Licencja na zabijanie

 

top5bondsongs

 

Choć seria pisana przez Iana Fleminga w latach 1953-66 nie jest już tak popularną lekturą jak kiedyś, to kinowe adaptacje dzielnie kontynuują tradycję. Początkowe kadry filmu o tajnym agencie zna każde dziecko (już na wejściu agent strzela w ekran, który powoli zalewa się krwią – naszą?), a teledyskowe sekwencje otwierające każdy film z serii otoczone są kultem (niektórzy twierdzą, że są lepsze niż to, co po nich następuje).

Sondtrack i single promujace każdego nowego Bonda to wielkie wydarzenia medialne, budzące emocje niczym mistrzowstwa w piłce nożnej. To również popowe igrzyska wynoszące wokalistów na ołtarze lub grzebiące ich kariery w mrokach zapomnienia. Co też musi przeżywać obecnie nieszczęsny Sam Smith, miażdżony za rzekome zbeszczeszczenie świętości swoim nijakim głosem i płytką interpretacją!

Wybór wykonawcy piosenki o Bondzie to duża odpowiedzialność. Każdy utwór to kolejny punkt w dźwiękowej historii o ekscentrycznym agencie, rozpoczętej w 1962 r. To wtedy Monty Norman skomponował „James Bond Theme” do Bonda nr 1, czyli „Dr. No”. Charekterystyczny motyw, w którym kompozytor połączył mocną sekcję dętą z surf-rockowym riffem momentalnie przeszedł do legendy. Od tamtego czasu tradycją stało się łączenie muzycznych stylów w bondowskich soundtrackach. Strategie są różne – od hołdów (You Only Live Twice), przez dyskusję (License to Kill), aż po wyparcie (Die Another Day). A jak z efektami? Oto ranking Lasu Kultury – Top 5 Piosenek z Jamesa Bonda.

 

5. „You Know My Name” (Casino Royale), 2006
wyk. Chris Cornell, prod. Dave Arnold

Utwór promujący film „Casino Royale” to mocne starcie rocka z klasyką. Chris Cornell dokonał tego, co nie udało się ani The White Stripes, ani Garbage – nagrał rockowy hicior idealnie wpasowujący się w uniwersum przygód Jamesa Bonda. Jest śmierć, seks i luksus w idealnych proporcjach z testosteronowym darciem japy i dzikim waleniem w perkę. Utwór nieodnotowany w USA, w Europie oscylował w granicach pierwszej 10.

 

4. „A View to a Kill”, 1985
wyk. Duran Duran, prod. John Barry

Ze wszystkich prób pożenienia Bonda z elektroniką ta pierwsza, autorstwa Duran Duran jest niedoścignionym wzorem. Klasyczna sekcja instrumentalna pozostaje w zasadzie  niezauważalna, jeśli nie liczyć okolicznościowych trąbek i smyczków pod koniec zwrotek. Jest to utwór wyjatkowy – nie dość, że jako jedyny singiel Bonda dotarł na pierwsze miejsce Billboardu (2 miejsce w UK), to pokazała, że ejtisowe disco może mieć klasę i elegancję godną Agenta 007.


3. „Live and Let Die”, 1973
wyk. Wings, prod. Paul&Linda McCartney

Legendarny bondowski format ze starcia z małżeństwem McCartneyów wyszedł zdecydowane wstrząśnięty. Piosenka wykonana przez Wings jest, jak na najwybitniejszego songwritera epoki przystało, wyrafinowana, a zarazem lekka. Utwór składa się z 3 części: klasycznie beatlesowskiej ballady z chórkami, potężnego, cudnie narastającego bondowskiego refrenu i funkująco-regałowego bridge’a. Mimo karkołomnej kompozycji utwór słucha się idealnie i wspiął się na 9 miejsce w UK, a w USA aż na 2! Jedyne, czego można żałować, to że nie trwa trochę dłużej.

 

2. „Tomorrow Never Dies”, 1997
Wyk. Sheryl Crow, prod. Sheryl Crow, Mitchel Froom

Wywodząca się z kręgów country Sheryl Crow była prawdziwą rockową sensacją lat 90-tych. Kochało ją MTV, kochał cały świat – tym bardziej dziwi fakt, że singiel do osiemnastego filmu o przygodach Bonda spotkał sie z mieszanym opiniami. Doceniło go natomiast jury nagród Grammy, nominując TND do piosenki filmowej roku. Podobnego zdania byli też Polscy słuchacze – singiel Crow uplasował się u nas na 5 miejscu! (UK: 12). Głos wokalistki idealnie pasuje do senno-niepokojącej atmosfery  utworu – jest delikatny w zwrotkach i przejmująco dramatyczny w refrenach. Ten kawałek dostarcza mi tyle emocji, że film już nawet nie jest potrzebny.

 

1. Golden Eye, 1995
wyk. Tina Turner, prod. Bono, The Edge

Nic tak nie kojarzy mi się z agentem 007 jak słynny singiel z „Goldeneye” oraz Pierce Brosnan, którym debiutował w nim w roli szpiega. Byłam jeszcze dzieciakiem, ale pamiętam, że stacje radiowe oszalały na punkcie tego kawałka. Znał i nucił go każdy, choć wyśpiewanie groziło utratą strun głosowych (nisko-wysoko-b.nisko-b.wysoko). No ale jak tu nie śpiewać z „Babcią Tiną”? Singel „Goldeneye” jest w pewnym sensie przełomowy dla serii. To, co Gladys Knight zaczęła w „You Only Live Twice” 6 lat wcześniej, Tina Turner doprowadza do perfekcji, tworząc pierwszy pełnokrwisty rockowy utwór w serii o Bondzie. Powstał klasyk,  do którego następcy muszą się jakoś odnieść – kontynuować, negować lub dyskutować. Singiel szturmem zdobył Europę, docierając do top 5 w większości państw starego kontynentu (w Polsce: 2 miejsce).

 

A Sam Smith? Ani nowoczesny, ani klasyczny, przeciętnie wyśpiewany bezpieczny utwór, który nie budzi emocji ani wnosi nic nowego do serii. A to za mało, by zdobyć licencję na zabijanie. Zresztą, posłuchajcie i porównajcie sami.

Podziel się ze znajomymi!

Warning: Missing argument 1 for cwppos_show_review(), called in /home/gaata/www/wp-content/themes/flat/content-single.php on line 29 and defined in /home/gaata/www/wp-content/plugins/wp-product-review/includes/legacy.php on line 18