Pasja wg św. Jakuba czyli kto niszczy popkulturę?

 

  • Tekst pogrubiony=cytaty z oryginału.
  • Kontekst może się nieznacznie różnić. Nieznacznie.

Szok. Niedowierzanie. Kryzys w mediach. Kuba Wojewódzki odkrywa wszystkie karty.

W swoim szczerym, wzruszającym wyznaniu intymnym na portalu NaTemat naczelny celebryta nie szczędzi gorzkich słów skierowanych pod adresem polskich celebrytów. Od razu przechodzi do konkretów i skarży się, że w miejsce świętowania nowej premiery filmowej, nowej sztuki teatralnej, wartościowej literatury, czy nowej płyty mamy świętowanie kalejdoskopu tych samych uśmiechniętych statystów których banalne myśli i nie mniej banalne twarze zapychają medialny eter. 

Kubo, nie mów o sobie tak źle. Twoja twarz wcale nie jest banalna, a w okularach wręcz wyglądasz na człowieka z charakterem. Co do banalnych myśli i zapychania eteru no cóż… z czegoś trzeba żyć, my to rozumiemy. Kuba, nie zadręczaj się! Wiemy dobrze, że krajowy szoł biznes ma twarz narcystycznego celebryty, którego jedynym sukcesem jest zajmowanie się sobą, ale nie przejmuj się, kiedyś w końcu twoja twarz zejdzie z plakatu i odzyskasz upragniony spokój.

Twoje wyznanie porusza do głębi – nie odkrywczym myśleniem i demaskowaniem afer na najwyższych szczeblach, ale ostrością widzenia swoich własnych przywar i zdolnością do samokrytyki. Nie dość, że przyznajesz się Kuba do bycia wszystkim, co najgorsze w szoł biznesie, to jeszcze obnażasz się przed czytelnikami jako dumny, odklejony od rzeczywistości ignorant –  szacun! Masz jaja żeby tak otwarcie się kompromitować.

To musi być szok, tak po kilkunastu latach w szołbiznesie nagle otrzeźwieć i uznać, że ludzie MAJĄ PRAWO WIEDZIEĆ. O czym? Choćby o tym, że istnieją niedobre portale i tabloidy, które żerują na PLOTCE I POMÓWIENIU! Tfu, zwyrodnialcy. Druga ważna informacja: szołbiznesem rządzi kilkunastoosobowa grupa trzymająca władzę – to nie żarty, sprawa nabiera rangi państwej, należy czym prędzej powołać komisję Macierewicza!

Kubo, bywasz miejscami niekonsekwentny, np. kiedy łamiesz ręce nad zanikiem recenzji kulturalnych. Czy nie wiesz jak wielki oręż sam trzymasz w ręku! Wszak prowadzisz własny szoł oraz okresowe programy rozrykowe i masz też kolumnę w popularnym tygodniku – zróbmy małą wizualizację. Zamknij na chwilę oczy (ale najpierw plz doczytaj to zdanie do końca) i wyobraź sobie, że w Twoich programach i Twoich kolumnach mówisz o kulturze! O książkach Bertranda Russella, a nie o Bożence z Klanu. O Schönbergu, a nie o Kupisze. Pięknie prawda? Nic tylko przekuć słowa w czyn.

Nawiązań do własnej osoby Kuba nie unika  również, gdy  wspomina o  dyżurnych przodownikach pracy nic nie wnoszącego bełkotu. Cóż za celna autodefinicja! Ale na tym nasz zawodowy juror nie poprzestaje, to nie koniec gololgoty. Biczuje się, przyznając, że to nadmierne upojenie sobą zalewa nas z wszystkich kanałów, od telewizji porannej po pasma wieczorne. To prawda. Kuba rwącym strumieniem leje się z ekranu TV, z gazet, reklam,  billboardów, ulotek i salonów sieci komórkowych. Kiedyś jeszcze można było uchronić się przed królem tefałenu w magicznym świecie internetu, ale teraz to na nic, bo nie dość, że chętnie zafunduje nam swoją prywatność za pośrednictwem Facebooka czy Instagramu, to jeszcze w internecie zaserwuje nam extended version swojego szoł. Ale nie obwiniajmy go za to zbytnio,  teraz cierpi za swe gwiazdorskie grzechy. Teraz już rozumie, że robił źle. Teraz już będzie skromny. Przecież nie napisał tego tekstu dla rozgłosu!

Przenikliwość Kuby momentami osiąga poziom metatekstualny –  zwłaszcza gdy zauważa, że polski paragwiazador nie potrzebuje już brukowca aby się ośmieszyć. Sam staje się brukowym wydawcą. Samego siebie i tym samym dokonuje miażdżącej krytyki tekstu, który właśnie pisze.  Cóż za sprytny zabieg narracyjny, istna notka szkatułkowa!

Winę za cały kulturalny armagedon Kuba zrzuca na nowego (obok Dżendera), wroga narodu polskiego: ‘celebrytę’. Jak poznać tego potwora? Kuba ujawnia, że jest to forma pasożyta, żerującego na zdrowych komórkach popkultury: grupa średnio zdolnych, ale mocno zdeterminowanych na medialną obecność pierwotniaków. Można stąd wywnioskować, że autor w swym akcie deformacji kultury nie jest sam, choć  jednocześnie godzi się, by to na jego barki – jako autora –  spadł ciężar odpowiedzialności.

Zgodnie z teorią thrillera wg Hitchkocka, zaczęliśmy od eksplozji, ale potem robi się jeszcze dramatyczniej – Kuba rozpoczyna wątek autodestrukcyjny! Przed naszymi oczami snuje wizje zamknięcia branży plotkarskiej – tej samej, która go stworzyła celebem i zapewniła byt, wikt i wszelkie wygody. Na koniec Kuba zadaje sobie jeszcze jeden cios, stwierdzając wprost, że jak nic specjalnego nie umiesz, zostajesz celebrytą. Czy to już depresja? Czy tylko  kokieteria? Ponoć poniżej celebryty jest już tylko stylistka. Kubo, nie idź tą drogą!

Kiedyś rubryka towarzyska była dodatkiem do kultury, dziś kultura jest dodatkiem do rubryki towarzyskiej – orzeka Król Pudelka i okolic. Nie dodaje niestety o które „kiedyś” schodzi, a szkoda – możliwe, że gdyby podrążył, to by dotarł aż do antycznych hejterów. Wyznanie wieńczy cytat z  Bertranda Russella:

[quote]Gdy słońce kultury chyli się ku zachodowi, to nawet karły rzucają długie cienie.[/quote]

I tu znów objawia się geniusz naczelnego pajaca RP , a raczej jego troll level: pro. Cytat ten wcale nie należy do Russella, lecz do Karla Krausa (Wenn die Sonne der Kultur tief steht, werfen selbst Zwerge lange Schatten) niemieckiego dramaturga z XIX wieku. Czyżby Kuba chciał nas nabrać? Wpędzić w pułapkę dezinformacji? A może po prostu nie widział?

Niezależnie jaką odpowiedź wybierzemy, cytat pozostaje jak najbardziej celny – bo choć karłem Kuby nazwać nie można, to jego długim cieniem – jak najbardziej.

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *