Nadwaga jako alternatywna forma kariery

jessica simpson

 

Ponoć w czasach kryzysu ekonomicznego modniejsze są pełne figury, ponieważ wychudzone ciała budzą niemiłe skojarzenia z głodem i biedą. Zdaje się, że niektóre celeby mocno sobie to wzięły do serca.

 

Ostatnio plotkarskie portale dostrzegły bystrym wzrokiem teleskopowego obiektywu lekki rozrost w okolicach talii u pierwszej ex-dziewicy popu, panny Britney Spears. W porównaniu z cudownym rozmnożeniem Christiny Aguilery,  jest to ledwie dostrzegalny drobiazg. Krystyna twierdzi, że bardzo dobrze się czuje w swoim nowym, większym ciele.

Christina Aguilera

 

Mniej więcej w tym samym czasie ekspansję wagową rozpoczęła też Jessica Simpson, upierając się że to wina ciąży. Ale chyba zaczęła się do niej przygotowywać z dużym wyprzedzeniem.

 

Jessica Simpson

 

Nie zamierzam krytykować ich wyglądu. Nie uważam wcale że wyglądają gorzej. Tylko tak inaczej… Ciekawy jest fakt, że wraz z ilością centymetrów w pasie, lekko zapomniane celebki zaczęły zyskiwac na popularności – znów portale plotkarskie o nich mowiłą, znów wszystkie spojrzenia skierowane są na nie. Ale czy to są na pewno takie same spojrzenia?

Jest jakaś dziwna satysfakcja w widoku spasionej gwiazdy. Niedosięgły ideał nagle spada na ziemię pod swoim własnym ciężarem. Wstydzi się swojego ciała tak jak my, zwykli śmiertelnicy. Rozpaczliwie próbuje chować nadprogramowe fałdy i muffin-topy przed wścibskim spojrzeniem całego świata, co przyjmujemy z niezdrową satysfkacją, że wreszcie mają gorzej, bo naszych wałeczkow cały świat nie widzi, a poza tym i tak ma je gdzieś.

 

patricia kazadi

 

Podobna przemiana, ale w drugą stronę, nie budzi już takich emocji – juz prędzej ulgę, że ‚wreszcie wygląda jak na gwiazdę przystało’ (najmłodsza ambasadorka wychudzania dla sławy – Patricia Kazadi – moja mama jest zachwycona).

Jednak kiedy gwiazda tyje, reakcje są zupełnie inne. Pogarda, śmiech, obrzydzenie, litość, ponura satysfakcja. Pojawia się pytanie, czy celeba ma w ogóle prawo zmienić figurę na większą? Czy jest może raczej dobrem publicznym, albo marką, należącą do wytwórni i firm z którymi ma umowy? Ponoć modelki w kontraktach mają zapisana (niedo)wagę którą muszą utrzymać pod groźną zerwania współpracy – czy celebki też powinny być wierne swoim kilogramom?

 

Przecież nie jest to takie hop-siup. Przeciętna piosenkarka pop zaczyna karierę jako 11-latka w Klubie Myszki Miki – trudno by utrzymała taką samą figurę gdy zacznie dojrzewać, zmieniać się w kobietę, później nawet w matkę – nie zawsze chudość ma się w genach. Są gwiazdy znane ze swoich skłonności do tycia, np. Kirstie Alley (60), która walczy z tłuszczem przez całą karierę i dopiero zeszłoroczny start w tańcu z gwiazdami odchudził ją skutecznie.

 

kirstie allen

Nie wiadomo czemu przyzwyczajamy się do pierwotnej wersji gwiazdy, uznając ją za coś swiętego, ikonicznego, a wszelkie wahania wagi / nastroju / ilości włosów, przyjmujemy z niedowierzaniem i zaskoczeniem, jak jakiś niezwykle podniecający news, który trzeba koniecznie zobaczyć! I obgdać.

Na szczęście biedny tyjący celebrytan nie musi się już chować w czterech ścianach i szerokich dresach. Pomysłowi Amerykanie są w stanie wszystko przekuć na dolce, nawet tłuszcz (tym razem nie chodzi o technologię Tylera Durdena). Stworzyli istne perpetuum mobile, dzięki któremu gwiazdy nie tylko nie muszą się martwić o nadwagę, lecz wręcz z niej cieszyć. Otóż Weight Watchers – firma specjalizująca się w odchudzaniu – postanowiła zapłacić Jessice Simpson 3 mln dolców za odchudzenie jej i doprowadzenie do dawnej figury. Tak, dobrze zrozumieliście – oni JEJ zapłacą za to że zechce się odchudzać.

 

Genialność tego rozwiązania jest porażająca. Już nie trzeba bać się bezrobocia (showbusiness is a bitch, a skinny bitch), koniec z wydawaniem tysiaków na bolesną liposukcję – firmy same Ci zapłacą żebyś zechciał/a zastosować ich plany treningowe, przyjąć instruktorów, słuchać dietetyków i opowiadać social-gawiedzi o swojej zmiejszającej się tkance tłuszczowej i coraz luźniejszych portkach.

Niczym pisarz, który swoje życie czyni powieścią, tak celeba całe swoje życie może uczynić produktem – jak zachoruje, lekarze jej płacą, byle tylko móc ją uleczyć, kliniki rozwoju będą się bić o szansę na wyciągnięcie gwiazdy z depresji, life-coachowie uchronią ją od wybujałego narcyzmu i napadów histerii, developrzy będa płacić za zamieszkanie w ich domach, a chętni kandydaci na drodze licytacji zadecydują, kto będzie promowany jako jej ukochany. Myślę, że dzieci też powinny płacić celebie za to, że są potomkami. Wszak nie często się to zdarza – być dzieckiem takiej sławnej METKI…

jessica simpson

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *