Paznokieć jako narzędzie emancypacji

 marionetki systemu…

 

A miało byc tak pięknie. Miałam dokończyć czytać Pianistkę i walnąć jakiś short’n’witty pean na cześć Jelinek. Albo zdisować Cezika za nieśmieszną piosenkę, którą od 2 dni podnieca się polski jutub oraz dziennikarze radiowi (uszy mi świadkiem: wczoraj Planeta, dzisia Eska Rock->Poranny WF). No i jeszcze wczoraj byłam na spotkaniu z Michaśką, co też jest warte uwiecznienia.

I sama nie wiem jak to się stało, że moją calkowitą uwagę przykuła czynność daleka od ukulturalniania się, ba, wręcz niegodna. Przyznam się nie bez wstydu: usuwałam lakier z paznokci.

Gdybym miała stałych czytelników, w tym momencie zrobiliby tak – i mieliby świętą rację, ponieważ NIGDY, ale to NIGDY nie piszę o kosmetykach, urodzie i zdrowiu, chyba że za urodę uznamy wkurzoną dupę Dody.

Więc oto jestem teraz tu, pisząc na Kultur Kulcie o paznokciach. Co nawet bardziej oburzające – uznałam, że jest to ważniejsze wydarzenie od przeczytania ksiażki Jelinek, więc sami widzicie, że nie ma żartów.

Otóż zdarzyła się rzecz szokująca, która zmieniła moje postrzeganie tak miłej przeciez czynności jak wybranie się na manicure. Otóż zostałam wykorzystana przez przemysł kosmetyczny, wyzyskana przez lakierniczki paznokci i ich nowoczesne technolofie lakiernictwa. Sterroryzowana – to jest własciwe słowo na ten haniebny czyn.

No bo wyobraźcie sobie – poszłam do ładnego salonu urody i Pani połozyła mi lakier hybrydowy na pazurach. Dlaczego hybrydowy? Bo łaczył właściwosci żelu i lakieru i miał pozostać na pazurach przez 2 tygodnie – co rzeczywiście nastąpiło: 14 dni beztroski, bezpękań i bezdomalunków – pure happiness.

Ale nadszedł ich czas i nadszedł on dziś. Jak gdyby nigdy nic wzięłam zmywacz i waciki, polałam i zaczęłam pocierać różową płytkę. I co? I nic. I NIC! Zero reakcji. Jakbym wodą przecierała. Jakby tak miało zostać forever. Panika. Wieczność z różowym landrynkiem na palcu. Nagle oblewa mnie zimny pot świadomości, że zostałam wrobiona. Że słodka pani malarka płytek paznokciowych nie omieszkała mnie poinformować o niezmywalności tejże substancji. Zapomniała? Szczerze wątpię. Ona wiedziała, że dzięki temu do niej wrócę. To ciekawy sposób zyskiwania ‚lojanych’ klientek. Lecz ja nie zamierzałam się poddać hybrydowemu terrorowi.

ftw.

 

Wpisałam w googla ‚jak usunać lakier hybrydowy’– autopodpowiedź włączyła się sama, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że poszkodowanych przez system jest więcej. Następnie na tych dziwnych i trochę strasznych damskich forach, gdzie głównie piszą trolle SoMe i psychotyczne matki na macierzyńskich, przeczytałam że trzeba moczyć takie uparte paznokcie 10 min w acetonie.. hm. Mój zmywacz nie zawiera acetonu, bo niszczy on płytkę paznokcia, więc tym bardziej nie będę w rozpuszczalniku typu aceton przez 10 min moczyć czegokolwiek. Jako alternatywa zasugerowano spiłowanie hybrydy. Czy wyobrażacie okropniejsze uczucie niż piłowanie płytki paznokcia?? Not going to happen.

Umiesz liczyć licz na siebie, jak mnie nauczył Zip Skład. Osamotniona i wykorzystana, poczułam wewnętrzny sprzeciw. Poczułam, że jako jednostka muszę sie zbuntować się przeciw opresyjnemu systemowi, bo tylko w ten sposób stworzę swą podmiotowość. Nie ważne jaka będzie cena. Nie dam się wkręcić na kosmetyczne sztuczki. Nie ważne że boli. Droga do wolności jest wyboista, ale na końcu czeka słodycz zwycięstwa. Hej!

I wiecie co? Dokonałam radosnego odkrycia: lakier hybrydowy można po prostu zerwać. Pozdro dla kumatych 🙂

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *