Święto Tańca


FNF Crew – Łódź


ŚWIĘTO TAŃCA – RYTM ULICY

Piła 2009, 13-14.03

Sobota

6:40, autostrada A30, stacja benzynowa

Hej, wyglądacie jakbyście jechali na Rytmy…- Wy też? Jaki ten świat mały! Gdzie nocujecie? – Jeszcze nie wiemy,  ale coś się ogarnie. – Heh… no to powodzenia życzę! Już od miesięcy wszystko zarezerwowane!

 

Jest taki weekend w roku, kiedy Piła przechodzi metamorfozę. Kompletną. Z miasta, które słynie z bycia dobrą bazą wypadową do ciekawych miejsc, zmienia się w stolicę tanecznego undergroundu. Tancerze, na co dzień porozrzucani po dziesiątkach miast i miasteczek na dwa dni zjeżdżają się do Wielkopolski, aby współtworzyć jedno z najciekawszych wydarzeń świata tanecznego związanego z kulturą hip hop.

 

Przejeżdżając w tych dniach przez Piłę można odnieść wrażenie, że tancerze przejęli klucze do miasta. Widać ich wszędzie – na ulicach, skwerach, w sklepach i fast-foodach  – w całym mieście niepodzielnie panują młodzi w szerokich spodniach i odjazdowych butach. Nike, Adidasy i Pumy we wszystkich kolorach tęczy przemierzają Piłę w jednym kierunku – do Starego Browaru, serca imprezy, w którym odbędą się dziś eliminacje do Rytmów Ulicy 2009.


FNF Dolls – Warszawa/Łódź

11:00

Pod Browarem tłum. Z autokarów wysypuje się młodzież w jednolitych strojach – to członkowie formacji. Choć w marcu jak zwykle chłód i wichura – tu wszyscy jakby zapomnieli o temperaturze. Styl jest ważnym elementem każdego występu, nawet poza salą – ma być wygodnie, ale oczywiście z fantazją, w końcu idziemy na scenę. Luźne spodnie, dresowe lub koszykarskie, duże T-shirty pod szerokimi  bluzami lub kusymi kurteczkami. Tłum jarzy się od psychodelicznych kolorów, zgodnie z zasadą im więcej tym lepiej – widać że styl lat 90tych powraca z hukiem i przerywa wieloletnią dominację czerni i szarości. Ze stylowych nowinek – oprócz tęczowych butów -czapki New Era, skóry, oldschoolowe okulary i nieśmiertelne arafatki.

 

Średnia wieku na oko poniżej dwudziestki – poza paroma rodzicami w roli opiekunów starsze pokolenie ma słabą reprezentację. Nawet ochroniarze wydają się jacyś młodzi i na dodatek sympatyczni. Muszą jednak być czujni, bo tłum napiera na stolik, przy którym Bizon – organizator imprezy – dokonuje rejestracji. Do wyboru żółta lub czerwona opaska na rękę – widz albo uczestnik. Plan dnia mocno sponiewierany ledwo trzyma się na ścianie, każdy chce znać kolejność konkurencji i zespołów. Na schodach faluje nieprzerwany strumień głów, w górę i w dół, szturchając  pechowców którym zachciało się przysiąść na schodach. Robi się coraz ciaśniej, z sali już słychać głos prowadzącego zapowiadającego zawodników. W brzuch uderzają ciężkie basy, temperatura wzrasta.

 

Na górze tłum się trochę przerzedza, można odetchnąć przed wejściem na główną salę. W każdym wolnym kącie torby podróżne i stosy kurtek, każdy metr wolnej przestrzeni jest na wagę złota – przecież trzeba się gdzieś usadowić przebrać, rozgrzać. Najtrudniej przećwiczyć formację – starzy wyjadacze pozajmowali nieliczne nadające się miejscówki, trzeba będzie iść na zewnątrz.

 

Z sali dochodzi salwa braw i okrzyków – właśnie jakaś formacja skończyłą występ. Wszyscy śledzą pokazy z wypiekami na twarzy. Przeciśnięcie się do przodu wymaga akrobatycznych zdolności – to nie jest żadna hala sportowa, tylko kameralny klub z parkietem w kształcie areny. Jest dużo miejsca dla publiczności – mogą stać naokoło parkietu, na schodach i na drugim poziomie. Szczyt sali zajmują sędziowie, konsoleta DJa, fotografowie i operatorzy kamer. Ale widzów i tak zawsze jest więcej niż mogłoby się pomieścić. Żeby cokolwiek zobaczyć ci w tylnych rzędach stoją na stołach, kanapach, siedzą na barze. Tancerze, żeby zejść z parkietu  muszą brnąć przez gęstwinę widzów, nie ma czasu na gratulacje, następna grupa już czeka. Dużo nerwów.

Nie ma płyty! – woła DJ znad konsolety.

W perfekcyjny porządek formacji wkrada się chaos. Kto ma płytę? Ustawienia się rozsypują. Przecież zaniosłem DJowi! Ruch, nerwy, oczekiwanie. Publiczność czeka w napięciu, ktoś zaczyna klaskać aby dodać grupie otuchy. Reszta podłapuje i momentalnie cała sala huczy od oklasków. Jest! Ulga…. formacja powraca do ustawienia. Zastygają w bezruchu…. wszyscy wstrzymują oddech, zaraz się zacznie.


Maska – Kąty Wrocławskie

 

…Na korytarzu znajoma twarz. Spojrzenia się spotykają, uśmiech.

–  Jak super że przyjechałeś!

– No przecież tego bym nie ominął za żadne skarby. Kiedy my się widzieliśmy, pół roku temu?

 – Tak, ostatnio to razem byliśmy na obozie tanecznym. Było cudownie… Co u ciebie w mieście słychać? Uczysz nadal?

– Ostatnio zajarałem się takim świetnym choreografem, znasz go? Na you tubie jest jego chorełka, kozacka, o pokażę ci… A ten kawałek znasz? Świetne ma bity. A ten za to bardziej liryczny, wiesz o miłości… Jedziesz w tym roku na obóz?

 

Już! Jak to szybko zleciało! Ledwo zaczęliśmy tańczyć… a już był koniec! Nie ma lepszego uczucia niż to, gdy skończy się pokaz. Już po wszystkim. Miesiące przygotowań, nerwy, kłótnie, rozterki, po trzech minutach wszystko to już nie ma znaczenia. Te trzy minuty to nasz cały świat. Wtedy czujesz że żyjesz. Aż strach pomyśleć ile trzeba się namęczyć aby stworzyć trzy minuty tańca!

 

Na przykład taka formacja. To jest prawdziwe wyzwanie. Trzeba ogarnąć ludzi zdolnych i zaangażowanych. Znaleźć salę, najlepiej tanio, bo z kasą zawsze jest problem. Uzgodnić treningi, parę razy w tygodniu. No i wizja. To nie tak, że każdy zrobi jakąś choreografię i je sobie zatańczymy. Musi być wizja. Pomysł, myśl przewodnia, sens formacji. Musi być styl. Różne style tańca. Ale które? Najczęstszy wybór to mocna gangsta, wesołkowaty locking, płynący lyrical i energetyczny house. No i przejścia, motywy, tricki. Teraz czas na mix. W każdej ekipie jest ktoś, kto ogarnia muzę, taki producent – amator. Wynajduje kawałki, tnie, zapętla, dorzuca efekty, łączy w rytmiczną całość. Ma być oryginalnie, zaskakująco. Mają paść na kolana. Sędziowie też. A z nimi jest najtrudniej, bo siedzą jakby byli znudzeni, nie okazują emocji, tylko coś szepczą między sobą, piszą coś ukradkiem. Jak ich uwieść?

Sędziowie hip hop: Moncel, Marty Kudelka, Krzysztof Mazur

18:00

Ostatnia formacja kończy występ. Teraz czas na B-boyów. Są już wyniki eliminacji w kategoriach solo hip hop, popping i locking. Prowadzący po zawodach zaprasza na After Party. Ale jak tu się bawić, skoro jutro dalsza część zawodów? Trzeba być w formie, wyspać się, dopracować formację, dodać numery, może coś zmienić w mixie… iść czy nie? Zdania są podzielone, ale na pewno chętnych do imprezowania nie zabraknie, poza tym w czasie Aftera ogłoszą wyniki formacji, więc ktoś musi tam być. Na te wyniki wszyscy czekają. Powstają łańcuszki informacyjne: – zadzwoń jak już wywieszą listę, napisz do mnie – nikt nie zaśnie nie dowiedziawszy się które ekipy się dostały. Konkurencja jest ostra – z 52 ekip przechodzi 10. Tylko perełki. Nie wystarczy być dobrym. Nawet nie wystarczy być świetnym. Trzeba pokazać to coś, co przekona sędziów. Nie wiadomo, co dokładnie. Nigdy nie obywa się bez zaskoczeń, rozczarowań, szoku…

 

24:10

Po północy rozdzwaniają się telefony. – CO? Nie dostaliśmy się?? Sprawdź jeszcze raz! To niemożliwe, to musi być jakiś błąd, pomyłka… 42 ekipy kończą zawody po jednym pokazie. Tylko wybrańcy zatańczą raz jeszcze. Już na luzie, drugi raz jest łatwiej. Odrzuceni omawiają występy, zastanawiają się co poszło nie tak. Większość nie wyjedzie tej nocy, zostaną do niedzielnego wieczora, by obejrzeć zwycięzców. Co oni mają takiego, że im się udało? Każdy szuka wskazówek, żeby za rok już na pewno znaleźć się wśród dziesięciu najlepszych. Rozmowy powoli cichną, tylko impreza pulsuje swoim zwykłym rytmem, do rana…

 

Niedziela

 

10:00

Tancerze nie lubią poranków. Finał formacji dopiero o 15tej, pewnie żeby przypadkiem nikt nie zaspał. Gorzej mają finaliści duetów i solo – muszą walczyć od 10tej. Tłum pod Starym Browarem jakby mniejszy – no ale przecież dopiero 10. Pewnie deszcz zapędził wszystkich do środka. Oczywiście. Wewnątrz znajomy tłum, jak na porządnej imprezie. Kolejki do szatni, kolejki w toaletach, do barku. Niektórzy widzowie nawet spacerują z kuflami, a wokół nielicznych popielniczek gęsto od dymu. Od razu widać finalistów – zbici w grupki rozgrzewają się z daleka od zamieszania. Skoncentrowani, milczący. Reszta już ma wolne, można się zrelaksować, miło spędzić czas. Pod telebimami tancerze komentują występy. Słychać dużo krytyki, zdaje się, że zachwytu nikt nie może tu wzbudzić. Tancerze to niewdzięczna publiczność. No chyba że w grę wchodzi kibicowanie swoim. Cała reszta to potencjalna konkurencja, lepiej zachować kamienną twarz, choć często bywa to trudne… – Widziałaś jak się pomylił? Jest beznadziejny – A ta? Przecież ona nie słyszy muzy! – Co to ma być za styl, dyskoteka w remizie? Nie wierzę w te stroje, co za żenada! – Ten to chyba się cofnął  w rozwoju, rok temu już lepiej mu szło…


Kolor – Białystok

17:00

Finał to dla ekipy potwierdzenie nieprzeciętnych umiejętności. Samo znalezienie się w dziesiątce napawa dumą, pozwala poczuć się wyróżnionym i docenionym. Ale co zrobić żeby zdobyć podium? Nie wystarczy doskonałość taneczna, ani perfekcyjne opanowanie choreografii, ani dopracowane przejścia. W finale już nie chodzi o taniec. Wszyscy są pod tym względem bez skazy. Trzeba zrobić coś więcej. Sprawić że widzom zmiękną nogi, a szczęki spadną do parteru, że sędziowie wstaną z krzeseł, a konkurentom zaszklą się oczy. Trzeba obudzić magię, wezwać taneczne bóstwa na parkiet. Stać się tańcem i go przekroczyć. Może to brzmi banalnie, ale kiedy zobaczysz to coś, będziesz wiedzieć. Nie nazwiesz tego, bo zabraknie ci słów. Poczujesz to w całym w ciele, będziesz chciał krzyczeć, ale ci się nie uda, bo cię zatka z zachwytu.

Zatkało.

 

Be2Be – Męska formacja w pomarańczowych kombinezonach prosto z „Prison Break”, ręce skute w niewidzialne kajdany… i wreszcie wyzwolenie. Formacyjne dzieło sztuki. Każda chorełka jak obraz stworzony ręką artysty, przepełniony niezliczonymi smaczkami, gestami, akcentami – złożone plany, zmieniające się poziomy, malownicze przejścia. Wszystko po szyję zatopione w muzyce. Nie sposób ogarnąć na raz, bez kamery ani rusz.

 

FP2 Sikorki  – Na początku ostrzegają głosem Kelis: „You don’t have to love… you don’t even have to like me. But you will respect me… cause I’m a BOSS!” Historyczny moment. kobieca strona FP2  pokazała formację hip hopową na szpilkach! A tańczyły jakby nie robiło im różnicy czy to obcas czy adidas. Pewnie, równo, mocno. Diva to nowy ideał kobiecości – zadziorna, ostra i baaardzo sexy. Uwaga, dziewczyny atakują!

 

FPC – Chłopcy udowadniają swe mistrzostwo w każdym stylu. Bawią się tańcem, igrają z publicznością. Mają w sobie nonszalancki luz, na twarzach figlarny uśmieszek. W przerwie choreografii chwila dla fotografów…Czemu nie? Jako najpopularniejsza medialnie ekipa mogą sobie pozwolić na taki żart. I tak im wybaczymy. Każdy z nich jest charyzmatyczny. Każdy przyciąga wzrok. Gaua rozpościera ramiona, koledzy wynoszą go w górę i wszystko staje się jasne. Nadchodzi nowy prorok…

 

FNF – Czy to na pewno oni? A może zamiast nich tańczą cyborgi? Odhumanizowane ruchy, całkowicie stopione z muzyką. ciała rozsuwają się niczym wielkie drzwi. Na scenę wkracza Maniek – mistrz ceremonii, genialny konstruktor. Zapraszam do mojego świata, zdaje się mówić… mechaniczne dźwięki wprawiają w ruch roboty, elementy zadziwiającej machiny, podległej tylko jednej zasadzie – pokazać dźwięk. Nagle każde słowo, bit, werbel  zyskuje materialny kształt. Perfekcja tego tworu jest aż nieludzka… Atmosfera się zagęszcza, maszyna pulsuje energią, pracuje coraz szybciej… do czego jeszcze jest ten szaleniec zdolny?!

więcej fotek tutaj

Wyniki:
BREAK DANCE formacje  
1. Sinior Skład Family
2. CT Group Polska
3. Plastic Squad (Łomża)
4. Technical Fighters (Sławno)

BREAK  DANCE  solo
1. Bromirski Mariusz MANIEK (Włocławek)
2. MACIO
3. b boy PAWLOTI

LOCKIN solo          
1. Błachowicz Adam BATMAN (Poznań)
2. Jaremin Marta (Gdynia)
3. Bajor Jacek (Gdańsk)

POPPING solo  

1. Kaczorex  (Włocławek)
2. Bieńkowski  Damian (Olsztyn)
3. ZIBEN (Człuchów)

HIP HOP  solo     

1. Ostrowska Joanna (Białystok)
2. Szczęsnowicz Paulina (Gdańsk)
3. Indebski Jędrek (Poznań)

HIP  HOP  duety
1. Jaśkowska Agnieszka, Bielak Ewa (Kąty Wrocławskie)
2. Paluszkiewicz Zosia, SOFA Brze (Poznań)
3. Jukowska Kasia, Miś Anna (Wrocław)

HIP HOP  formacje  
1. Smeizdej (Stockholm)—> czyli  FPC Jedziems (Białystok)
2.  Be2Be (Warszawa)
3. FP2 Sikorki (Białystok)

 

 

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *