O Wilq mowa


 


Nie wywołuj wilka z lasu

Z góry zaznaczam że nie jestem fanką komiksów. Mój rozwój w tej dziedzinie zatrzymał się gdzieś w podstawówce na poziomie Asteriksa i Tytusa, Romka i A’Tomka. Nie to, żebym unikała obrazków i dymków. Po prostu nasze drogi się rozeszły. Ale nic nie trwa wiecznie i ostatnio znajomy Yrdle napomknął mi o Wilq. Prawie dostał zapaści na wieść, że nie nie wiem co to. Ugięłam się pod gradem entuzjastycznych zapewnień, że WARTO i uroczyście obiecałam, że nadrobię tę zawstydzającą zaległość kulturową. No i co?

– No i gówno!Odpowiedziałby Wilq. Dlaczego?
– Dlaczego dlasrego, a ch*j ci do tego.

I w ten właśnie sposób Wilq zdobył moje niemoralne popkulturalistyczne serce.



Człowiek człowiekowi wilkiem

Tak, to prawda że język używany przez bohaterów komiksu Wilq Superbohater daleki jest od elegancji. Myślę że niejednego ortodoksa literatury przyprawiłby o apopleksje. Ale mniej więcej tak samo daleki jest też od nudy, sztampy i konwencji. Czy może być obraźliwy dla czytelnika? No pewnie że tak, ale według mnie jest genialny. Oczywiście trzeba mieć odpowiedni dystans i naukowe podejście, aby ten w postjęzykowym śmietniku dojrzeć dyskurs wyrafinowanej wulgarności, kreatywne chamstwo i bluzgawą poezję. Oraz bogate źródło kultowych tekstów, odzywek i rymowanek, w większości oczywiście niecenzuralnych. No ale jak można nie dostać opadu szczęki lub nie zaliczyć spadu z krzesła, gdy czyta się takie kwiaty naszej mowy ojczystej. Choć bez obrazków to nie to samo.


Bon moty:

Entombet – Dziwnym nie jest

Entombet – Ch*ja tam…[tu wstaw dowolny wyraz]

Mikołaj – Ba, ba, ba

Alcman – Jak mawiał trener Piechniczek… [tu wstaw dowolny absurd, np.„Jeśli chcesz grać w piłkę, musisz myśleć jak piłka”]

Wilq – Ja ze swojej strony to mogę wam najwyżej z okna fają pomerdać.. i to też leniwie, niechętnie. O tak…

Komisarz Gondor – A może otworzą na rynku starbucks cafe!
Wilq – Srarbaks srase!

Entombet- „Wiesz jak liście potrafią szumieć, man? To są ch*je, ja je znam”.

Wilq – „Jak to mówią w Rzeszowie, FUCK YOU.”

Wilq – Stałem na dachu jednego z opolskich drapaczy dymu..

Alcman – To jest ambicja uganiająca się za sprawą, jak pies za kulawą nogą

Jur – ogólnie wszyscy źli są wpyci

Wilq – Jest takie stare żydowskie przysłowie: młynarz, młynarz, na ch*j ci młynarz.

Alcman – Kto buców nie tłuce – sam jest bucem!

Alcman: Nie możemy podcinać galęzi na której sramy na własne gniazdo

zakładka „sklep wilqa” – a obok avatar wkurzonego Wilqa z tekstem „noo! żebym to ja cię nie sklepał!”


Poetyckie mashupy

Alcman –
Na tapczanie siedzi leń
Nic nie robi cały dzień.
Jeśli chcecie łapę poda.
Nie chce podać?
Ch*j mu w dupę!”


Lub po prostu słowa:

buc – czyli prawdopodobnie każdy wkurzający nas człowiek,
przedrostek sr- jako uniwersalny wyraz pogardy (ajpod-srajpod)
man [czyt. m’een] – czyli zioom
dojcze – onomatopeiczne określenie sępa (dojcze papierosa…)
„szarpanie bohatera” i inne liczne nelogizmy związane z tą bohaterską czynnością
Czuły Matkojebca jako nowa oficjalna nazwa Czułego Barbarzyńcy
itd…..

                       


Z wierzchu owca, wewnątrz wilk

Bohaterowie posługują się prawdziwie ponowoczesną gwarą miejską, lingwistycznym konglomeratem wszelkich odpadów kulturowych, jakie tylko mogły wpaść w ich blokerskie uszy. Porozumiewają się dyskursem skonstruowanym w oparciu o teledyski MTV, gazetki z supermarketów, amerykańskie filmy, gry komputerowe, fora internetowe i filmy porno. Te żałosne gówniarskie odzywki nabierają smaku dopiero skontrastowane z agresywnym, nienawistnym stylem bycia „chłopaków z ulicy”, wymagającym błyskawicznych, chamskich ripost, unikającym jak ognia emocji, słabości i wszelakiego „pedalstwa”, pożądającym przemocy i wyrażającym się w prostym życzeniu „weź spier***aj bo ci za**bię”. Ale tylko prawdziwy geniusz mógł pójść jeszcze o krok dalej i stwierdzić, że ten „twardziel” to tylko maska – a raczej strój i peleryna – pod którą kryje się sfrustrowany życiem chłopak, który po prostu pragnie świętego spokoju i nic go nie obchodzi, byle by mógł spotkać się z kumplami na piwie, ponarzekać na świat, pokłócić się z i potłuc – w ramach braterskiej przyjaźni. Dopiero z tej perspektywy pozorne chamstwo, straszące w dialogach typu „Dlaczego – A ch*j ci do tego” zmienia się w grę z ustalonymi rolami społecznymi, narzucającymi każdemu pewien ograniczony zestaw wyrazów, jakimi powinniśmy operować, by być postrzegani tak a tak. Dyskurs w Wilq stanowi próbę przekroczenia konwencjonalnych, nic nie znaczących rozmów, wyrwania się z więzienia słów. Może robi to w sposób radykalny, ale szok jest zawsze skuteczną metodą zmiany. Każda rozmowa ma w sobie ładunek złości, napięcia, potrzebę transgresji. Ale bohaterowie Wilqa walczą nie tylko na poziomie lingwistycznym.




W społeczeństwie owiec wolimy być wilkami

Wilq jest superbohaterem. Na codzień „broni Opola przed złem i tego typu etyczno-filozoficznymi duperelami”. Dyżuruje na szczycie bloku skanując osiedle w poszukiwaniu złoczyńców (w Opolu roi się od szalonych naukowców i innych szwarc-charakterów) lub niczym Batman czeka na sygnał na niebie od Komisarza Gondora. Logiem Wilqa jest znak żółwia, pewnie na cześć jego ukochanego pupila, Maciusia. Wilq nie ma specjalnych supermocy, ale umie latać. Choć i tak woli jeździć autobusem. Nosi ze sobą strój i pelerynę, ale częściej są one powodem irytacji niż dumy (plamy trudno się spierają, peleryna owija się wokół głowy i łatwo się rwie). Zresztą jego zawód w ogóle strasznie go irytuje. Wcale mu się nie chce pracować dla dobra świata, wkurzają go ludzie i złoczyńcy, policjanci i kierowcy autobusów. W zasadzie wszystko go wkurza. Superbohatertwo Wilqa jest dość pozorne, raz po raz spod pelryny wyłazi skwaszona mina zmęczonego wszystkim i wszystkimi chłopaka. Czy to znaczy że Wilq jest antybohaterem? Nie do końca. Antybohaterskość z definicji zakłada bierność, niechęć do działania, a Wilqowi daleko jest do Melvillowskiego kopisty Bertleby i jego „wolałbym nie”. Może i Wilq wolałby nie musieć nic robić, bo kiedy działa, to niezależnie od sytuacji zawsze znajdzie powód do narzekań – albo roboty za dużo i nie może się wyrobić, albo nic się nie dzieje czyli nikt go nie potrzebuje. Ale jednak podejmuje walkę z wszechobecną apatią i anomią. Czuje, że musi bronić miasta, mimo że to upierdliwe, to kto jak nie on? A ktoś, kto próbuje przekraczać swój neurotyzm, niechęć i generalną nienawiść do świata nie może być tak po prostu antybohaterem. Wilq ma świadomość tego jaki jest i nie próbuje ukrywać swojego średnio sympatycznego usposobienia. Jest sobą. Ale robi też coś extra. Podejmuje działanie, choć wcale nie musi. I co ciekawe, oprócz stroju nic się w nim wówczas nie zmienia. Nie wrzuca uśmiechu colgate i nie żeluje włosów, bo podobać się dziewczynom. Nadal jest bucowatym, opryskliwym zrzędą. Tylko w wersji super. Taki super-antybohater.




Ciągnie wilka do lasu?

Kumple Wilqa idą mu w sukurs w walce ze złem: Alcman, wiecznie uśmiechnięty cwany dryblas z obsesją seksualną, najbardziej wyluzowana postać w komiksie, Entombed, przysadzisty metalowiec-filozof, zapalony działkowiec będący hybrydą Gimmlego z Cichym Bobem oraz Mikołaj, ciapowaty ‘wannabe’, postać wybitnie irytująca. Panowie wspólnie stawiają czoła złoczyńcom, niczym w osiedlowa wersja drużyny pierścienia (zresztą ten wątek pojawia się w tomie 12.).
Co do postaci kobiecych to podobnie jak u Tolkiena, stanowią one jedynie tło, dekorację do toczącej się akcji. Są to albo bezkształtne amebowate sprzątaczki i sklepowe, albo sexy lale reprezentowane przez Kachę i Beę, kumpele które zabijają czas paląc fajki zabrane mamie, dyskutujące o psychotestach i odwiedzając z Alcmanem do ciche pokoiki. Jedyna kobieta zdolna minimalnie przekroczyć ten płciowy mur, którym otoczyła się super-drużyna, to Słaby Wielbłąd. Hm… jakby to powiedzieć.. nie w
iem co to jest słaby wielbłąd. Nie wiem dlaczego przypomina anorektyczną E.T.-żyrafę z kosmosu. Naprawdę nie wiem o co chodziło autorom komiksu i dlaczego nie ma ani jednej „w miarę” normalnej postaci kobiecej. U Tolkiena przynajmniej były kobiece postacie z prawdziwego zdarzenia, może nie główne bohaterki, ale za to gwaizdy drugiego planu: wojownicze królowe, cudne elfice, kobiety z władzą i mocą nad mężczyznami. Nie chcę obierać roszczeniowego tomu, nie chcę pisać, że w Wilqu kobiety są ukazane w sposób przedmiotowy, negatywny, bierny. Jednak fakt jest taki, że w 100 % przypadków kobiety są ukazane jako ofiary. Albo agresji superbohaterów, albo popędu Alcmana, albo nieszczęśliwej miłości do Wilqa, jak w przypadku Słabego Wielbłąda (Wielbłądzicy?). Co prawda w 6 tomie dochodzi nawet do randki, na dodatek udanej, mimo kompletnego kalectwa emocjonalnego Wilqa. Cóż, wiadomo nie od dziś, że superbohater nie może się przywiązywać ani myśleć o tak przyziemnych sprawach jak uczucia. Więc Wilq, mimo że coś poruszyło się w jego sercu, szybko ucieka przed nieznanym i z ulgą powraca w ziomalskie pielesze. Wielbłądzia zagadka prawie się rozwiązuje, gdy dziewczynę porywa ufo, by jej obwieścić, iż jest zaginioną kosmiczną księżniczką i musi się nauczyć używania swoich mocy. Niestety tuż przed przekazaniem instrukcji Wilqu eliminuje „groźniego” aliena i przepada szansa na zmianę losu płci pięknej w tym komiksie. Przynajmniej na razie. ale póki co w tej kwestii stawiam minus.



Wilk syty i owca cała

Bartosz i Tomasz Minkiewiczowie, czyli twórcy Wilqa, są multiutalentowanymi artystami (nie mamy informacji jak rozdzielili między siebie talenty). W 2004 r., podczas Międzynarodowych Dni Komiksu w Łodzi, zdobyli nagrody we wszystkich możliwych kategoriach. To dość zadziwiające, zważywszy na prymitywną kreskę stosowaną w komiksie i kompletny brak kolorów. Jak widać środowisko komiksowe ma rozbudowaną świadomość estetyczną, wykraczającą poza pojęcia ładnie-nieładnie. Kreska w Wilqu jest ostra i brutalna, idealnie pasuje do klimatu opolskiego blokowiska o wdzięcznej nazwie Osiedle ZWM, gdzie toczy się większość akcji. Choć w wydanych między 2003 a 2008 rokiem 14 tomach Wilqa bohaterowie zawędrowali parę razy poza Opole, to raczej unikają opuszczania swojego terenu. Wystarczająco dużo problemów mają u siebie. Mafia gołębi, antyamerykańska manifa, namolni studenci, siostry SS sistars, pies topiciel, porywacz kebabów, handlarze komiksami. Nasza superdrużyna próbuje je w miarę możliwości rozwiązać. Więc życzę im sukcesów. I powodzenia z dziewczynami.


oficjalna strona


Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *