Niezbędnik stacjonarnego podróżnika: Japonia

W pierwszym odcinku tego cyklu bohaterem uczyniłam Zachód i jego nowojorską esencję. Teraz dla odmiany teleportujemy się na Wschód. I choć Wschód i Zachód reprezentują kompletnie inne symbole, metafizykę i mądrość (to z Barthesa) , to wydaje mi się, że mają jednak ważną cechę wspólną: zarówno USA jak i Japonia są dla człowieka z Europy Centralnej czymś bliższym fantazji niż rzeczywistym krajom – są dobrze znanym zbiorem symboli i skojarzeń, a zarazem kompletnie nieznanym światem.
I druga wspólna cecha: ich wzajemna fascynacja sobą nawzajem. Ameryka zapewne  zazdrości Japonii niezwykłego poczucia estetyki, kodeksu honorowego i samurajów; Japonia z kolei chce się stać taka jak Ameryka, więc zapożycza i przerabia amerykańską kulurę na swoją modłę.

 

Poniżej znajdziecie dwie książki opisujące Japonię, które również są od siebie maksymalnie różne (choć jedna czerpie z drugiej inspiracje). Obie sąpróbą uchwycenia Japonii, ale z zupełnie innych perspektyw: Barthes z intelektualnej, Bator – ze zmysłowej.

 

Miłość semiotyka

Czołowy przedstawiciel franckuskiego poststrutkuralizmu i semiotyki spędził w Japonii zaledwie kilka miesięcy. Czy nie jest to za mało, by poznać Japonię i napisać o niej książkę (nawet gdy jest się Barthesem)? Oczywiście że tak! I właśnie dzięki temu mogła powstać książka taka jak Imperium znaków.
Roland Barthes praktycznie całe swoje moce umysłowe (a były one zaiste potężne) poświęcił teorii znaków – znaczącemu i znaczonemu. W skrócie chodzi o to, że gdy widzimy czerwone świato (signifiant), to się zatrzymujemy (signifie). No. Więc Barthes, odwiedził Japonię i tam dokonał zachwycającego odkrycia: oto wreszcie niczego nie rozumie! Żaden znak nic dla niego nie znaczy! Penwie musiała to być dla niego prawdziwa ulga. Mógł bez oporów oddać się zachwytom nad kulturą, w której znak znaczy jedynie sam siebie i zabawom w  czytanie wschodnich znaków zachodnimi znaczeniami.

 

[quote]Język nieznany […] jednym słowem, czysty proces tworzenia znaczeń, tworzy wokół mnie, w miarę jak się przemieszczam, delikatny zawrót głowy, porywa mnie w swoją sztuczną pustkę, która otwiera się wyłącznie dla mnie: żyję w szczelinie, uwolniony od pełni sensu.[/quote]

Zanik sensu musi być bardzo interesującą kwestią dla badacza znaczeń. Ponadto, pustka znaczeniowa to jedno z określeń na satori – oświecenie w tradycji zen. Można powiedzieć, że Barthes w Japonii przeżywał nieustanne semiotyczne satori.

Barthes zabiera czytelnika w  podróż przez znaki Japonii, opisując w kolejnych rozdziałach te zjawiska, które wywołały w nim najwiekszą fascynację: haiku (poezja bez podmiotu, zawieszenie języka, precyzyjny zapis wrażenia chwili), koany zen (absurdalne pytania mające na celu wyjście poza umysł produkujący znaczenia i szukujący sensów), jedzenie (jak kaligrafia, malowanie, macierzyństwo) i wiele innych. Fascynująca książka o miłości do kraju, którego tak naprawdę nie ma, bo jest jedynie pustym znakiem.

Roland Barthes, Imperium znaków
Wydawnictwo Alatheia
Warszawa 2012

 

Miłość kulturoznawczyni 

Imperium smaku, imperium zmysłów – te nazwy przewijają sie przez książkę polskiej pisarki, która nie ukrywa, że Imperium znaków jest dla niej ważnym odniesieniem. I choć szanuje wizję Japonii proponowaną przez Barthesa, to sama wybiera inną drogę.
Joanna Bator w Japonii spędziła dwa lata na stypendium naukowym, a książka jest fascynującym zapisem procesu oswajania przez nią tego początkowo kompletnie obcego kraju, jego mieszkańców, kuchni, języka, zwyczajów, kultury, pociągów, toalet, map i świąt religijnych.
Jej sposób opowiadania jest mi o wiele bliższy od intelektualnych uniesień Barthesa. Bator jest urodzoną badaczką, która z zaangażowaniem i niekłamaną odwagą zapuszcza się w najdziwniejsze zaułki japońskiej kultury, by lepiej zrozumieć, albo przymajmniej poczuć smak “Innego”. Tak jest gdy opowiada o boheterkach cosplay spotykających się na słynnym moście, gdy analizuje japoński fetysz młodych dziewcząt czy obsesję kawaii; gdy zjada śmiertelnie trująca rybę fugu lub gdy śledzi losowo wybranych japończyków, zwiedzając w ten niekonwencjonalny sposób Tokio.

Japoński Wachlarz. Powroty to fascynujący tekst kulturoznawczy, który ma praktyczne zastosowanie. Autorka szczegółowo w nim opisuje miejsca, które wzbudziły jej zachwyt lub z innych powodów zapadły w pamięci: restauracje, parki, świątynie, sklepy uliczki… Gdy pojadę kiedyś do Japonii (a na pewno pojadę!), to zabiorę książkę Bator ze sobą. Wątpię, czy znajdę równie ciekawy i przydatny przewodnik po Tokio.

 

Joanna Bator, Japoński wachlarz. Powroty.
WAB 2011

 

Podziel się ze znajomymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.