Rap czy równość?

 

Ubrany raper, rozebrane ciała dziewczyn. Wokół „atmosfera luksusu”. Ten schemat reprodukuje się od początków istnienia rapu i raczej nie zamierza zniknąć. Pytanie, czy w świecie, gdzie równe traktowanie płci nie jest już ekcentrycznością, a oczywistością, takie reprezentacje kobiet są dopuszczalne? A może feminiści powinni piętnować seksistowski rap? Sprawa nie jest taka prosta.

 

Dziewczyny w branży

 

Był poniedziałek 23go sierpnia, na twitterze Megan Garvey zawrzało. Redaktorka popularnego serwisu muzycznego Pitchfork zaczeła otrzymywać ostrzeżenia o włamaniu do jej komputera, jakiego dokonali użytkownicy rapowego forum KTT. Włamywacze dostali się do jej prywatnych folderow i zagrozili publikacją nagich zdjęć.

O co poszło? Dziennikarka napisała głośny artykuł krytykujący ostatnie poczytania Drake’a. Bo trzeba dodać, że Garvey jest ekspertką od rapu. Mało kto w branży może się równać z nią pod względem zorientowania w hip hopowych niusansach – oraz w bezlitosnych, choć zabójczo trafnych diagnozach. Nigdy nie omija okazji, by piętnować seksizm i podwójne standardy, które w świecie rapu nie są rzadkością, lecz z reguły są pomijane milczeniem. Tym razem sama stała sie obiektem ataków rapowego światka.

Trudno sobie wyobrazić sytuację, by dziennikarzowi muzycznemu, piszącemu krytyczną recenzję, grożono publikacją nagich zdjęć. Atak na Garvey miał więc seksistowski charakter. Grupa “obrońców” Drake’a postanowiła wyrazić swój sprzeciw stosując metodę od wieków znaną i stosowaną – upokorzyć nieposłuszną kobietę. Większość kobiet w branży cichnie w reakcji na groźby, w obawie o siebie i swoją karierę. Ale nie Meaghan. Ona postanawia mówić jeszcze głośniej, dołączając tym samym do Grimes i Bjork – najbardziej znanych wojowniczek o równość w branży muzycznej.

“haha bycie dziewczyną w tej branży jest naprawdę fajne!!! Świetna zabawa!!! Naprawdę warto było!!!” – pisze na Twitterze Garvey, komentując proces odzierania jej z prywatności przez internetowych hejterów. Żarty się kończą, gdy pojawia się niebezpieczeństwo wycieku zdjęć jej rodziny. Garvey wyraźnie daje do zrozumienia, że nie da się zastraszyć. W emocjonalnym twicie pisze, że w tym roku została zaproszona na wywiad i zgwałcona. Tak wygląda jej prawdziwe życie, jako kobiety-dzienikarki w świecie rapu. I mimo, że większości wydaje się, że nie ma nic bardziej odległego niż feminim i rap, to własnie Garvey dowodzi, że to połączenie jest możliwe.

 

hihrmkkppfdbmpt2sbgl

 

Test Równości

 

W 1985 roku amerykańska rysowniczka Alison Bechdel wymyśliła genialnie prosty test na seksizm. Aby sprawdzić, czy dany film lub książka są przyjazne kobietom, wystarczyło opowiedzieć na dwa proste pytania:

  • czy jest w nim scena z samymi kobietami
  • czy rozmawiają o czymś innym niż o mężczyznach

Bechdel Test nadal jest w użytku – i choć powstał trochę dla zabawy, to wciąż zadziwia fakt, jak wiele filmów głównego nurtu oblewa tak banalny egzamin (np. Hobbit, Social Network, Avatar). Spostrzegawczy twórcy równiez nie próżnują: co jakiś czas media obiegają przeróbki uświadamiające, jak wszechobecne są podwójne standardy w pokazywaniu kobiet w sesjach, komiksach czy w grach. Każdy taki projekt zbiera masę pozytywnych komentarzy i obiega internet szybko niczym zwierzęta ratujące zwierzęta i to jest ewidentnie dobry znak. Ale czy wystarczający?

Jest taki gatunek, który zdaje się wciąż stawiać opór równościowym zapędom. Rap ze swoją bezkompromisową wizją świata i dosadnym językiem to idealny cel dla oskarżeń o seksizm, mizoginię i promowanie przemocy. Czy jednak słusznie?

gZrZTyW (1)

 

Grzech Rapu

 

Zacznijmy od faktów. Wikipedia posiada cały temat poświęcony mizoginii w kulturze hip hopu, co może wskazywać, że nie jest to jednak temat wyssany z palca. Poza tym nie trzeba być wytrawnym znawcą, żeby słuchając teksty i oglądając klipy mainstreamowych raperów pomyśleć, że coś jednak poszło nie tak w procesie emancypacji kobiet. Wydaje sie, że test Bechdel dla hip hopu byłby banalnie prosty. Wystarczyłoby odsiać  wszystkie teksty i teledyski, w których pojawia się kobieta nie w kontekście erotycznym, która nie jest Twoją mamą. Ciekawe ile procent by zostało.

Wielbię rap od podstawówki, ku zgryzocie mojej progrockowej rodziny. Jest dla mnie jasne, że seksizm nie ogranicza się jedynie do rapu i że lwia część tej muzyki nie mieści się w seksistowskiej szufladce. Jednak  mimo świetnej roboty, jaką niewątpliwie robią dla gatunku Andre3000, Mos Def czy Pezet, to jednak uwagę przyciągają treści najbardziej radykalne.

Obecna hip hopowa odwilż spod znaku trapu i gangsta rapu sprawia, że etos uliczny znów przybiera na sile, a wraz z nim – przedmiotowe traktowanie kobiet. I tu się pojawia dylemta wielu osób o feministycznych poglądach (pacyfiści też mogą mieć problem): co robić, jeśli szalejemy za nowym albumem Future’a? Jak żyć, skoro nie możemy przestać się bujać do “Trap Queen” Fetty Wapa? Co zrobić, gdy wzrusza nas rozwiązły Drake i fascynuje megalomański Kanye? Jak odbierać ultraseksualny wizerunek Nicki Minaj czy Iggy Azalei? Czy słuchanie rapu to feministyczny grzech?

 

bell

 

Kontekst

 

bell hooks jest pierwszą instancją we wszelkich kwestiach na pograniczu równości, rasy i klasy – a rap jak najbardziej do nich należy. Pierwsza dama czarnego feminizmu w eseju o mizoginii w gangsta rapie kategorycznie zaznacza, że przejawy seksizmu i mizoginii należy piętnować zawsze – w hip hopie, pracy, rodzinie i w każdej innej dziedzinie życia społecznego i politycznego. Ale rap należy przede wszystkim z r o z u m i e ć .

Kluczem do uświadomienia sobie skąd się biorą hip hopowe narracje, jest świadomość kontekstu, w jakim powstaje. hooks podkreśla, że rap nie jest źródłem seksizmu i mizoginii, a jedynie reakcją na nie. Przypomina też, że nienawiść i przemoc wobec kobiet nie są wynalazkiem raperów, ani ich ulubionym stylem życia – seksizm jest natomiast centralnym punktem patriarchalizmu i, jak zauważa autorka, całe społeczeństwo [amerykańskie] jest nim przesiąknięte, bowiem wyraża się na różne sposoby. Rap z jego seksizmem, celebracją materializmu i przemocy nie jest na peryferiach, lecz w samym sercu kultury patriarchalnej, służy jej umacnianiu i przedłużaniu. Wiązanie tych wartości z czarną kulturą jest wygodne dla klas rządzących, zawsze gotowych wskazać kozła ofiarnego wśród niższych warstw społecznych. Mówiąc krótko – władzy opłaca się, by seksizm trwał jak najdłużej i by obwiniano za niego czarną kulturę – twierdzi hooks.

„Młodzi czarni mężczyźni pracują na plantacjach mizoginii i seksizmu przy produkcji gangsta rapu, a pensję wypłaca im biały, kapitalistyczny patriarchat. Zamiast ekspresją męstwa, gangsta rap jest raczej wyrazem uległości i podporządkowania potężniejszym, choć mniej widocznym siłom patriarchalnej gangsterki. Głos brutalnej, surowej wściekłości wycelowanej w kobiety jest oddany mieszkańcom gett, ponieważ <cywilizowanym> i <dorosłym> białym mężczyznom z klasy średniej nie wypada mówić o takich rzeczach.” – pisze dalej hooks.

Przy doszukiwaniu się źródeł seksizmu w gansta rapie czy trapie, warto spojrzeć na tę kwestię szerzej – bo może się okazać, że najostrzejsze mizoginistyczne teksty zostały wyprodukowane tylko po to, by zbudować karierę i przyciągnąć publiczność mocą skandalu. Takich właśnie numerów oczekują wielkie wytwórnie płytowe, bo takie numery najlepiej się sprzedają – i budują karierę. Koło się zamyka.

Czy biały uprzywilejowany Europejczyk może pojąć, czym jest dorastanie w getcie, gdzie gang jest jedynym pracodawcą, a znajomi dzielą się na tych co w więzieniu i tych pod ziemią? Gdy pisanie tekstów przesyconych seksem i przemocą jest jedyną szansą na godne życie, nic dziwnego, że tak wielu próbuje. O czym marzy człowiek, który jest traktowany jak społeczny śmieć, niewykształcony i wychowany na śmieciowej kulturze kablowej telewizji? Pieniądze, władza i seks – oczywiste fetysze ery konsumpcjonizmu, obecne w nas i wokół nas. Rap poddaje je hiperbolizacji, wali nimi słuchacza prosto w twarz: nie ma ucieczki, tak własnie wygląda rzeczywistość, czy tego chcesz czy nie. Rzeczywistość ma gdzieś Twoje poglądy, nadzieję na równość i szczęśliwe zwierzęta. Taka jest prawda i rap ją opowiada – kobiety są używane do seksu. Mężczyźni zabijają sie o władzę. Najwyższą władzą jest pieniądz. I kto tu jest seksistą?

Podziel się ze znajomymi!