Pięć słow o piątym albumie Arctic Monkeys.

Pięć słów o nowym albumie Arctic Monkeys to:

chuć
mrok
bit
styl
tekst *

 

 

 

 

 

 

*jeżeli jednak czujecie, że któreś hasło wymaga wytłumaczenia, zapraszam pod obrazek.

 

Chuć, mrok, bit, styl, tekst. Pięć słów, które w zasadzie podsumowują moje życie. Jak się okazuje, te same pięć słów to również przepis na jeden z najlepszych albumów roku – o czym niezaprzeczalnie świadczy ilość scrobbli rosnącą w zastraszającym tempie, nierejestrowanym  u mnie od czasów „Channel Orange” Franka Oceana, w którym zakochałam się zupełnie obsesyjnie i dałam 1 miejsce w rankingu 2012.  Sytuacja może się w tym roku powtórzyć – zapraszam więc do nawiązania bliższych stosunków z zespołem Arctic Monkeys. 

***

Chuć

Mówi się, że nic tak nie sprzyja twórczości jak złamane serce. Frontman i autor tekstów dowodzi, że nie ma tym stwierdzeniu przesady. Turner cierpi, pożąda, tęskni i tym niespełnieniem płonie każda piosenka na albumie.  „And satisfaction feels like a distant memory” w refrenie R U mine brzmi jak  echo kultowej I can’t Get no satisfaction Micka Jaggera. A słuchając naprawdę da się poczuć, że mamy do czynienia z podobnym poziomem  frustracji. „Dziewczyny i kłopoty – w pewnym sensie od zawsze gadam o tym samym”. – przyznaje Turner w wywiadzie dla BBC, który sam w sobie też trudno nazwać niewinnym.

Arktyczne Małpy zmieniły się w napalone wilki wyjące falsetem z czubków potężnych riffów w środku nocy na Kalifornijskiej pustyni – a obrazu dopełnia fakt, że AM nagrywany był właśnie na rozgrzanym piaskowym zadupiu  Californii – studio mieściło się w pustynnym miasteczku Joshua Tree.

Żeby dowiedzieć się jak dokładnie wyglądają cierpienia młodego Turnera, warto zobaczyć ten teledysk.

 


 

Mrok

Mimo, że Arctic Monkeys przyznają, że tytuł płyty jest po prostu skrótem nazwy ich zespołu, to jednak mi się bardziej podoba druga interpetacja: AM w opozycji do PM to bezsenna noc pełna czarnych myśli i złych decyzji, to echa wspomnień o Niej, które wypędzają cię z domu na ulice, to ból i chuć zagłuszane alkoholem i dragami, to pijackie wizje i kobiety-widma, to tęskne telefony do utraconych kochanek o trzeciej nad ranem.

Mroczne brzmienie AM, pełne ciężkiej jak młot perkusji i gęstych riffów wwiercających się w głowę z gracją piły łańcuchowej nawiązuje do przedostatniej płyty zespołu (Humbug), przełomowej dla stylu kapeli.  To właśnie wtedy objawił się ich mentor – Josh Homme z Queens of the Stone Age i raz na zawsze zmienił brzmienie grupy na cięższe i bardziej mroczne. Cyniczne chłopaczki w koszulkach Fred Perry zmieniły się w gwiazdy mrocznego rocka, a droga na szczyt stanęła przed nimi otworem.

Jednak mrok na AM jest inny niż Humbug – bardziej subtelny, momentami melancholijny. W „Knee Socks” o zawroty głowy przyprawia deliryczny chórek lidera QOTSA,  „I wanna be yours” wrzuca nas w krajobraz smutku  i tęsknoty budowany gitarowymi echami co najmniej tak rozdzierającymi jak powtarzana obsesyjnia mantra „I Just wanna be yours…”. Gdy dźwięki akurat nie rozlewają się w psychodelicznym pulsie „No 1 Party Anthem” to piłują powietrze niepokojącym riffem w „I want it All”, lub wrzynają się w mózg groźnym rykiem dominując całe „R U mine”, aby  ostatecznie znokautować  w refrenie „Arabella” klasycznym amerykańskim riffem, którego nie powstydziłby się Black Sabbath.

 

 

Bit

Podczas niedawnego występu na iTunes Festival Turner zachęcał publikę, by klaskanie wzbogacili o rytmiczne ruchy bioder – i coś rzeczywiście jest na rzeczy. Album AM buja jak żaden poprzedni, co zawdzięczamy wzbogaceniu brzmienia zespołu o rhythm’n’bluesowy groove Rolling Stonesów i G-funkowy klimat lat 90. Trudno Wam w to uwierzyć? Posłuchajcie jak „Why you only call me when your high” wpasowuje się w jeden z flagowych kawałków duetu Dr Dre + Eminem.

Z kolei praca z wersem, rymem  i rytmem słów momentami upodabnia Turnera do Eminema, który w podobny sposób bawi się łamaniem zdań i rymowaniem nie tylko końcówek wersów, ale też wewnątrz – a to już wyższa szkoła songwriterskiej jazdy.

Z kolei w kawałkach  „Why you only call me..” czy „One for the Road” Turner przechodzi ze śpiewu do melodeklamacji i brzmi prawie jak hiphopowiec. Pulsujący bit perkusji w tych dwóch kawałkach rzeczywiście skłania do bujania biodrami i pokazuje, że fascynacje muzyczne zespołu sięgają dalej niż myślimy – i co ważne – są oni w stanie je włączać w swoje brzmienie, nie tracąc niczego z małpiego charakteru.

 

Styl

Wraz z wyjściem z wieku nastoletniego i wkroczeniem w trzecią dekadę,  zmieniło się również odzienie Arktików – i całe szczęście. Ziomalskie dresy, koszulki polo i bluzy z kapturem ustąpiły miejsca garniturom szytym na miarę, retro koszulom i fryzom rockabilly, a transformacja naturalnie zgrała się z przeprowadzką zespołu z garaży Yorkshire na stadiony światowych metropolii. Nagle okazało się, że Arctików można nie tylko słuchać, ale również bezboleśnie oglądać.

Odrębną kwestią jest osoba Alexa Turnera, którego metamorfoza z pryszczatego indie-dzieciaka wyglądającego jak młodszy brat Gallaghera  w stylowego,  zblazowanego amanta z fryzem na elvisa stanowi poważne zagrożenie dla stabilności emocjonalnej nastolatek na całym świecie.

 

Wers

Teksty Alexa Turnera zasługują na osobny podpunkt. Ten songwriter od pierwszergo albumu zaintrygował  fanów i krytyków spostrzegawczością, humorem i dojrzałością swoich tekstów. Cóż, nie można powiedzieć, żeby przez osiem lat istnienia zespołu próżnował. Piosenki na AM są przemyślane, dopracowane i konstruowane z wielką uwagą – nie tylko na rytmikę i rozłożenie rymów, ale też na poetyckość i wizję, w której Turner za niedościgniony wzór uznaje Johna Lennona.

Szczyty songwirterskiej wirtuozerii Alex osiąga w kawałku Arabella i tak, wklejam piosenkę + lyrics, bo choć tekst sam w sobie już jest poetyckim cudeńkiem (spróbujcie znaleźć wszystkie rymy!), to prawdziwy geniusz Turnera objawia się dopiero po włożeniu go w muzykę.

 

  

Arcitc Monkeys – Arabella (1 część i 1 refren)

Arabella’s got some interstellar gator skin boots
And a Helter Skelter ’round her little finger and I ride it endlessly
She’s got a Barbarella silver swimsuit
And when she needs to shelter from reality
She takes a dip in my daydreams

[Bridge]
My days end best when the sunset gets itself behind
That little lady sitting on the passenger side
It’s much less picturesque without her catching the light
The horizon tries but it’s just not as kind on the eyes
As Arabella, oh

 

W ostatnim kawałku na płycie Turner przywołuje wiersz jednego ze swoich ulubionych poetów, Johna Cooper Clarka. „I wanna be yours” chwyta za gardło i ani przez chwilę nie czujemy, że Turner jest cyniczny śpiewając „I wanna be your vacuum cleaner / Breath into your dust.” Nie, brzmi to raczej jak wyznanie zakochanego masochisty.  Choć nie są to  słowa Turnera, to wydaje mi się, że dużo o nim mówią – nie widzimy stadionowego boga i pogromcy niewieścich serc, lecz raczej złamanego człowieka żebrzącego o uczucie.  Niezależnie czy jest to poza, czy szczere wyznanie, album AM bardzo pięknie pokazuje jak to jest być nieszczęśliwym romantykiem, skazanym na życie w świecie bez  miłości. Aż chce się poklepać chłopaka po ramieniu mówiąc: będzie dobrze ziomuś, będzie dobrze.

 

 

Cały album dostępny na Spotify.

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *