Zobaczyć płeć

 

 

Nic tak nie przyciąga publiczności jak chwytliwy tytuł cyklu. W telewizji Ale Kino! lipiec minie pod znakiem „gender”. Film o gender w każdy czwartek. Gender… wyraz ładny, obcy, trudny do wytłumaczenia. I jeszcze cykl o gender zbiega się z lipcowymi obchodami Europejskich Dni Równości, czyli EuroPride. A w warszawskiej Kinotece w każdy czwartek filmy LGBT. Jak widać temat modny i na czasie, jednak co tak naprawdę oznacza kino genderowe?

Niełatwo jest wybrać pięć filmów dotyczących problemów z płcią kulturową, zwaną z angielska genderem. Nie dlatego, że jest ich mało – wręcz przeciwnie. Tożsamość, emancypacja, wykluczenie, akceptacja siebie, dojrzewanie, seksualność – wszystkie te tematy, lubiane przez twórców kina, zahaczają o problem norm obyczajowych i wzorców kulturowych przypisywanych płci. Niewątpliwie trzeba podejść do tematu z pomysłem. Ale Kino! nieźle wybrnęło z opresji, proponując perspektywę historyczną – od lat 20. do współczesności. Nadanie takich ram czasowych pozwala na dostrzeżenie przemian w normach społecznych, jakie zaszły w ostatnich dziesięcioleciach, a tym samym przeanalizować współczesne problemy z kulturową płcią.

Widz ma okazję spojrzeć na kwestię płci z różnych perspektyw. Poczuć się amerykańską konserwatywną gospodynią, irlandzkim transwestytą, dojrzewającym gejem albo pisarką ze schizofrenią. Poznać ich rodzinę, otoczenie, poczuć osamotnienie, strach i wstyd jaki im towarzyszy. Bo choć normy się zmieniają, bo choć poziom tolerancji społeczeństwa powoli wzrasta, to problemy pozostają niezmiennie te same: czy grać role przypisywane płci, czy raczej negować je i przekraczać? Czy być sobą kosztem odrzucenia, czy dostosować się i żyć w akceptacji? Co jest ważniejsze – akceptować samego siebie czy być akceptowanym przez innych?

 

Daleko od nieba. Więzienie szczęścia
Z zewnątrz – idealna Ameryka lat 50. Przepis na szczęście jest wszystkim znany i przestrzegany: domek z ogródkiem, kochająca żona spełnia się w domu i przy dzieciach, mąż robi karierę zawodową. Dopiero zaburzenie tego schematu ujawnia co kryje się pod szerokim amerykańskim uśmiechem. Okazuje się, że bajkowe przedmieścia to siedliska nienawiści, strachu i przemocy. Że wyjście ze swej rzekomo normalnej roli jest równoznaczne z wykluczeniem społecznym, pogardą, agresją. Film nie odkrywa niczego nowego. Obrazuje dobrze znany wybór między buntem a konformizmem i potwierdza, że dominującą siłą społeczną jest strach przed Innym (w tym przypadku Innym są związki mieszane, czarni, kobiety i geje).

 

Wątek gejowski jest najłagodniej potraktowany. Co prawda mąż boi się o pracę i zaczyna leczenie, ale po krótkim czasie i tak rozwodzi się z żoną, by zamieszkać z ukochanym. Kobieta ma znacznie gorzej. Traci szacunek, godność i przyjaciół, bo ktoś ją widział rozmawiającą z czarnym. I nie pomaga fakt, że się kochają, bo jest to miłość niemożliwa. On wyjeżdża z córką do Baltimore. Ona zostaje z dwójką dzieci na głowie i zszarganą reputacją, samotna i załamana. Czy się pogodzi z przegraną? Po tym wszystkim co przecierpiała?Prawdziwą ofiarą w tym filmie jest właśnie kobieta starająca się być perfekcyjną żoną, ale też córka czarnoskórego wdowca, co dzień mierząca się z okrucieństwem szkolnych kolegów. Czeka je długa walka o godność i prawo do wolności. Na szczęście na horyzoncie już wzbiera druga fala feminizmu.

 

Godziny. Przeczucie zniewolenia
Film znany i ceniony. Trzy historie ukazujące jeden dzień z życia autorki książki Mrs Dalloway (hipnotyczna rola Nicole Kidman), jej bohaterki i czytelniczki. Uwaga widza skupiona jest na kobietach i ich emocjach i może nie jest to film feministyczny, ale na pewno feminocentryczny. Bohaterki łączy rozpaczliwe poczucie pustki i smutku oraz obsesyjne krążenie wokół tematu śmierci. Co to ma wspólnego z gender? Każda źle czuje się we własnej „skórze” – w roli narzuconej jej przez historię, urodzenie, realia w jakich żyje. W pułapce swojego własnego życia kobiety się duszą i szukają sensu własnej egzystencji. Każda jest w jakiś sposób zniewolona. Zdają się przeczuwać, że to kim są, o czym marzą i co myślą wynika z wzorów i ról, jakie narzuca im społeczeństwo, kultura i obyczaje. To odkrycie jest swoistym genderowym przebudzeniem. Lecz nie jest to film radosny, pokazujący kobiety wyzwalające się z narzuconych im ról społecznych. Wolność może i jest świadomością zniewolenia, lecz kto powiedział, że od tej niewoli jest jakaś ucieczka. Bohaterki godzin krok po kroku poznają gorzki smak wolności i świadomości, lecz każda z nich podejmie inną decyzję, inaczej pokieruje swoim losem.

C.R.A.Z.Y. Którą rolę wybrać
Doskonała analiza budzenia się świadomości, walki z samym sobą, a wreszcie akceptacji swojej seksualności. Bohaterem jest nastoletni chłopak, który strasznie nie chce być gejem. Ale wszystko wskazuje na to, że jest. Temat niezbyt odkrywczy, natomiast wyjątkowo pieczołowicie zbadany. Bo nie chodzi tylko o dramatyczną wojnę z samym sobą. Film z prawdziwie psychologicznym zacięciem (ukazanie relacji na linii syn – matka – ojciec – bracia – dziewczyna – znajomi oraz ich dynamikę). Nikt tutaj nie jest zły – każdy zmaga się z własnymi lękami, rozczarowaniami i decyzjami. Każdy musi zgodnie z własnym sumieniem ustosunkować się do geja w rodzinie. I ponieść konsekwencje swojej decyzji, które nigdy nie są miłe. Odrzucić syna, aby społeczność nie odrzuciła rodziny? Udawać, że się nie widzi problemu? Wyzywać go od pedałów i nim pomiatać? Kochać, ale wciąż bać się odrzucenia społecznego? Film krążący wokół motywu roli, jaką każdy z nas musi odgrywać w społecznym przedstawieniu, i wokół dylematów związanych z wyborem i kreowaniem swojej postaci. Bo gej może mieć dziewczynę, może nawet ją pokochać, byle tylko udowodnić rodzinie (i sobie), że jest hetero. Tylko jak długo można grać nie swoją rolę? I czy warto dopasowywać się do czyjegoś schematu? Zac wie, że na pewno jest to łatwiejsze wyjście. Ale wybiera drogę trudną i samotną: postanawia za wszelką cenę walczyć o odnalezienie siebie.

 

Śniadanie na Plutonie czyli Kicia w kosmosie

Ten film porusza problem w najoczywistszy sposób dotyczący płci. Bohaterem jest młody transwestyta, którego poznajemy w 36 historiach z jego życia. Kicia (Cilian Murphy) w bardzo nowoczesny sposób podchodzi do kwestii płci kulturowej i biologicznej – po prostu je ignoruje. Nie ma problemu z akceptacją siebie. Nie potrzebuje przynależeć do jakiejś kategorii, określać się jako mężczyzna, kobieta, androgyn. Jego podejście jest o tyle słuszne, co nierealne. Lecz tu nie chodzi o realizm, lecz o pewne marzenie. Kicia, który jest sierotą, marzy, by odnaleźć swoją prawdziwą matkę. Marzy o tym, by ludzie go kochali, akceptowali. Dzieje się zgoła inaczej, lecz nawet zło, brutalność i koszmary spotykające bohatera pokazane są w sposób urokliwy i wdzięczny, jakby w żaden sposób nie wpływały na jego samoświadomość i wolę poznania matki. „Śniadanie na Plutonie” jest symulacją tego, co by się działo, gdybyśmy akceptowali własną tożsamość. Gorzki wniosek jest taki, że i tak czeka nas długa i wyboista droga, by odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie.

Zobaczyć gender
Cykl genderowy w AleKino! to nie filmy przebojowe i proste w odbiorze. Czasem niełatwo doszukać się w nich wątków genderowych, widzowie mają prawo czuć się zdezorientowani. Należy zrozumieć, że gender to nie tylko kolorowi transseksualiści od Almodovara, czy panowie robiący rewię drag queens w Priscilli, królowej pustyni. Kwestia gender dotyczy każdego i każdej z nas, niezależnie od tego, czy jesteśmy wykluczeni, prześladowani czy nie. Świadomość, że nasza tożsamość płciowa jest kulturowym konstruktem, a nie zestawem naturalnych i niezbywalnych cech biologicznych, jest ważna do zrozumienia mechanizmów społecznych i kulturowych. Choć płeć wydaje się niewidoczna, to wystarczy lekko odejść od normy, by poczuć obecność obyczajowych i kulturowych kajdanek. Powyższe filmy bardzo dokładnie obrazuje ten ważki problem, jednak mogą pozostawić część publiczności nieprzekonaną co do powagi spraw płci. A przecież wystarczy kobiecie przykleić wąsy, a mężczyźnie dać damską torebkę i wypuścić na ulicę, by szybko zrozumieć, co oznacza ideologizacja płci i zadecydować, czy lepiej dalej ogrywać swoją rolę, czy może kreować ją samemu.

_______________
Daleko od nieba (Far from Heaven), reż. Todd Haynes, Francja, USA, 2002.

Godziny (The Hours), reż. Stephen Daldry, USA, Wielka Brytania, 2002.

C.R.A.Z.Y., reż. Jean-Marc Vallée, Kanada, 2005.

Śniadanie na Plutonie (Breakfast on Pluto), reż. Neil Jordan, Irlandia, Wielka Brytania, 2005.

***

Artykuł ukazał się na witrynie Krytyki Politycznej

stąd

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *