Wielki Brat 2.0

 

Mali Bracia – tak św. Franciszek z Asyżu nazywał otaczającą go faunę, by podkreślić, że tym boskim stworzonkom również należy się szacunek. Jeśli spodziewacie się książki w tym klimacie, srogo się zawiedziecie, bo poza pluskwami żadnych zwierząt w „Małym Bracie” nie zarejestrowałam. Natomiast jeśli tytuł tej ksiąki budzi wasze skojarzenia z Orwellem i społeczeństwem nadzoru, to jesteście na właściwym tropie.

Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby „Rok 1984” zaktualizować do naszych czasów? Doctorow wpadł na taki właśnie pomysł. Reprezentantem epoki szalejących technologii, internetowej ekspansji i globalnego terroryzmu uczynił nastoletniego maniaka komputerowego o hakerskich ciągotach. Wróg pozostaje ten sam, zmieniają się tylko narzędzia zarówno represji, jak i oporu – walka przenosi się do sieci.

Markus jest niepokornym nastolatkiem, który myśli, że pozjadał szystkie rozumy i że jest dużo cwańszy nie tylko od dyrektora szkoły, ale w ogóle od wszystkich dorosłych. Wychowany przez mądrych rodziców, niezachwianie wierzy w wolność każdego obywatela USA, cytuje nawet z pamięci Konstytucję Stanów Zjednoczonych. Ma ponadto lekką paranoję na punkcie swojej prywatności, zwłaszcza związanej z nie zawsze legalną działalnością w sieci. W przerwach między kolejnymi etapami gier sieciowych17-latek bezczelnie drwi sobie z ograniczeń narzucanych mu przez instytucje i systemy ochronne, bo wiedzę na temat ich obejścia ma w małym palcu. W efekcie otrzymujemy naprawdę irytującego typka.

Sytuację radykalnie zmieniają terrorystyczne ataki, które San Francisco przeistaczają w piekło, arbitralnie zarządzane przez Wydział Spraw Wwnętrznch, czyli współczesną inkarnację Wielkiego Brata. Marcus pada ofiarą ich prześladowań i w efekcie wypowiada wojnę wrogiemu systemowi. Przyda mu się grono zaufanych przyjaciół oraz stary Xbox i umiejętność majsterkowania. Po drodze zdąży spokornieć, nieźle się wystraszyć, zakochać i poznać nowe znaczenia słów Bezpieczeństwo i Terrorysta.

Ale dość o fabule, bo właściwie jest ona tylko wymówką dla Doctorowa, żeby wprowadzić nas w tajniki bezpieczeństwa w sieci, techno-aktywizmu i etosu hakerskiego. Gdyby wyrzucić fabułę i zostawić czyste informacje, „Mały Brat” okazałby się świetnym elementarzem Technologicznego Aktywizmu (Technological Activism), albo pochwałą hakerstwa (tego pozytywnego ;)) I przyznam, że dla mnie to własnie te momenty są najciekawsze, choć trzeba być trochę geekiem żeby się w to wkręcić. Nie ulega wątliwości, że sam autor dosłownie żyje opisywanymi przez siebie tematami, pisze o nich z pasją i zaraża entuzjazmem, przy okazji szczodrze obdarzając nas całkowicie realnymi faktami, linkami i nazwiskami.

Nad skomplikowanymi opisami szyfrowania, tunelowania i hakowania unoszą się duchy kontrkultury, bitników i hipsterów (tych oryginalnych) – najwidoczniej idee bardzo bliskie autorowi. A jeszcze wyżej ponad nimi powiewa flaga Stanów Zjednoczonych, gdzie oto każdy obywatel ma prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia i jeśli władza mu tego nie zapewnia, ma święte prawo ją wymienić. Tę momentami ciężkostrawną mieszankę łagodzą trochę dygresje o komiksach, grach i zjazdach fanów LARP, ale tylko trochę.

Książkę czyta się szybko, akcja płynie wartko, choć nieraz zęby bolą od kalk językowych. Sam autor też jest mocno przeciętny jeśli chodzi o talent literacki, a już w łączeniu wątków technologicznych i miłosnych jest kompletnie nieprzekonujący. Podobno ta książka przeznaczona jest dla targetu zwanego modnie „Young Adults”. Nigdy wcześniej nie czytałam takiego wytworu i chyba już nigdy więcej nie chcę. Czy po to w podstawóce serwowali nam Dostojewskiego i Edelmana, żebyśmy teraz czytali prymitywne językowo i zacofane moralnie czytanki? Litości!
I naprawdę, jeśli odbiorcami mają być dzieci internetu, to dodanie gwiazdki wyjaśniającej do padającego w tekście LOL powoduje tylko bardzo głośny FACEPALM*.

Mimo mieszanych uczuć co do formy, uważam że książkę warto przeczytać ze względu na świetne i ciekawe treści merytoryczne. Doctorow wie o czym mowi. Nie będę wklejać jego biografii z Wikipedii, ale najbardziej zapadło mi w pamięć to, że prowadzi kultowy portal boingboing.com, pisze do magazynu Wired, prowadzi wykłady na uczelniach oraz jest specem od kryptografii. I trąbi wszem i wobec o tym, jak być świadomym użytkownikiem sieci, jak nie narażać prywatności i nie dać się zniewolić technologii, tylko wykorzystwyać ją dla siebie. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że w najbliższej przyszłości nasze bezpieczeństwo i wolność będą coraz bardziej zależały od wiedzy o otaczających nas technologiach – nie tylko w USA.

Na plus za Doctorowem przemawia jeszcze jeden fakt – jest zaangażowanym techno-aktywistą i w praktyczny sposób walczy ze źle rozumianym prawem autorskim. Dowód? Na jego stronie www wszystkie ksiązki jego autorstwa (w tym Mały Brat) są udostępnione do darmowego ściągnięcia na licenji Creative Commons (po angielsku). I na przekór malkontentom, również świetnie się sprzedają.

Pierwszą lekturę mam już za sobą, nie pozostaje mi atem nic innego, jak kontynuować naukę u Doctorowa. Już ściągnęłam z jego strony nową książkę pt. „Makers” – tym razem ma być dla dorosłych.

Tytuł Mały Brat
Tytuł oryginalny Little Brother
Autor Cory Doctorow
Przekład Barbara Komorowska
Wydawca Otwarte

Rok wydania    2011

*

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *