale butów, sukni czy karety – ona to wszystko ma, plus świetnie wygląda i jest inteligentna. Ale w dzisiejszych czasach – nie mamy złudzeń – to nie wystarczy na zdobycie księcia z bajki, nawet z jakiejś przeciętnej. To jest standard. Żeby zrobić wrażenie na Balu i zachwycić Księcia, Kopciuszek musi doprowadzić swoje wnętrze do porządku. Bo wie, że nie wystarczy poznać księcia, by rozwiązały się wszystkie problemy – trzeby je rozwiązać, żeby w ogóle go poznać. Elizabeth zaczyna szyć swoją wewnętrzną kreację na bal – we Włoszech uczy się od nowa akceptować swoje ciało, cieszyć się życiem, odczuwać zmysłowe przyjemności. Potem czas na pranie – oczyszcza swoją duszę z kapitalistycznych nieczystości i zachodnich przesądów w jakimś Aśramie w Indiach. Cierpi, zmaga się z demonami, z prawdą o sobie. W końcu odkrywa co jest w życiu ważne, uczy się być a nie mieć, modlić się o szczęście innych zamiast swojego – teraz już nie jest tylko płytką Amerykanką, ma głębię w duszy i mądrość w oczach.

Kopciuszka może wreszcie iść na Bal. Jest gotowa żeby spotkać księcia. Miejscem gdzie spotka miłość jest piękna egzotyczna wyspa – jeden z popularniejszych kierunków dla fanów egzotycznych wakacji. Książę ten raj na ziemi zamieszkuje. Nie musi pracować, żyje z wcześniejszych inwestycji. Też jest człowiekiem po przejściach, ma nawet syna, płacze bo tak go kocha. Oprócz tego jest wrażliwym, ale też dziko przystojnym Brazylijczykiem granym przez Javier Bardema. Czyli książę w wersji AD2010. Powoli, ale nieuchronnie, zakochują się w sobie. Romans kwitnie, ale Kopciuszek wie, że zegar tyka. Wybija godzina zero i Elizabeth ucieka w ostatniej chwili. Godziną zero jest zaproszenie od Felipe, który chce ją zabrać w rejs na dziewiczą wyspę. Ale Kopciuszek już tego nie chce. I uciekaa przed tradycyjną wersją „i żyli długo i szczęśliwie”, gdzie mężczyzna zarządza związkiem i decyduje o wszystkim, łącznie z losem swej wybranki. O nie, tego już nasza bohaterka nie zniesie – chociaż pewnie Carrie Bradshaw nie miałaby nic przeciwko takiemu zaproszeniu od Bigga.

I wreszcie czas na prawdziwy szok: w tej historii nie ma pantofelka.. Kopciuszek nic nie gubi.. a Książe nie rusza do poszukiwań. Nie chce zdobyć swojej wybranki za wszelką cenę, nie porusza nieba i ziemi żeby ją odnaleźć. Nie ma na to siły – już za wiele razy złamał serce, zaufał, wycierpiał się – już nie chce. Nie ma w nim tej zachłannosci, szaleńczej odwagi – jest dojrzałosć, namysł, ale też pogodzenie się z życiem i niechęć do walki. Książę nie szuka, on się poddaje, staje się pasywny i czeka. To Kopciuszek po zastanowieniu (ma przeciez wartości i życie wewnętrzne – oraz przyjaciółki) sam wraca do księcia, proponując mu rejs na wyspę. To ona przychodzi do Księcia i sprawdza czy bucik pasuje. Pasuje! I tak właśnie Kopciuszek dowiedział się, że jest Księciem.

The End.

                       What has been seen, cannot be unseen.

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *