Miłość w czasach fejsbuka

Dawno dawno temu, kiedy ludzie jeszcze spotykali się w realu, miłość wyglądała zupełnie inaczej. W podstawówce było łatwo – wystarczyło zakochać się w koleżance z ławki czy w chłopcu o dwie klasy wyżej, a potem wypatrywać swojego obiektu na korytarzach w czasie przerwy. Zapoznania odbywały się na podwórkach, trzepakach i ławkach, a do zbliżeń  (dotknięcie ręki, objęcie w tańcu) – na dyskotekach szkolnych  (legendarne ‘wolne’ z rezerwacją kolejnego tańca) albo na spontanicznych domówkach, kiedy starzy wyjeżdżali na działkę.

Czasy gimnazjum i liceum to już mozolny proces przechodzenia z niewinnego chodzenia za rękę do pierwszych, na ogół dziwnych doświadczeń seksualnych, o których (oraz o uczestnikach) wolimy już nie pamiętać. Jest trochę łatwiej, bo nasi koledzy z klasy trochę podrośli i okazało się, że mają jakąś płeć, a rodzice po latach błagań w końcu ulegli i pozwolili wracać o 23 a nie o 21.

Tak było w szkole. Studia i praca pewnie też mają swoją specyfikę miłosnych podchodów, ale niestety nie było mi dane sprawdzić, ponieważ Marek akurat wtedy musiał wymyślić fejsbuka. No i się zaczęło: powolna migracja znajomych i znajomych znajomych z niezręcznych spotkań na mieście na bezpieczny ekran monitora sprawiła, że życie towarzyskie coraz intensywniej jęło  rozkwitać na ekranie  i pod placami. Co prawda już 40 lat temu Mick Jagger śpiewał, że ma pewną dziewczynę “under my thumb”  – ale nie mógł przewidzieć jak dosłownie spełnią się jego słowa.

No i stało się. Wraz z życiem towarzyskim również miłość wyemigrowała na fejsbuka – ku uciesze zastępów kryptostalkerów, chorobliwych nieśmiałków i zbieraczy lotnych znajomości. I ku zgryzocie miłosników analogowych relacji, dla których fejs był tylko rozszerzeniem znajomości, a nie ich początkiem, środkiem i końcem. W parę lat wytworzył się zupełnie nowy rodzaj relacji opartej na fejsbuku – i jak grzyby po deszczu pojawili się fani tej niezobowiązującej, a jakże ekscytującej rozrywki.

Teraz już nikt nie zagada do fajnej dziewczyny na imprezie (cóż za upokarzająca i ryzykowna czynność!). Po co, skoro może ją namierzyć na stronie eventu? Telefon? A po co komu twój numer telefonu skoro może znaleźć cię na fejsie? A jeśli dodasz go do znajomych (a w końcu dodasz), to wie już wszystko co potrzeba do skutecznego przeprowadzenia akcji. I to jest oczywisty powód, dlaczego warto dwa razy się zastanowić zanim odpowie się na zaproszenie do fejsowego flirtu od mniej lub bardziej nieznajomej osoby.

 

Pewnie właśnie myślicie że brzmię jak skrzyżowanie Orlińskiego z Sokołem i lamentuję nad degeneracją więzi i upadkiem miłości w czasach internetu. Potem uznacie, że przecież w realu też nie znamy intencji drugiej strony, a jednak jakoś cudownie tak się dzieje, że ludzie dobierają się w pary i nawet czasem się multiplikują.

Żadna bzdura – odpowiem wam na to. Bardzo cenię mój związek z fejsem, to miły i ciekawy chłopak. Jednak łatwo stracić dla niego głowę i wtedy może zaszkodzić. A co do intencji drugiej strony to sorry, ale w realu trzeba mega psychopaty, żeby dowiedzieć się o drugiej osobie takich szczegółów, jakie są dostępne za jednym kliknięciem w znajomego na fejsie.

Dlatego też z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że osoba zapraszająca cię do fejsoromansu ma już za sobą dogłębny risercz Twojego profilu, zdjęć, znajomych, lajków, zainteresowań i walla aż do prapoczątków. I dopiero wtedy się odzywa. A Ty jej/go nie znasz. Oczywiście nie zawsze tak musi być, ale niestety najczęściej właśnie tak bywa.

Jest we wchodzeniu w fejsowe romanse jakaś rozczulająca naiwność podobna do tej, gdy chłopak zaprasza do domu dziewczynę poznaną na imprezie, żeby pokazać jej kolekcję płyt. A ona idzie, wierzy w jego słowa wiedziona romantycznym instynktem leminga. A potem jest jak zwykle. “Myślałam że jesteś inny”, “Mówiłaś że jestem dla ciebie ważny”, “Miałeś zadzwonić”, “Czemu mnie unikasz?”. Zupełnie jak na fejsie! Dlatego postanowiłam stworzyć listę najbardziej typowych fejsbukowych łowców* – na bazie relacji znajomych, zasłyszanych opowieści oraz własnych doświadczeń. Zresztą założę się, że każdy_a z was taką listę ma. Albo na jakiejś się znajduje 🙂

 

*dla przejrzystości dyskursu wybrałam jedną dżenderową kombinację: on-łowca, ona-łowiona

 

Klasyczny stalker

Nie wiesz kto to, bo imię i nazwisko ma zmyślone. Nie wiesz jak wygląda, bo ma na ogół meme-guya albo innego bohatera gimbazowej wyobraźni na awatarze. Nie wiesz czemu zaczął do ciebie pisać – i to na privie. I co gorsza – nie wiesz czemu masz go w znajomych, skoro wasi ‘shared friends’ ograniczają się do knajp i publicznych profili celebrytów czy innych jogurtów. Co robi stalker? Na pewno nie przejmuje się konwenansami i od razu wali z grubej rury: no co tam jak tam sexy dupeczko, kiedy sie widzimy? Albo zaczyna zasypywać perwersyjnymi komentarzami album, a którego istnieniu juz dawno zapomniałaś.

[ironic mode: OFF]

Stalker może być niebezpieczny, jeśli mu pozwolisz na zbyt wiele. Ale też łatwo go rozpoznać i uniemożliwić atak. Tu krótka instrukcja działania:

1. nie odpisuj NIC

2. upewnij się czy ma w znajomych kogoś, kogo należy ostrzec

3. zablokuj jego profil

4. usuń ze znajomych

5. bądź czujna_y. Sprawdź swój feed ilka dni do tyłu i obserwuj kilka dni do przodu, czy nie pojawią się nowe trolle. Stalker ma na ogół całą masę fejkowych kont i często używa je do zmasowanego najazdu na jedną osobę w jednym momencie. Ostatnio tym właśnie sposobem udało mi się usunąć 4 fejkowe profile jednego stalkera. Win!

6. chcesz unikać stalkerów? Nie przyjmuj nieznajomych. Jaki banał! A jednak. Przeciez wiadomo, że połowa z nas to rasowi kolekcjonerzy friendsów, którzy przyjmują wszystkich jak leci i tylko dla bezpieczeństwa wrzucają część do ‘restricted’. Ja też tak robiłam, hehe.

7. Ustawienia prywatności – NAPRAWDĘ schowaj wszystko co możesz dla nieznajomych, na globala nie wrzucaj prywatnych fotek i statusuów. No chyba że lubisz spędzać czas na komisariacie zeznając w sprawie stalkingu internetowego, bo okazało się, że typ wie gdzie mieszkasz, gdzie pracujesz i gdzie chodzisz na zajęcia i ci grozi (true story, choć nie moja). Dobra, zamykam ten kącik poradniczy.

[ironic mode:ON]

Nieśmiały nerd

Typ nr 2 od dziecka był otoczony elektroniką. Wychowany przez komputer i konsolę. W okresie dojrzewania tak zajęty oglądaniem pornosów i graniem w Warcrafta, że nie zdążył nauczyć się obcowania z ludźmi. Nie umie nawiązywać znajomości w realu, kumpli ma raczej z blipa i z CSa, niż ze szkoły – choć niekiedy te grupy się pokrywają. Sieć to dla niego jedyny sposób komunikacji z innymi ludźmi, dlatego mimo fizycznej niepozorności, jego cyfrowa osobowość to prawdziwy majsterszyk, dzieło sztuki, opus magnum dopracowane do najmniejszego szczegółu. Cóż z tego, skoro nijak ma się do rzeczywistości, bo jest tylko jego fantazją na temat tego, na co lecą dziewczyny, które mu się podobają.  Zasypie cię górą linków, pokaże miejsca w internecie, o jakich nawet nie śniłaś. I nic nie wskazuje na to, że właśnie wchodzisz w związek z połączeniem Sheldona z The Big Bang Theory z typowym Donem Jonem  ->unfirend

 

Aspołeczny mizogin

Najpierw pomyślisz, że to jakiś troll przypałętał ci się na walla. Typ jest nieznośnie irytujący. Jedzie po tobie w komentarzach i prowokuje tylko po to, by cię wkurzyć. A ty się wkurzasz. Ale zarazem ci się to spodoba. Bad boy, myślisz. I właśnie połknęłaś haczyk zarzucony przez najgorszego typa z całego zestawienia: osobę która nienawidzi ludzi, i fejsa używa po to, by sobie ulżyć patrzeniem, jak inni cierpią. A któż nie cierpi bardziej spektakularnie niż zakochana dziewczyna? Jak już poczujesz sympatię do tego wrednego (ale jakże błyskotliwego!) znajomego i przejdziecie z komentarzy na priva, wytoczy swoje najcięższe działa: wykorzysta całe swe moce operacyjne by rozbudzić w tobie to wszystko, czego raczej byś nie chciała czuć, wiedząc co to za typ. Poczujesz że jesteście dla siebie stworzeni i że to jest jedna z najciekawszych osób jakie znasz. Będziesz chodzić cała w skowronkach, że los was na siebie natknął. A kiedy już będziesz pewna, że to właśnie Ten Jedyny… wtedy zacznie się jego ulubiony etap gry – dystansowanie. Będzie grał w swój emocjonalny ping pong, patrząc jak się spalasz, miotasz, udajesz że wszystko jest ok. A ty bedziesz zabiegać, walczyć i upokarzać się coraz bardziej, nie wiedząc czemu piękny sen zamienił się w koszmar. Przykro mi kochana, trafiłaś na diabła -> block user.

Narystyczny kolekcjoner

Playboy znakomicie odnajdujący się w cyfrowym świecie. Aktywnie przeszukuje walle znajomych  swoich znajomych w poszukiwaniu ładnych fotek profilowych dziewcząt, które weźmie na warsztat. Czemu znajome znajomych? Bo wszystkie jego koleżanki juz wiedza co z niego za kwiatek i nie bardzo dają się wkręcić. Ale jemu to nie przeszkadza – there’s so much fish in the sea… Zblazowany i pewny siebie, poznasz go niechybnie po tym, że mówi tylko o sobie. W zasadzie to on jest tematem waszej relacji. Nie jest specjalnie zainteresowany Twoim zdaniem ani Twoimi sprawami – z jednym wyjątkiem – chyba że dotyczą jego. Potrzebuje cię, tak jak gwiazda potrzebuje krzyku fanów, a aktor oklasków i słów zachwytu. Narcyz jest uzależniony od publiczności, od tego usterka w którym odbija się jego próżność. Tyle że żaden show nie trwa wiecznie. W końcu każda fanka zaczyna wychodzić z roli – mówić o sobie, zanudzać go swoimi problemami albo tfu! emocjami. Narcyz-kolekcjoner pojawia się znienacka i znika gdy zaczyna robić się poważnie, by szukać nowych, nieznanych publiczności -> hide

***

Podsumowując:

W nadchodzącym, trudnym okresie okołowalentynkowym życzę Wam i sobie znalezienia jak największej ilości dowodów na to, że jednak się mylę.

xx

 

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *